Wiem, że nic nie wiem.

Autor: • 13 września 2013 • Blog, Inne8 komentarzy2622

Znowu będę narzekał. Znowu będę marudził. Ostrzegam lojalnie.

Zacznijmy od tego, że ponownie przyznam się do tego, że jestem zazdrosny. Zazdroszczę Krasusowi wielkich chęci i ogromnego potencjału do łamania trójki wiosną. Zazdroszczę Bo tego, że chce stać się kobietą z żelaza. Zazdroszczę Bormanowi jego planu „4:10”, który tak naprawdę nie wiem czym jest, ale pewnie będzie to coś, co sprawi, że wypadniemy z butów, a Borman przestanie się do nas odzywać, bo mu się nie będzie chciało gadać z plebejstwem.

Kończący się sezon jest już dla mnie nie do uratowania. Formy nie mam absolutnie żadnej. Z łezką oku przypominam sobie siebie sprzed 6 miesięcy. 25 kilometrów maratonu w tempie 4:40/km w pierwszym zakresie? Proszę bardzi. 40:50 na 10 kilometrów? Nawet codziennie. Kilkanaście tysiączków po 3:45 i szybciej? Obudź mnie w środku nocy i to zrobię. A teraz? Matkoboskowysokotętnowo i wszyscy nisko-tempowi-święci! Ciężko jest. Tempo biegu spokojnego oscyluje mi w granicach 5:15-5:20/km, a w tempie 4:00/km to bym chyba nawet pięciu kilometrów nie przebiegł. …

Za dwa tygodnie pojadę do Warszawy na maraton, poprowadzić grupę na 4,5 godziny. W połowie października wyskoczę na 46. edycję Harpagana (to ta impreza na której wiosną wskoczyłem na podium) – spróbuję się godnie pożegnać z bieganiem na orientację w tym roku. I to będzie wszystko. Nie będzie już życiówek, nie będzie walki o dobre lokaty w Pucharze Polski w Pieszych Maratonach na Orientację (po porażkach na Rudawskiej Wyrypie i Izerskiej Wielkiej Wyrypie straciłem szansę na cokolwiek). Nie będzie niczego, jak mawiał klasyk.

Przyjdzie czas na roztrenowanie. Dwa, trzy tygodnie odpoczynku. Kilometraż okrojony o 3/4. Trochę pracy na siłowni, odkurzenie zapomnianych przez organizm przeciążeń i zakresów ruchu. Zbieranie sił na nowy sezon. Sezon, w którym nie mam pojęcia co się wydarzy. Dlaczego tak?

Pisałem już na fejsbuku, że idą zmiany w moim życiu. Wielkie zmiany. Gigantyczne zmiany. Zmiany tak wielkie, jak czterdziestotonowa ciężarówka!

– – – JEŻELI STOISZ, TO TERAZ LEPIEJ USIĄDŹ – – –

Będę kierowcą zawodowym. Z ciepłej posadki w rozgłośni radiowej uciekam do równie ciepłej, ale wymagającej znacznie więcej pracy kabiny ciężarówki. Z pracy w której spędzałem tylko 5 godzin dziennie (a co za tym idzie, miałem 72647826 godzin na treningi), uciekam do miejsca, w którym spędzał będę cały czas, a chwile na treningi będą wyznaczane przez czas pracy, jazdy, załadunków, rozładunków i odpoczynku. Biegać da się wszędzie, to mnie cieszy. Jeśli będzie trzeba, to będę robił wybiegania nawet na parkingach – to mnie nie rusza.

– – – MOŻESZ ZNOWU WSTAĆ – – –

Obecnie rusza mnie to, że dopóki się nie wdrożę i nie opracuję sobie jakiegoś systemu, to nie mogę zaplanować absolutnie niczego, jak idzie o rok 2014. Nie wiem w jakim systemie będę pracował, a co za tym idzie nie wiem, na jaką ilość startów będę mógł sobie pozwolić. Za tym idzie to, że nie wiem, czy myśleć o 3:09:59 na wiosnę (nie ma szans, żebym połamał 3 godziny – nie jestem Krasusem), czy też może pójść na całość i w dwa lata po pokonaniu 100 kilometrów, pieprznąć sobie 223 kilometry?

Jesienią 2009 roku, kiedy zaczynałem swoją przygodę z bieganie, wiedziałem, że moim planem nadrzędnym jest półmaraton na wiosnę 2010, czyli Poznań. Potem doszedł do tego jeszcze Silesia Marathon. Resztę sezonu nieco przebimbałem. Jesienią 2010 wiedziałem, że plan numero uno, to maraton wiosenny 2011, czyli Barcelona. Jesienią miała być poprawka wyniku we Wrocławiu, ale się nie udało. Przełożyłem to na wiosnę 2012 – szykowałem się na 3:30 w Dębnie. Nie udało się, poległem. Ale później już nie bimbałem, tylko zapierdalałem jak chomik w kołowrotku, żeby stać się ultrasem. I jesienią 2012 się nim stałem. Kiedy opadły emocje, zaczęły się przygotowania do startu na wiosnę 2013, czyli do maratonu w Paryżu…

Praktycznie zawsze wiedziałem, co chcę osiągnąć w kolejnych miesiącach. Wyznaczałem sobie cel, brałem do ręki kalendarz, układałem (lub układali mi) plan treningowy, a ja go realizowałem krok po kroku. A teraz? Nie wiem nic i dopóki się nie dowiem, czyli jeszcze przez jakieś dwa miesiące, będę bardzo tym faktem niepocieszony. I w tym niepocieszeniu będę trenował po to, aby do końca nie stracić formy foremki.

Wszelkie rady, pomysły, sugestie i inne takie bardzo mile widziane. Senkju.

Podobne wpisy

8 Odpowiedzi na Wiem, że nic nie wiem.

  1. Maria napisał(a):

    Zawsze by się chciało pisać o życiówkach, najpiękniejszych startach i w ogóle jak cudownie się biega… A życie jest takie, że nie zawsze jest „super och i ach”, lubi dać nam w kość i sprowadzić mocno na ziemię. Sama też rozczarowania doświadczam, bo nastawiłam się, że druga część roku minie mi pod znakiem udanego debiutu w maratonie, olałam wszystkie inne starty, bo TEN był najważniejszy a teraz trach – kontuzja i nie wiem, czy gdziekolwiek w tym roku wystartuję… Może to zabrzmi głupio i trywialnie, ale czasami musi być gorzej by mogło być lepiej. Pójdziesz do nowej pracy, na nowo uporządkujesz sobie dni/tydzień roboczy, może pojawią się nowe pomysły i myśli w głowie? Grunt, żeby nie robić nic na siłę. Nie cyferki i wykresy są najważniejsze, nie porównywanie z innymi, tylko czy jest radość z tego co się robi. Nic na siłę, daj sobie czas, a odpowiedzi same przyjdą do głowy… Poza tym, miałeś bardzo udaną pierwszą część roku. Cokolwiek by nie było, te życiówki na dychę i w maratonie nadal są Twoje i nie jednej osobie imponują 🙂

  2. Krasus napisał(a):

    Do takiej decyzji trzeba mieć jaja jak stąd na Księżyc.
    Rady, pomysły, sugestie? Facet, zazdroszczę Ci! Będziesz mógł biegać w takich miejscach, o jakim nam się nie śniło. Jak ja będę kręcił kółka wokół Mysiadła i Iwicznej, to Ty będziesz robił interwały na wybrzeżu Chorwacji, a jak pobiegnę przez Las Kabacki na Ursynów to Ty zrobisz bieg ciągły pod Paryżem.. 🙂

  3. Emilia napisał(a):

    W każdym trybie pracy i tym bardziej w każdym miejscu da się biegać. A zupełnie nowa praca to spore wyzwanie – powodzenia!
    A co do formy – nie może być wiecznie szczytowa, zobaczysz, że w końcu wróci i jeszcze niejedną życiówkę zrobisz!

  4. Mateusz napisał(a):

    Powiem tak… Tirowcem jestem od 12 lat. Zacząłem biegać w lipcu zzeszłego roku ( po schudnięciu 20 kilo 😉 ). Z treningami u mnie jest tak różnie że aż sam się dziwię jak ja przeżyłem Rzeźnika i chudego Wawrzyńca, nie wspominając o maratonie i paru dziesiąteczkach… Najważniejsze jest by się chciało a możliwośći same przyjdą… Do zobaczenia w trasie…
    PS. Jakąś fajną tabliczkę na szybe sobie fundnij co by było wiadomo że ty to ty 😀

  5. Dorota napisał(a):

    łożesz Ty w mordkę jeżyka!! Ale że jak? TIREM? 😀 super te zmiany! Nie spodziewałam się ani trochę 🙂 🙂 Powodzenia żebyś szybko odnalazł się w nowej sytuacji…i to bieganie w przeróżnych miejscach…WOW! Zazdraszczam 🙂 O plany biegowe nic się nie martw…ja również nic nie planuję, bo i okazuje się, że biegać nie mogę i że krzywa jestem… Szerokiej drogi! 🙂

  6. Łukasz Czaja- marian napisał(a):

    No stary- ja mam prawko już kilka lat i wszelkie kwalifikacje
    Mam nową słabo płatną pracę i na dobrą sprawę mógłbym rzucić to wszystko w pieruny i zacząć jeździć tak jak Ty- ale……
    Rodzina, przyjaciele, nawet pies – zwłaszcza pies !!! to wszystko bez czego chyba bym nie wytrzymał za długo- jest ciężko …..
    ostatnie porażki… psycha siada…nie wiem co z przyszłym sezonem- nie widzę już harpaganów, nie widzę wybiegań powyżej 2h- zgubiłem frajdę… ( zdaję się że pisałeś o podobnych rzeczach już wcześniej)- a Ty wsiadasz na tira?
    To niestety nie jest tak jak ludzie piszą że będziesz biegał w najróżniejszych miejscach. Nie chcę Ci tu teraz pisać o co mi chodzi ale wiem z doświadczenia że to nie zabawa po której po prostu się przebierzesz i wybiegniesz gdzieś na spontana.
    Życzę Ci żebyś się odnalazł w tej nowej sytuacji jak najszybciej i żeby się udało- żeby sezon 2014 spełnił Twoje marzenia….
    Uważaj na siebie tam w dalekich stronach i biegaj chłopie , biegaj jeśli faktycznie masz jeszcze marzenia w tym kierunku bo tylko wtedy Ci się uda 🙂

  7. Błażej napisał(a):

    A gdybyś tak niecnie postawił sobie cel na 2015? Może pomoże?

  8. ewa napisał(a):

    niezłe te zmiany… jeśli chodzi o bieganie, to… nie oglądaj się na innych, spójrz na to z dystansem i rób swoje – tak, żeby sprawiało Ci to frajdę, a nie było gonieniem na siłę wyników.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *