Wings for Life. Relacja

Autor: • 17 maja 2016 • Asfaltowo, Blog, RelacjeKomentarzy (0)3203

Wings For Life. O tym biegu słyszał już chyba każdy. Jeśli nie ze względu na to, że sam w nim uczestniczył, lub zna kogoś, kto to robił, to ze względu na ogromny szum medialny wokół tego wydarzenia. Żaden inny bieg nie jest pokazywany w takim stopniu w serwisach informacyjnych. Z  żadnego innego biegu telewizje nie przeprowadzają relacji na żywo. W żadnym innym biegu nie goni Cię meta. W żadnym innym biegu Polak nie zajmuje drugiego miejsca na świecie. I przede wszystkim żaden inny bieg nie ma tak szczytnego celu i nie przeznacza tak wielkich pieniędzy na pomoc tym, którzy tego potrzebują.

wings

W tym roku, w ramach przygotowań do Biegu Rzeźnika, również postanowiłem wesprzeć potrzebujących i wystartować w Poznaniu w trzeciej polskiej edycji Wings For Life. Plan miałem ambitny – chciałem przebiec maraton, co było równoznaczne z biegiem w tempie 4:28/km. Przy założeniu, że to by mi się udało, dopiero po ponad 42 kilometrach dogoniłaby mnie meta.

Tempo takie jest dla mnie takim średnim drugim zakresem, więc podejrzewałem, że da się to zrobić przy sprzyjających wiatrach. Słowo „wiatr” odgrywa tu kluczową rolę. Dlaczego?

Śniadanie niemocy

Także tego... | foto: marcinkargol.pl

Także tego… | foto: marcinkargol.pl

Niedziela, godzina 6 rano. To dziwne uczucie wyjeżdżać o tej porze na bieg, który rozpocznie się za 7 godzin. Jedziemy wesołą ekipą do Poznania. Kuba, Rakieta, Doris. A w Poznaniu czeka pĄojciec ze swoją owsianką mocy (i jajecznicą mocy dla tych, którzy owsianki nie jedzą, czyli dla mnie). Wbijamy się na śniadanie, zjadamy, a na zegarze 10. Na dworze grubo ponad 20 stopni. Jedyne, czego człowiek pragnie, to położyć się spać. Moja jedyna myśl, to „jebać bieganie”.

Byliśmy bardziej niż pewni, że będziemy cierpieć i że wszystkie nasze plany można zacząć rewidować już teraz. Jeszcze bardziej się w tym upewniliśmy, stając na starcie. Patelnia. Pierwsza w tym roku prawdziwa patelnia. Owszem, prognozy przewidywały deszcz, ale dopiero na późne popołudnie. Marne to pocieszenie dla nas.

Owsianka i jajecznica mocy | foto: Smashing pĄpkins

Owsianka i jajecznica mocy | foto: Smashing pĄpkins

Zbieramy się pĄekipą na starcie. Fajnie jest, piknikowo, przyjemnie. Niemoc i lenistwo pośniadaniowe odeszły w niepamięć. Jest Choiński, który chwilę wcześniej wrócił z urlopowego biegania po Teneryfie i z całą pewnością moc w nim tkwi. Ojciec Krasus też się kręci po Poznaniu i ma czekać gdzieś na trasie…

No, dobra – może jednak trochę chce się biec. Tym bardziej, że to przecież Poznań  – mieszkałem tu trochę, tu zaczynałem biegać. Tu stawiałem swoje pierwsze biegowe kroki, tu przebiegłem swój pierwszy półmaraton. Znam te wszystkie ulice i chodniki…

(prawie) W samo południe

Punktualnie o 13 cały świat wystartował. Ruszyliśmy i my. Wystarczyły 2 kilometry, żebym był mokry jak pieseł. Wystarczyło 5 kilometrów, żebym był pewien, że to będzie niezwykle ciężki bieg. Wystarczyło 10 kilometrów w zakładanym tempie, żebym wiedział, że jeśli przebiegnę tak kolejne 10, to ómrę. Przebiegłem jeszcze 2. I zwolniłem.

Najlepsi z najlepszych | foto: Smashing pĄpkins

Najlepsi z najlepszych | foto: Smashing pĄpkins

Świadomie, bez żalu zwolniłem. Już nie cisnąłem po 4:25/km na pewną śmierć. Zluzowałem do 4:40-4:50/km, co trzymało mnie przy życiu i dawało nadzieję, że nabiegam ze 30 kilometrów – tak sobie wymyśliłem. A to było dobre. Tym bardziej, że od pi razy drzwi 12. kilometra, zaczęło tak wiać wmordęwindem, że ojezusmaria. A jak dorzucimy do tego jeszcze niezwykle sympatyczne podbiegi, to już w ogóle daje nam idealne warunki na niezrobienie fajnych wyników.

Minęło 15 kilometrów, potem jeszcze kilka, było megagorąco i turbomocno chciało się pić. Co 5 kilometrów zatrzymywałem się na chwilę przy punktach odżywczych i dolewałem izotoniku do butelki – gdyby nie to, że niosłem ją od startu, byłoby bardzo ciężko.

Jedź, Adaś, jedź!

Gdzieś po 25 kilometrach przyszedł ten moment, o którym słyszałem wiele – zaczynasz oglądać się za siebie i zastanawiać, gdzie jest meta. Myślisz sobie „Ok, już wystarczy, przyjedź już, złap mnie…”. Ale mety nie ma. Meta jest jeszcze daleko. I jeszcze sporo kilometrów możesz przebiec. Nie masz innego wyjścia, jak po prostu biec dalej. Mimo zmęczenia, mimo gorąca, mimo odwodnienia.

Nie pokazuje się palcem! | foto: t-run.pl

Nie pokazuje się palcem! | foto: t-run.pl

Biegniesz, bo przecież nie przejdziesz do marszu, kiedy na poboczu stoi tylu kibiców. I starzy i młodzi. Każdy wyciąga rękę, żeby przybić Ci piątkę. Jeśli masz siłę, robisz to. Jeśli nie, uśmiechasz się przynajmniej (choć każda próba uśmiechu wygląda jak grymas bólu podczas łamania piszczeli). To Cię napędza, motywuje, nakręca. I tak dobiegasz do flagi, która była Twoim celem.

30 kilometrów. Jest. To mi już wystarczy. Klepnąłem flagę, podniosłem ręce do góry. Samochód był pół kilometra za mną i zbliżał się szybko. Podbiegłem jeszcze z 500 metrów. Kiedy Małysz miał mnie w zasięgu wzroku, padłem na glebę i zacząłem pĄpować. Ile kilometrów, tyle pĄpek. A co!

Skrzydła rosną

Zdjęcie, które przeszło do historii. Różowy ręcznik, taras, kabanos i piękne kobiety... | foto: Smashing pĄpkins

Zdjęcie, które przeszło do historii. Różowy ręcznik, taras, kabanos i piękne kobiety… | foto: Smashing pĄpkins

Po tej 31. pĄpce, kiedy już nie musiałem biec, pomyślałem sobie, że było naprawdę zajebiście. I wcale nie żałuję, że nie ustrzeliłem zakładanego dystansu. W pewnym momencie to przestało mieć znaczenie. Rywalizacja z samym sobą, ze słońcem i z wiatrem, zamieniła się w świetną zabawę i rewelacyjne przeżycie.

O tych, którzy nas dopingowali na całej długości trasy już pisałem. Warto też napisać o tych, którzy razem z nami, biegaczami, pokonywali kolejne kilometry, mimo że jechali na wózkach. Matkobosko, szacun dla Was. Chciałbym mieć tyle siły i wiary w tę siłę, ile Wy. Wielki szacun również dla tych biegaczy, którzy mimo biegu grubo poniżej 5 minut na kilometr, na podbiegach pomagali wózkowiczom i wpychali ich na górę. Takie widoki dodają skrzydeł. I o to w tym biegu chodzi.

Podobne wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *