Wspomnienie. Maraton w Barcelonie 2011.

Autor: • 6 marca 2012 • Asfaltowo, Blog5 komentarzy2145

Dokładnie 365 dni temu odbyła się najwspanialsza biegowa przygoda, jaką miałem okazję przeżyć. Mniej więcej około 12:30 w południe zmęczony, spocony, głodny, ale taaaaaaaaaaaaaki szczęśliwy, wbiegałem z polską flagą nad głową na metę maratonu w Barcelonie z czasem 3:51:36. Czy to normalne, że ten czas, tak szybko leci?

Plac Hiszpański, Camp Nou, Sagrada Familia, Morze Śródziemne, do tego prawie 20 stopni na plusie i kibice w każdym miejscu na trasie – w takich pięknych okolicznościach przyrody upłynął maraton w stolicy Katalonii.

Tamten bieg pokazał mi wiele fantastycznych rzeczy, których długo lub też nigdy nie zapomnę. I nie mówię tu tylko o tym, jak wygląda La Sagrada Familia czy Camp Nou z perspektywy biegacza (a wyglądają niesamowicie). Wiele z tych nauk i wniosków nie jest nawet bezpośrednio związanych z człapaniem kolejnych maratońskich kilometrów. A jednak myślę o nich i je pamiętam. Powiem więcej – mam zamiar się nimi podzielić.
W maratonie wzięło udział ponad 12 tysięcy biegaczy. Expo i imprezy około maratońskie odbywały się już od piątku. 

Właśnie w piątek, kiedy pojawiliśmy się po numery startowe tereny targów i biura zawodów prawie że świeciły pustkami. Można było ocenić jak są przygotowani organizatorzy do przyjęcia takiej ilości ludzi. Kilkadziesiąt stanowisk do odbioru numerów. Następnie trzeba skierować kroki po koszulkę (nomen omen doskonałą!). Stanowiska podzielone wg rozmiarów. Podchodzisz, bierzesz, następny proszę.

Nauka pierwsza – treningowa. Szanowni Państwo, nie zaniedbujcie treningu! Nie ma, że boli! Śnieg, deszcz czy mróz nie mogą być wymówką! Kiedy zaczynałem przygotowania do Barcelony, moim celem było złamanie czterech godzin.

W trakcie kolejnych tygodni okazało się, że ciężką pracą mogę doprowadzić do tego, że zamiast łamać 3:59:59 będę walczył o złamanie 3:49:59. I z takim zamierzeniem oraz, co najważniejsze, przygotowany fizycznie i psychicznie na to, stawiłem się 6 marca 2011 roku na starcie.

Ustawiłem się w grupie między 3:30 a 4 godziny. Do linii startu miałem jakieś 100 metrów. Przede mną i za mną biegacze z całego świata w liczbie ponad 12 tysięcy. Nad nami hiszpańskie słońce. Temperatura powietrza rosła z każdą minutą. Na starcie o 8:30 było mniej niż 10 stopni na plusie. Na 10 kilometrze człowiekowi już było gorąco, mimo że wystartowałem ubrany „na letnio”.
Nauka druga – nawigacyjna. Szanowni Państwo! Jeśli walczycie o konkretny wynik, jeśli trzymacie się zamierzonego tempa co do sekundy na każdym kilometrze, jeśli jesteście skupieni i zdeterminowani na osiągnięciu celu i jeśli wydaje się wam, że wszystko idzie zgodnie z rozkładem – wydaje się wam. A przynajmniej mnie się tak wydawało:)

Nigdy, przenigdy nie mierzcie międzyczasów, bazując na dystansie wyświetlanym na zegarku. To był mój trzeci maraton i popełniłem właśnie taki błąd. Skutek był taki, że kiedy minąłem tabliczkę z oznaczeniem 39 kilometra, zapaliła mi się żaróweczka nad głową i uświadomiłem sobie, że jestem kilkaset metrów w plecy. Metrów, które zaważyły na tym, że nie udało mi się złamać 3:50.

Na 33 kilometrze zobaczyliśmy morze. I to był cudowny widok, zważywszy na to, że mniej więcej w tym momencie zaczęła się najtrudniejsza część trasy. Nie tylko ze względu na możliwość pojawienia się ściany, ale dlatego, że przed nami było parę nieprzyjemnych podbiegów, ciągnących się w zasadzie aż do samej mety. Podbiegi te były uprzyjemnione na 36 kilometrze Łukiem triumfalnym, na 37 Placem Katalońskim a na 39 zbiegiem do La Rambli i przebiegnięciem tuż obok pięknego pomnika Krzysztofa Kolumba.
Nauka trzecia – o ludzkiej życzliwości. O tym, że wszyscy biegacze są jedną rodziną, nikogo przekonywać nie muszę. W Barcelonie jednak doświadczyłem tego w sposób bardzo zintensyfikowany. Po pierwsze dzięki ekipie z którą gościłem w Hiszpanii. Justyna, Laura, Tola, Daniel, Piotr. Można być dla siebie prawie że obcymi ludźmi, znającymi się z zawodów, paru wyjść na piwo czy rozmów na facebooku, a gdy przychodzi co do czego, to ta „obcość” zupełnie zanika i można spędzić tydzień czasu we własnym towarzystwie, niczym z najlepszymi przyjaciółmi.

Drugi aspekt ludzkiej życzliwości, to okolice 21 kilometra trasy maratonu i długa agrafka, na której to biegnąc w stronę nawrotu widziałem masę biegaczy, którzy przekazywali biegnącym w przeciwnym kierunku butelki z napojem. Sam, po pokonaniu nawrotu i uzupełnieniu zapasów na punkcie odżywczym, zrobiłem podobny manewr, a gdy ktoś w biegu wziął ode mnie butelkę, krzycząc „thanks!”, poczułem się… lepiej? Nie wiem, jakiego słowa mogę użyć…

Nie przypominam sobie miejsca na trasie, w którym nie byłoby kibiców. Wszyscy głośno krzyczący, wołający biegaczy po imieniu, dopingujący do szybszego biegu. Było kilka miejsc na trasie, kiedy zwężała się ona do 3, 4 metrów, a po lewej i prawej stronie widzieliśmy tylko masę kibiców, których krzyk wywoływał gęsią skórkę na plecach.
Nauka czwarta – patriotyczna. Niesamowita sprawa, kiedy uczestnicząc w biegu, w którym wystartowało 13,000 ludzi, spotykasz na trasie Polaka. Niesamowita sprawa, kiedy widzisz człowieka po raz pierwszy, a podajecie sobie dłoń, uśmiechacie, życzycie sobie powodzenia i wiesz, że słowa przez ciebie usłyszane i wypowiedziane, są szczere i autentyczne. To daje kopa. Wielkiego kopa!
I mimo, że widzi się tego człowieka pierwszy, a być może i ostatni raz w życiu, mimo że teraz się nawet nie pamięta jego twarzy, to czuje się z nim jakąś więź. Której symbolem jest godło na koszulce i biało-czerwony strój z napisem POLSKA.
Nauka piąta – o ludzkim wsparciu. Czyjaś żono, czyjś mężu! Czyjaś przyjaciółko, czyjś przyjacielu!

Jeśli ktoś ci bliski trenuje do swojego Bardzo-Ważnego-Startu, jeśli komuś ci bliskiemu zależy na dobrym wyniku w Bardzo-Ważnym-Starcie, jeśli widzisz w oczach kogoś ci bliskiego pasję i determinację – wspieraj go, pomagaj mu, bądź z nim w tym! To działa cuda! Rok temu przekonałem się o tym na własnej skórze! Nie sądziłem wówczas, że komuś tak może zależeć na moim dobrym wyniku, że kogoś to będzie tak interesować. Nie sądziłem, że trzymanie kciuków przez kogoś, może działać na odległość trzech tysięcy kilometrów. Nie sądziłem, że chwilę po przekroczeniu mety, znajdę w telefonie smsa o radości i dumie… Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś doświadczę czegoś podobnego. Wspierajcie swoich bliskich, zawsze!!!

Do mety 200 metrów. Wyciągam flagę Polski, którą miałem cały czas przy sobie. Podnoszę ją nad głowę. Biegnę w ten sposób do samego końca. Kibice to widzą. Komentator to widzi. I krzyczy „Poland, Poland, Poland!”. A mi się włos jeży na karku i łzy cisną do oczu. Nie do opowiedzenia.

Akapity pisane kursywą pochodzą z mojej relacji z maratonu w Barcelonie, która w całości jest do przeczytania pod tym linkiem.

Podobne wpisy

5 Odpowiedzi na Wspomnienie. Maraton w Barcelonie 2011.

  1. Daniel Trzebiatowski napisał(a):

    Twoje zdjęcie z biegu z flagą, jest epickie i jeszcze do tego komentator i kibice, super 🙂 Sam miałem sen o tym jak miałem zaszczyt wystartować na stadionie lekkoatletyczne z pełno widownią. Do dzisiaj go pamiętam i pewnie wiem jak się wtedy czułeś. Z jedną różnicą że Ty to przeżyłeś w rzeczywistości 🙂
    Z szczerego serca, Ci zazdroszczę 😀

    • Marcin Kargol napisał(a):

      Nooo, to zdjęcie jest mega! Gdybym miał na zbyciu 19 euro, to bym je sobie zamówił a potem wytapetował nim mieszkanie 😀

      A takie starty jeszcze przed Tobą, wbrew pozorom, to jest na wyciągnięcie łapy 🙂

  2. Owoc napisał(a):

    Od razu ciśnie się na moją myśl start w Paryżu….
    I okrzyki Alle alle na każdym kilometrze biegu…
    Ajjj 🙂

    15 kwietnia będziemy się wzajemnie wspierać tylko ja czekam na wiadomości od Ciebie w stylu 3.29.58 🙂 i nie ma bata mistrzu!!!

  3. Anonymous napisał(a):

    Czytając Twój wpis wszystkie te wspomnienia wróciły jak żywe, a na pysku mimowolnie pojawił się banan:))) Wstępny plan na kwiecień 2013 zakłada start w Paryżu (ewentualnie Wiedeń), więc może zmontujemy ekipę i zrobimy powtórkę:)))
    Pozdrawiam
    Justyna:)))

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *