Momenty

Autor: • 30 stycznia 2012 • Blog, InneKomentarzy (1)2406

Lubię ten moment, kiedy wpisuję ostatnią cyferkę tygodni. z kodu otrzymanego smsem, klikam przycisk „wyślij” i wiem, że w zasadzie odwrotu już nie ma – opłata startowa poleciała do organizatora, a ja nie muszę się już zastanawiać „czy wystartuję” tylko „jak mi pójdzie”. Dziś tego momentu doświadczyłem dwukrotnie.
Moment pierwszy. Bieg Zaślubin w Kołobrzegu
Kołobrzeg Chcia?bym lubiłem od zawsze. Mimo, że woda tam zawsze cheap nba jerseys najzimniejsza i zawsze najwięcej padało, to zawsze wracam do tego miasta z wielkim sentymentem. Zawsze tak samo przyjemnie spaceruje mi się bulwarem nad Bałtykiem, zawsze tak samo dobrze smakuje wędzona rybka zakupiona w okolicach portu, zawsze tak samo kiepsko smakują hamburgery z knajpy w okolicach molo… W zeszłym roku po raz pierwszy wystartowałem w Biegu Zaślubin. Fajne to było dla mnie uczucie przelecieć 15 kilometrów po ścieżkach, które dotychczas pokonywałem w slipach i japonkach. To był bardzo dobry wholesale jerseys bieg. Po 10 kilometrach stwierdziłem, że mam w sobie masę siły na to, że ostatnie 5 kilometrów przyspieszyć. I bardzo żałuję, że nie przyspieszyłem 300 metrów szybciej. Może nie zabrakłoby mi 20 sekund, żeby złamać 1:10:)
Co będzie tym razem? Ciężko powiedzieć, zostało jeszcze półtora miesiąca, bo URL start dopiero 17 marca. To będzie jeden z ostatnich testów przed maratonem w Dębnie. W chwili obecnej stwierdzam, że każda życiówka będzie dobra, a im bliżej 1:05, tym będę bardziej zadowolony.
Moment drugi. Bieg Rzeźnika z wholesale mlb jerseys Komańczy do Ustrzyk Górnych.
Marcin napisał, że nie ma sensu jechać tylu kilometrów po to, żeby Games albo zejść z trasy, albo przebiec w limicie. Ja mam nieco wholesale nba jerseys inną teorię. Po pierwsze z trasy nie mam zamiaru schodzić, chyba że zmusi mnie do tego mój cheap nfl jerseys partner (dla niewtajemniczonych – biegnie się parami). A po drugie i najważniejsze – co z tego, że będę jechał ponad 600 kilometrów, co z tego, że jadę z nastawieniem, że pobiegnę na zaliczenie? Jeśli ukończę ten bieg w rozsądnym czasie nie spinając się hipermocno, to będzie to bardzo dobry znak. Na tych kilka dni czerwca wyłączam (a nawet wyłanczam!) w sobie naturę ściganta, te niezdrowe ambicje biegowe, które są przecież w każdym z nas zostawiam w domu i jadę poczuć się 4 niczym pionier odkrywający zupełnie nowy szlak. Każda gałązka, każda ścieżka, każda kałuża, każdy skrawek nieba tam będzie dla mnie nowy, bo dotąd moja noga w Bieszczadach nie postanęła. A jak już stanie, to łyda będzie tak luźna, że 77 kilometrów minie bezproblemowo. Rzekłem i słowa dotrzymam. Amen.
Nie byłbym sobą, gdybym nie современной zapowiedział przy okazji swojej obecności w Warszawie na Bemowie 10 maja. Metallica!!! Już raz widziałem industrial ich na żywo – w Chorzowie w roku 2008. I jestem chyba jednym z nielicznych, którzy twierdzą, że wcale się nie Aaaaby skończyli na Kill’em All.
Czy to nie jest trochę o nas? A droga stała się moją wybranką…

Podobne wpisy

  1. TOMEK napisał(a):

    Moment 1.
    Też lubię tę chwilę, gdy ostatnia cyfra (u mnie z tokena) wpisana, gdy pojawia się fajeczka w rubryczce „przelew wysłany”. Jutro tak robię z Krakowem. Syn ma obiecane.

    Moment 2.
    W tym roku nie dam rady ze względów organizacyjnych pobiec z Tobą w jednej parze. Ale przyszły rok? Dlaczego nie? W każdym razie w tym roku trzeba spróbować czegoś więcej niż maraton.

    Moment 15.
    Niech zmotywuje Cię to, że moja życiówka na 15 km to 1:07:28. 3 maja w Łubiance mam zamiar ją poprawić. Niezależnie od tego, co będzie w Krakowie. W Łubiance bowiem są mistrzostwa naszego województwa samorządowców.

    I już zasłuchuję się w Metallice…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *