„Spójrz za siebie: na tamtej łące łapałeś kiedyś motyle.”

Autor: • 9 października 2012 • Blog, Inne6 komentarzy2160

Motywacja kończy się tam, gdzie zaczyna się przetrenowanie.
~Paolo Coelho Marcin Kargol

Gdyby babcia miała drucik, to by była radiem

Gdyby wiatry sprzyjały, to w tym miejscu znalazłaby się relacja z Jesiennego Tułacza, gdzie zająłbym miejsce w pierwszej piętnastce, czym potwierdziłbym, że mimo ciężkiego sezonu wciąż jestem w dobrej dyspozycji.
Gdyby planety były w odpowiednim układzie, to na JT znalazłbym wszystkie punkty kontrolne, zgarnąłbym minimalną ilość punktów karnych, a obrane przeze mnie warianty, byłyby niemalże doskonałe.
Gdyby fortuna stała po mojej stronie, to z radością w sercu i uśmiechem na twarzy po kilkunastu godzinach nocnego napierania pojawiłbym się w bazie rajdu w Kościerzynie i oddał kartę startową w poczuciu dobrze wykonanego zadania.

Gdybym po prostu o coś walczył, to choćby na czworaka, a dotarłbym o świcie do mety, a nie dzwoniłbym w środku nocy do Mojej Niebiegającej Kobiety, że dzisiaj nie jest mój dzień i że schodzę z trasy (tak swoją drogą, to łatwiej jest mi w sobie przegryźć porażkę, niż to, że na przykład MNK mogłaby uznać, że jestem dupa wołowa, a nie fajter i biegacz).

Kiedy powiem sobie dość

Sezon biegowy 2011/2012 w wykonaniu wszędzie tu podpisanego uważam za zakończony! Jesienny Tułacz był ostatnią imprezą biegową w tym sezonie w której brałem udział, a zarazem pierwszą, której nie ukończyłem. Zszedłem z trasy po znalezieniu 13/20 punktów kontrolnych. Miałem w nogach ~40 kilometrów i 7,5 godziny napierania. Już mi się nie chciało.

Zabrakło motywacji. Zabrakło woli walki. Zabrakło jakiegoś głębszego celu, niż tylko start i ukończenie biegu. Wszystkie dotychczasowe starty czemuś służyły. Były elementem przygotowania do czegoś. Były próbą, były testem. Teraz za dużo było we mnie zmęczenia. Start dla zabawy, nie dał mi zabawy. Czułem w głowie i w nogach wszystkie kilometry, jakie pokonałem w tym roku kalendarzowym. Nazbierało się ich trochę. Przygotowania do maratonu w Dębnie, maratony górskie, Bieg Rzeźnika, trzy pięćdziesiątki na orientację, przygotowania do Biegu Siedmiu Dolin, sam Bieg Siedmiu Dolin, itd. Od 1 stycznia do dziś natłukłem 2495 kilometrów. To tyle, ile przez cały zeszły rok. A przede mną jeszcze listopad i grudzień.

Ostatnie 10 miesięcy było cholernie intensywne i miejscami bardzo wyczerpujące. Było jednak warto. Od samego początku (czyli w zasadzie od listopada 2011) czułem, że wszystko idzie ku dobremu. A wyniki na zawodach tylko to potwierdzały. Życiówki na każdym dystansie. 5, 10, 15 kilometrów, półmaraton, maraton (nieudany, ale jednak z personal best). Do tego pierwsze (prawie)ultra, czyli Rzeźnik. No i na deser bieg życia, czyli 100 kilometrów w Krynicy. Poza wpadką w Dębnie wszystko układało się doskonale i zgodnie z planem. Najpierw z planem Skarżyńskiego, a później z moim autorskim. Teraz czas odpocząć.

Tylko przystań na chwilę, ktoś tam poczeka z obiadem.
Przez ten moment świat i bez ciebie na pewno da sobie radę.

Trzy tygodnie bez biegania. Siłownia, spinning, basen, squash. Ale nie bieganie. Pierwszy biegowy trening zaplanowany na ostatni weekend października. Wcześniej nie przebiegnę ani kilometra. Chcę zatęsknić za bieganiem. Niech głowa i nogi poczują głód treningów. Niech głowa i nogi odpoczną, zregenerują się i przygotują do nowego sezonu. Sezonu, który zapewne będzie przynajmniej tak samo intensywny, jak ten, który już za mną. Są już pierwsze cele, są pierwsze plany. Nie będę teraz o nich pisał. Niech się solidnie zakorzenią w mojej głowie, niech się skrystalizuje ścieżka po której będę do nich dążył. Niech wszystko nabierze odpowiednich kształtów. Te trzy tygodnie znakomicie się na to nadadzą.

Podobne wpisy

6 Odpowiedzi na „Spójrz za siebie: na tamtej łące łapałeś kiedyś motyle.”

  1. Bo napisał(a):

    Ale to nie znaczy 3 tygodnie bez wpisu tu?

  2. Erishkigal napisał(a):

    Gratuluję udanego sezonu i życzę pełnej regeneracji mięśniowo-umysłowej! Twój blog i twoje wyczyny stały się dla mnie inspiracją – od czerwca biegam regularnie a ostatnio nie mogę przeżyć bez codziennej „piąteczki” w nogach! Chciałbym wierzyć, że kiedyś zobaczę cię na trasie i może zamienię z tobą słowo. Bądź dumny – you’ve inspired me for the rest of my running days!

    • Marcin Kargol napisał(a):

      Nie wiem co napisać. Cieszę się, że moje internetowe paplanie na coś się przydało. Gdybyś potrzebował jakiejś pomocy, to pisz śmiało. A spotkać się na pewno spotkamy – świat biegowy jest bardzo mały 🙂

  3. Artur Bednarek napisał(a):

    sezon miałeś świetny, a co się odwlecze….,
    w następnym sobie odbijesz to czego nie ukończyłeś w tym, wszystkiego od razu przecież nie można 🙂
    trzymaj się.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *