Rozmowa z Łukaszem Grassem

Autor: • 8 stycznia 2013 • WywiadyKomentarzy (0)1454

Marcin Kargol: Dziękuję, panie Łukaszu, za znalezienie czasu na rozmowę ze mną. Domyślam się, że teraz, kiedy minął już jakiś czas od premiery książki, tego czasu ma pan znacznie więcej, bo swego czasu był pan człowiekiem dość rozchwytywanym.

Łukasz Grass: Tak, to normalne przy promocji książki. Miałem wiele zaproszeń, wiele rozmów i wywiadów. Wszystko to było związane z cyklem wydawniczym, jednak było to niezwykle miłe.

MK: Rozmawiałem z wieloma moimi kolegami i koleżankami: triathlonistami, maratończykami. Przeczytali wiele książek dotyczących sportu, wiele książek mieli w rękach i jak idzie o „Trzy mądre małpy” negatywnych opinii w zasadzie nie ma. Jak pan zaregował na takie przyjęcie książki przez rynek?

ŁG: Cieszę się, że tych negatywnych opinii jest tak mało. Chyba każdy, kto pisze książkę marzy o tym, aby została odebrana ona w jak najlepszy sposób. Czytałem recenzje swojej książki i natrafiłem może nie na negatywne opinie, ale na błędne interpretacje tego, co w książce napisałem. Pojawiały się w tych recenzjach negatywne zdania, ale w moim odczuciu wynikają one z tego, że ktoś albo nie zrozumiał o co mi chodziło, albo opacznie zinterpretował moje słowa. Potwierdzają to opinie od wielu osób, które tę książkę zinterpretowały w ten sam sposób – sposób, w jaki chciałem, aby została ona odebrana.

Dostaję wiele maili z „pretensjami”. Ale to są bardzo przyjemne pretensje, bo brzmią one: panie Łukaszu, książka jest za krótka! Cieszy mnie to, bo to znaczy, że ludzie chcą więcej. Wychodzę jednak z założenia, że lepszy jest niedosyt niż przesyt. „Trzy mądre małpy” miały takie właśnie być. Planuję napisać jeszcze jedną książkę, która będzie odpowiedzią na zapotrzebowanie czytelników, przesyłających mi sygnały, czego w „Małpach…” zabrakło.

Nie chciałem też, żeby ta książka była poradnikiem. Uciekałem od takiego sposobu narracji. Nie czuję się jeszcze na tyle wiarygodnym człowiekiem, aby udzielać porad jak ukończyć Ironmana. Muszę jeszcze zjeść nieco zębów na startach w triathlonie.

MK: W swojej recenzji pana książki również napisałem, że nie znajdziemy tam porad i elementarza dla triathlonisty. Dla mnie „Trzy mądre małpy” są potężnym bodźcem i wielkim kopem motywacyjnym dla wielu osób, które mają jakieś wahania i brakuje im czegoś, dzięki czemu wykonają ten pierwszy krok na basen czy na bieżnię.

ŁG: Dokładnie o to chodziło! Książka została zinterpretowana przez pana tak, jak to autor miał na myśli. „Trzy mądre małpy” miały być takim impulsem, dlatego też tytułuje się tę książkę, jako odpowiedź na Harukiego Murakamiego. Jest utrzymana mniej więcej w tej samej formie. Jest pamiętnikiem, jest zbiorem luźnych myśli na temat przenikania się trzech sfer: zawodowej, prywatnej i sportowej.

MK: Czyim pomysłem było porównanie pana książki, do książki Murakamiego – pana czy wydawcy?

ŁG: To był pomysł jednego z redaktorów.

MK: Nie bał pan się takiego porównania?

ŁG: Błędem jest porównywanie mojej książki do całej twórczości Murakamiego. Jest jasno napisane, że „Trzy mądre małpy” są odpowiedzią na książkę Harukiego Murakamiego „O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu”. Pisząc swoją książkę wykorzystywałem notatki, które miały nawet kilkanaście lat, a które pisałem na papierze, będąc jeszcze w szkole średniej. Mam wrażenie, że Murakami , podobnie jak ja, nie usiadł do książki np. w styczniu i w marcu miał ją gotową. To było pisanie niemalże na przestrzeni lat. W tym sensie jest to porównanie. Chodzi podobną formę i o traktowanie o podobnych rzeczach.

MK: Czy biorąc pod uwagę pana życie zawodowe, prywatne i  sportowe jest pan w stanie znaleźć jakiś wspólny mianownik dla tego wszystkiego?

ŁG: Mój rozbrat ze sportem, o czym pisałem w książce, pokazał, że życie bez sportu nie jest możliwe. Sport jest tak ważny w życiu człowieka, że powinien być jego nieodłącznym elementem. Poczynając od młodości, kiedy to kształtuje nam wytrzymałość, upór w dążeniu do celu, systematyczność, a kończąc na późniejszych etapach, kiedy plan treningowy porządkuje nam dzień.  W książce użyłem takiego porównania: kiedy samochód jest stary i nieużywany, to nie będziemy w stanie go odpalić. Ale jeśli ten stary samochód używamy, odpalamy i jeździmy nim, to przejeździmy nim jeszcze wiele kilometrów. Takim „odpalaniem samochodu” jest w życiu sport. Jeśli go zabraknie, to daleko nie zajedziemy. Funkcjonowałem jakiś czas bez sportu i wiem czym to się skończyło – nie tylko w sferze fizycznej, ale też w sferze umysłowej i duchowej.

MK: Z pana książki jasno wynika, że dzięki powrotowi do sportu i dzięki triathlonowi stał się pan lepszym człowiekiem właśnie pod względem duchowym.

ŁG: To prawda, na pewno tak się stało. Uważam, że poprzez sport stajemy się lepszymi ludźmi, bo kształtujemy fizyczność i duchowość jednocześnie. Chciałbym jednak uciec od stwierdzenia, że to tylko dzięki triathlonowi. Gdyby nie triathlon, to byłby inny sport – bieganie czy jazda na nartach.

MK: A dlaczego wybór padł na triathlon?

ŁG: Tak się złożyło, że w pracy miałem kolegę, który trenował triathlon. Kiedy zapisywałem się na siłownię, żeby pobiegać i zrzucić zbędne kilogramy, on powiedział: Łukasz, nie ma nic lepszego od triathlonu! Ja wtedy nawet nie wiedziałem, że istnieje taka dyscyplina jak triathlon. Triathlon był wówczas medialnie zaniedbaną dyscypliną.  Nie miałem kompletnie o tym pojęcia! Nie potrafiłem zdefiniować żadnych dystansów ani dyscyplin wchodzących w jego skład. Zacząłem jednak poznawać ten sport, zobaczyłem mitycznego Iromana – a takie wyzwania bardzo lubię – i powiedziałem, że skoro ktoś potrafi tego dokonać, to znaczy, że jest to możliwe. To był bardzo specyficzny moment w mojej karierze zawodowej i życiu prywatnym, przez co takie wyzwanie było dla mnie katalizatorem do zmian. Ważyłem wtedy 103 kilogramy i wiedziałem, że muszę coś ze sobą zrobić.

 

MK: Zostając przy temacie dokonywania niemożliwego, muszę zadać pytanie o Jerzego Górskiego. Pisze pan o nim bardzo dużo w swojej książce. Nie ma wątpliwości, że jest on ważną postacią w pana życiu.

ŁG: To jest jedna z najważniejszych postaci w moim sportowym życiu. Nasze pierwsze spotkanie miało miejsce w Warszawie. Chciałem przeprowadzić z Jurkiem wywiad, spotkaliśmy się na Dworcu Centralnym i został u mnie przez cały weekend. Bardzo się zaprzyjaźniliśmy, utrzymujemy stały kontakt. Jurek, z racji jego dokonań w latach 80-tych, 90-tych i w czasach obecnych, powinien być wożony po szkołach, żeby opowiadać swoją historię życia. Nie ma lepszego przykładu na to, że będąc na krawędzi życia i śmierci można coś zmienić i można osiągnąć gigantyczny sukces. Bardzo żałuję, że jeszcze nie powstały o nim żadne filmy.

MK: Wrócę na moment do książki, ale nie do wersji papierowej, a do audiobooka. Jaka była pana reakcja na hasło: panie Grass, nagrajmy tę książkę?

ŁG: Moja reakcja była bardzo entuzjastyczna. Zresztą od razu powiedziałem, że musi tę książkę przeczytać Bartek Topa. Jesteśmy zaprzyjaźnieni i w nas obu w jednym czasie rodziło się triathlonowe szaleństwo.

Razem z Bartkiem byliśmy ambasadorami Mistrzostw Polski Herbalife Triathlon Susz 2011, wspólnie trenowaliśmy, byliśmy razem na zgrupowaniu i bardzo się zżyliśmy. Wiedziałem, że Bartek powinien przeczytać „Trzy mądre małpy”, bo żaden inny aktor nie będzie rozumiał tej książki tak, jak rozumie ją Bartek. Wiedziałem też, że interpretacja tej książki będzie taka, jak ja chcę żeby była – nie musiałem Bartkowi nic mówić. Spotkaliśmy się w studiu raz, przypadkowo. Ja nagrywałem swoją przedmowę, a Topa kończył swoje nagranie. Minęliśmy się w drzwiach i tyle. Nie rozmawialiśmy natomiast wcale o sposobie nagrywania audiobooka. Bartek jest świetnym aktorem, lektorem, ma świetny głos i wiedziałem, że przeczyta tę książkę profesjonalnie i zrobi to w odpowiedniej interpretacji, bo jest przecież triathlonistą.

MK: Pana książka przeciera szlaki. To pierwszy tytuł sportowy, który został wydany w formie audiobooka. Myślę, że nie tylko ja, ale wielu innych sportowców cieszy się z tego, bo fajnie jest na treningu posłuchać dobrej książki.

ŁG: Ja na treningi często zabieram lekcje języka angielskiego w formie mp3. Jeszcze nigdy nie zabrałem żadnego audiobooka na trening, ale powoli się do tego przekonuję. Moi znajomi opowiadają, że to jest dobry krok. Jak idzie o „Trzy mądre małpy” nie miałem wątpliwości, że warto taką książkę nagrać i dziwię się, że wcześniej nikt nie wpadł na taki pomysł. Myślę, że w tym momencie otwiera się przed wydawnictwami ogromny rynek. Fajnym rozwiązaniem jest słuchanie podczas treningu książki lub poradnika dotyczącego biegania czy triathlonu.

MK: Pytanie od czytelnika: jak przeżyć start pływania?

ŁG: Jeśli ktoś startuje po raz pierwszy w triathlonie, nie powinien stawać w środku i na początku.  Stańmy skrajnie z lewej lub prawej strony. Nie bójmy się też stanąć z tyłu. Lepiej wyprzedzać, widząc co się dzieje przed nami, niż być wyprzedanym i narażonym na uderzenia i kopnięcia przez tych, którzy nas wyprzedzają. Nie chcę nikogo straszyć, bo te uderzenia nie są bolesne. Nigdy takich nie doświadczyłem, bo pianka chroni przed takimi uderzeniami. To wszystko wybija po prostu z rytmu.

Dodam, że pierwszy start w triathlonie, warto potraktować zapoznawczo. Nie powinien to być start na czas. Warto zapoznać się z każdą dyscypliną, ze strefą zmian itp.

MK: Pytanie od czytelnika: gdzie znaleźć rozeznanie w przepisach tj. jak sprawdzić czy dany sprzęt przejdzie na danych zawodach i na co uważać, wybierając sprzęt pod kątem przepisów?

ŁG: Każdy organizator ma obowiązek na swojej stronie internetowej lub w innym dostępnym miejscu umieścić zbiór przepisów na dane zawody. Musimy je znać, zapisując się na te zawody. Każde zawody komercyjne charakteryzują się swoimi przepisami. Bywa, że na zawodach na dystansie olimpijskim, gdzie drafting jest dozwolony, organizator draftingu zabrania. Oczywiście przepisy komercyjnych zawodów organizowanych w Polsce są oparte w większości na przepisach Polskiego Związku Triathlonu lub przepisach międzynarodowych.

Podstawą przed zakupem sprzętu, jest zastanowienie się nad tym, w jakich zawodach będziemy startować przez najbliższych parę lat. Jeżeli zamierzamy startować w dystansach od olimpijskiego w górę, tj. half-ironman i iroman, to tam są dozwolone rowery czasowe, które nie są dozwolone – ze względu na lemondkę – w dystansach krótszych, czyli olimpijskim i sprintach. Jeśli ktoś zaczyna swoją przygodę z triathlonem i ma pewność, że nigdy nie wystartuje w dystansie half-ironman, tylko będzie startował na dystansie olimpijskim i w sprintach, koniecznie niech kupi rower szosowy, a nie czasowy. Jeżeli zamierzamy startować na dystansach dłuższych, to albo musimy mieć dwa rowery, albo powinniśmy dorobić sobie do roweru szosowego porządną lemondkę.

Wszelkie informacje i porady znaleźć można na naszej stronie www.akademiatriathlonu.pl, gdzie jest dział poradnikowy dotyczący pływania, roweru i biegania, na naszym forum lub też po prostu napisać do mnie maila. Jesteśmy największą platformą wymiany informacji triathlonowych w Polsce, więc jeśli ktoś ma jakiekolwiek wątpliwości, wystarczy pojawić się na naszej stronie.

Łukasz Grass. Mąż, ojciec, dziennikarz, triathlonista. Pracował m.in. w TVN 24, TVP 1, TOK FM. Był ambasadorem Mistrzostw Polski w Triathlonie Susz 2011. Redaktor pierwszego polskiego portalu poświęconego triathlonowi, www.akademiatriathlonu.pl. Autor książki „Trzy mądre małpy” wydanej w 2012 roku.

 

Podobne wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *