1. Śnieżne Konwalie w Nietążkowie. Relacja.

Autor: • 4 lutego 2013 • Blog, Mapa i Kompas, Relacje5 komentarzy2585

Na początku stycznia rozpocząłem nowy biegowy sezon startem w Grand Prix Poznania zBiegiem Natury. Przedwczoraj nastąpiło przetarcie przed offroadową częścią tego sezonu, czyli start w imprezie o nazwie Śnieżne Konwalie w Nietążkowie koło Leszna. Impreza organizowana przez Stowarzyszenie Klub Sportowy rajdkonwalii.pl. Terenem zawodów były okolice miejscowości Śmigiel i rzeczki Samicy tamże przepływającej. Rzeczki, która w normalnych warunkach zasługuje na miano „rzeczki”. Jednak w trakcie roztopów rozrasta się do abstrakcyjnych rozmiarów, przez co można zanurzyć się po jajca w lodowatej wodzie. Przez powyższe stwierdzam, że bieg powinien nazywać się „Błotne Konwalie”, bo ze śniegiem te zawody nie miały nic wspólnego.

Marcin, Marcin i Daniel :)

Na starcie stanęło ponad 150 zawodników na trasach o długości 50 i 25 kilometrów. Śnieżne Konwalie były zawodami rozpoczynającymi nowy sezon w Pucharze Polski w Pieszych Maratonach na Orientację i na starcie pojawiło się parę mocnych nazwisk, m.in. Paweł Pakuła, Marcin Krasuski, Stanisław Olbryś czy – startujący na dystansie 25 kilometrów – Staszek Kaczmarek (z którym to dobiegałem do mety podczas Izerskiej Wielkiej Wyrypy w ubiegłym roku). Ja, Borman i nasz kolega, Daniel, również stanęliśmy na starcie 25-kilometrowej trasy. Założenie było proste – bieg traktowałem jak długie wybieganie, jednocześnie celując w miejsce w czołówce. Byłem przekonany, że mamy na tyle mocną łydkę i na tyle sprawnie nawigujemy, że będzie można powalczyć w fajny wynik.

Do dyspozycji dostaliśmy trzy mapy z naniesionymi punktami kontrolnymi. Jedna w skali 1:50000 na której były zaznaczonone dwa PK i dwie mapy BNO w skali 1:15000 z pozostałymi 19 punktami. Obowiązywał scorelauf, a punkty były poukładane tak, że nie do końca było jasne jaki jest najkorzystniejszy wariant ich zaliczenia. Patrząc na znikomą ilość mijanych zawodników na trasie i na to, że po trzecim PK nie mieliśmy żadnego ogona stwierdzam, że wybraliśmy cholernie oryginalny wariant. Zaczęliśmy zgarniać punkty od wschodu, łapiąc 3 PK z małej mapy, następnie robiąc długi przelot na południe do dwóch punktów z dużej mapy, a później zbierając punkty z zachodniej i centralnej części mapy, jednocześnie cały czas kierując się na północ w stronę bazy.

mała mapa 1:15000 z naszym wariantem

21 punktów na trasie o długości 25 kilometrów, to spora ilość, stąd też nie można było narzekać na nudne przebiegi między punktami. Same punkty rozmieszczone zostały w bardzo dobry sposób. W terenie znajdowały się dokładnie tam, gdzie wskazywała mapa. W przypadku obrania dobrego wariantu i ataku na punkt z pewnego miejsca, lampiony było widać z daleka i nie trzeba było tracić czasu na intensywne poszukiwania. Wyjątkiem był PK20, który to był umieszczony w dołku. I to takim najprawdziwszym dołku, którego to nie było widać z praktycznie żadnej strony i jedynym pewnym miejscem ataku było odliczenie metrów do miejsca odbicia w las. Można było też nadziać się na niego przeczesując we trójkę las tak, jak zrobiliśmy to z Danielem i Bormanem. Innym ciekawym punktem był PK 9. W normalnych warunkach byłby dostępny niemalże suchą stopą – mieścił się na drzewie po drugiej stronie Samicy. Ale że przyszły roztopy, więc można było zapomnieć o uczuciu suchości. Wybiegłem na ten punkt jako pierwszy i nie zastanawiając się zbytnio wparowałem do przeokrutnie zimnej rzeczki, zanurzając się do pasa. Daniel, który biegł tuż za mną zwątpił nieco i chciał szukać jakiegoś drzewa, ale to akurat było z góry skazane na porażkę. Tak samo jak skazany na zniszczenie został telefon Bormana, który do tejże rzeczki wparował tak, że zanurzył się po szyję. Jak? Nie mam pojęcia, może niech sam odpowie gdzieś w komentarzach. Maniek, jak?!?

Borman w ogóle tego dnia miał potrzebę wodowania, bo w okolicach PK4, kiedy to zastanawialiśmy się, czy uda nam się przeprawić przez cholernie podmokłe tereny, ten się długo nie namyślał, tylko wlazł do wody po czym po 20 sekundach z niej wylazł. Po tym fakcie do końca biegu słyszeliśmy tylko ‚kurwa! zimno! zamarzam! kurwa!’.

mała mapa #2 1:15000 z naszym wariantem

Nie obyło się bez nawigacyjnej wtopy, za którą – żeby odciążyć sumienie Bormana (bo i tak nakrzyczałem na niego wystarczająco dużo) – odpowiadamy wspólnie. Ostatnie punkty, podbijamy PK10 i śmigamy dalej. Niby wiem, że zanim podbijemy PK1 musimy polecieć do PK3, ale wyłączam się na moment i ślepo zawierzam Bormanowi, który objął w tym momencie prowadzenie w grupie. Dopiero na kilkaset metrów przed PK1 włącza mi się czerwona lampka, krzyczę do Mańka, ale ten jest ze 200 metrów dalej i nie reaguje na nic. Pokazuję w czym rzecz Danielowi – on też się dopiero w tym momencie włącza. Ja łapię nerwa, tracimy Mańka z oczu, doprowadzam mnie i Daniela na punkt, tam czeka Borman, który już złapał w czym rzecz – źle zagiął mapę i nie widział PK3. Nakrzyczałem na chłopinę i bardzo niefajnym nastroju pognaliśmy galopem do zapomnianego punktu. Dodaliśmy przez to sobie około dwóch zbędnych kilometrów, a przy okazji straciliśmy nieco woli walki, bo wydawało nam się, że jesteśmy już w czarnej dupie.

Dopiero po podbiciu ostatniego punktu, kiedy zmierzaliśmy już w stronę bazy, spotkaliśmy kogoś z organizatorów, kto powiedział nam, że jesteśmy na czwartym lub piątym miejscu. Że co? Tak wysoko??? To wyzwoliło w nas na nowo wolę walki i szybko polecieliśmy do bazy. Maniek po drodze kajał się, sam sobie pluł w brodę, a ja trzymałem kciuki, żeby faktycznie okazało się, że jesteśmy w czubie. I się okazało. Na 48 sklasyfikowanych osób przybiegliśmy ex aequo na miejscu 4. z czasem 4 godziny i 14 minut. Nabiegaliśmy przy tym 32 kilometry, a do podium zabrakło nam 21 minut.

Zwycięzcą trasy TP25 okazał się Robert Zabel, który ogarnął temat w 3 godziny 7 minut.
Na trasie TP50 najszybsi byli Bartłomiej Grabowski i Mariusz Plesiński, którzy pojawili się na mecie po 6 godzinach i 28 minutach.

Dodam, że te zawody były ostatecznym testem dla kurtki Newline Cross JKT od Natural Born Runners oraz butów Adidas Kanadia 4 TR od zalando.pl. Więcej o tym sprzęcie już wkrótce 🙂

Podobne wpisy

5 Odpowiedzi na 1. Śnieżne Konwalie w Nietążkowie. Relacja.

  1. […] Konwalii miałem przyjemność wystartować wspólnie z Marcinem Kargolem i Danielem Nowakiem – napisał na swoim blogu, że wparowałem do rzeczki Samicy i zanurzyłem się po szyję. Napisał też, że pojęcia nie ma […]

  2. Magda B. napisał(a):

    Kipi z tego opisu energia życiowa, bylim, zdobylim i było zajebiście. A ubawił mnie zwłaszcza opis Bormana Wodołaza 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *