Trening z Lidlem czyli deszcze niespokojne

Autor: • 30 maja 2015 • Asfaltowo, Blog, Inne, TreningKomentarzy (0)2249

Bycie blogerę jest fajne. Nierzadko zdarza się, że w skrzynce odbiorczej pojawiają się niesamowite oferty od różnych podmiotów, które chciałyby obdarować mnie swoimi produktami czy usługami w zamian za wpisy na blogu, fejsie czy gdziekolwiek indziej.

Najciekawszą propozycją, jaką dostałem, była ta, kiedy to zaoferowano mi możliwość napisania tekstu o e-booku, dotyczącym aranżacji wnętrz i ogrodu. Napisania tekstu, korzystając z przysłanych mi materiałów, które mogą być dla mnie inspiracją. Napisania tekstu, którego „temat może być spontaniczny”. Napisania tekstu na mojej własnej stronie! Super propozycja, bulwo.

Ale ja nie o tym chciałem. Na szczęście zdarzają się też inne propozycje, które można streścić jednym zdaniem: chodź pobiegać. W ten sposób napisał do mnie Paweł Lipiec, zapraszając mnie jednocześnie na bieganie z Lidlem. Jako że z tą firmą współpraca układa mi się świetnie, bo rzeczy z których korzystam, są w większości naprawdę dobre, nie zastanawiałem się długo.

Wtorkowe popołudnie. Warszawa, Młociny. Ciemne chmury wiszą nad głowami kilkunastu blogerów i blogerek, których pozwolę sobie nie wymieniać, bo niechciałbym o kimś zapomnieć. Wspolnę tylko o Przemku, po zobaczeniu którego serce me napełniło się radością, gdyż od razu przypomniał mi się nasz wspólny zimowy start.

Pada deszcz. Jest zimno. Jednym słowem pogoda doskonała do biegania. Przebieramy się w biegowe ciuchy firmy Crivit, które dostaliśmy na starcie. I od razu przejdę do szybkiej oceny:

  • buty – tradycyjnie twarde jak skała, choć znacznie wygodniejsze od poprzedniej edycji [3/5],
  • koszulka funkcyjna – jak zwykle wysoki poziom [4/5],
  • skarpetki – jeśli będą wytrzymalsze, niż poprzednie, to będzie piątka z plusem [4,5/5],
  • spodenki – rozmiar M jest za duży na taką wąską dupkę, jak ja; poza tym brakuje kieszonki na telefon [3/5].

Trening poprowadził Jan Marchewka. To facet, który w 1991 roku zdobył brązowy medal Mistrzostw Polski w maratonie, dobiegając do mety w 2:16:29. Najpierw się rozbiegaliśmy, robiąc przeróżne ćwiczenia, a następnie prawie zwartą grupą polecieliśmy na 40-minutowe bieganko. Pogoda pasowała bardziej do prezentacji nie wiosennej a jesiennej kolekcji ubioru. Ulewny deszcz, temperatura bliżej 10 niż 20 stopni.. Nam to jednak nie przeszkadzało. Pobiegaliśmy, pośmialiśmy się, powymienialiśmy się doświadczeniami. Co fajne, wielu z nas po raz pierwszy mogło się spotkać ze sobą na żywo. Dobrze było! Zresztą spójrzcie tylko na zdjęcia wykonane przez sportografia.pl.

A na zakończenie zgarnęliśmy jeszcze po paczce lidlowych smakołyków, co wzbudziło moją ogromną radość – nerkowce z Lidla mogłyby stanowić moje jedyne pożywienie 🙂

Podobne wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *