XI Zimowy Bieg Trzech Jezior w Trzemesznie. Relacja.

Autor: • 27 lutego 2013 • Blog, Inne, Relacje3 komentarze2165

W Trzemesznie po raz pierwszy pojawiłem się w 2010 roku. Było to kilka miesięcy po tym, jak zacząłem biegać. Znajomy jechał na Bieg Trzech Jezior i stwierdziłem, że zabiorę się z nim. Półtora miesiąca później miałem przebiec swój pierwszy półmaraton, więc 15 kilometrów też musiałem oswoić. Było zimno, było śnieżnie, było ślisko. Nabiegałem wtedy porażający wynik w granicach 1:21… Ale satysfakcja była wielka, bo dostałem swój pierwszy medal i ukończyłem swoje pierwsze poważne zawody. Rok później też trafiłem do Trzemeszna. Wtedy cieszyłem się z nowej życiówki, wynoszącej jakieś 1:15.

W tym roku również zajechałem do Nadleśnictwa Gołąbki. XI Zimowy Bieg Trzech Jezior miał miejsce w sobotę, 16 lutego. Cieszyłem się, że będę mógł poczuć ten specyficzny klimat tam panujący. Cieszyłem się, że będę mógł zjeść najlepszą grochówkę świata i jeszcze lepsze ogórki kiszone. Miałem też nadzieję, że na mecie będę mógł się cieszyć z nowej życiówki. Zeszłoroczny wynik z asfaltowej trasy w Kołobrzegu to niewiele ponad 1:09. W Trzemesznie warunków na bardzo szybkie bieganie nie było – dużo śniegu, miejscami dość ślisko – jednak chciałem jak najbardziej zbliżyć się do 1:05. To był mój cel na ten bieg.

Ponad 550 biegaczy ustawiło się na starcie i punktualnie o godzinie 11 wyruszyliśmy na 15-kilometrową trasę na terenie Nadleśnictwa Gołąbki. Pierwszy kilometr w tłumie i po asfalcie – za szybko, bo w 4:10. Drugi kilometr w tłumie i po asfalcie – złapane odpowiednie tempo ~4:20/km. Po 10 minutach od startu wlatujemy do lasu – trasa przygotowana bardzo dobrze. Na całej długości i szerokości wysypana piaskiem. Nie zmienia to faktu, że jest ciężko – czasem ślisko, czasem głębszy śnieg. No i do tego sporo podbiegów i zbiegów. 4:21, 4:20, 4:22. Kolejne kilometry mijają dość spokojnie. Mniej lub bardziej świadomie zaczynam pilnować tętna.

Wiem, że powyżej 170 bpm kończy mi się drugi zakres i w nim chcę pozostać w tym biegu. Normalnie przy takiej ilości uderzeń biegam pod 4:00/km, ale w tych warunkach było to niemożliwe. Idealne i optymalne tempo złapałem przy ~4:25/km. Trafiłem na bardzo komfortową strefę i stwierdziłem, że pociągnę w niej prawie do samego końca.

Jak już wspomniałem trasa Biegu Trzech Jezior nie należy do płaskich. Zastosowałem swoją ulubioną taktykę – co traciłem na podbiegach zaraz odrabiałem na zbiegach. Ciągle jednak pilnując tętna. Ostatni kilometr przycisnąłem nieco bardziej, kończąc go w nieco ponad 4 minuty. Ostatecznie metę przywitałem z wynikiem 1:05:53. W niełatwych warunkach poprawiłem życiówkę o ponad 3 minuty i jestem w stanie zaryzykować stwierdzenie, że na asfaltowej szybkiej trasie urwałbym te 53 sekundy bez problemu.

Co mi to dało? Na pewno motywacyjnego od Wojtka Staszewskiego – „bieg rozegrany modelowo” napisał mi po zawodach. Wiem też, że w porównaniu do tego samego momentu w zeszłym roku, teraz jestem w lepszej formie i na wyższym poziomie wytrenowania. Dało mi to też chęć złamania 1:30 w półmaratonie tej wiosny. Nie będę w stanie zrobić tego przed maratonem, ale myślę, że podejmę się tego w czerwcu, kiedy odpocznę po Biegu Rzeźnika.

Podobne wpisy

Jedna odpowiedź na XI Zimowy Bieg Trzech Jezior w Trzemesznie. Relacja.

  1. Krasus napisał(a):

    Ogórki, grochówka – miodzio. Ale najpyszniejszy to dają tam chleb ze smalcem!!:D
    Ja biegłem w Gołąbkach tylko raz (2012), w tym roku się pokryło ze Skorpionem, ale mam nadzieję tam jeszcze wrócić, super zawody:)

  2. Thank you, I’ve recently been looking for info approximately this subject for a long time and yours is the best I have found out so far.
    However, what concerning the conclusion? Are you certain in regards
    to the source?

  3. divorce lawyer orange napisał(a):

    WOW just what I was looking for. Came here by searching for
    family lawyers vancouver bc

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *