Rozmowa z Jerzym Skarżyńskim

 

Marcin Kargol: Jak to jest być legendą?

Jerzy Skarżyński: To pytanie do mnie? (śmiech)

M.K.: Wśród biegaczy istnieje przekonanie, że jest pan polskim guru biegania, szczególnie wśród tych początkujących.

JS: : Dla mnie słowo „legenda” odnosi się do ludzi już nieżyjących (śmiech). Ja ciągle działam i uważam, że mam jeszcze sporo do zrobienia. Owszem, pojawiły się na moim koncie nagrody, które otrzymują ludzie już na emeryturach, jednak przede mną sporo wyzwań. Cieszę, że mogłem dołożyć jakąś cegiełkę do tego, że bieganie stało i staje się coraz popularniejsze. Moja rola jednak nie polegała na popularyzacji, a bardziej na uświadamianiu biegaczom tego, na czym to polega. Sprowadza się do tego, że z moją książką biegacze potrafią pokonać trudy początków biegania i biegają dalej. Mam doświadczenie, wiedzę, bogatą karierę i zawodniczą, i trenerską, i po prostu przekazuję to innym, więc nie uważam tego za jakąś legendarną pracę.

MK: Co było motywacją do napisania „Biegiem przez życie”, czyli książki uważanej za biblię polskiego biegania?

JS: Na początku XXI wieku bieganie w Polsce zaczynało się rozwijać. Pamiętam biegi, kiedy w zawodach startowało 500-600 osób i to była bardzo duża frekwencja. Na półmaraton w Pile przyjeżdżali ludzie z całej Polski tylko dlatego, żeby dostać koszulkę! Brakowało jednak wtedy usystematyzowanej wiedzy. Moja książka była odzewem na zapotrzebowanie na taką wiedzę – rzetelną i fachową przekazaną przez doświadczonego zawodnika i trenera.

Chciałem aby książka była napisana językiem zrozumiałym dla każdego, bo to był początek czasów, kiedy biegaczami byli nie tylko zawodnicy reprezentujący kluby, ale także zwykli ludzie. Dzięki „Biegiem przez życie” mogli dowiedzieć się co robić, żeby biegać mądrze, dobrze i jak biegać, żeby się rozwijać.

MK: Domyślam się, że taki rozwój wydarzeń, czyli to, że bieganie stało się tak masowe i tak popularne, jest dla pana powodem do radości?

JS: Biegają pracownicy firm, biegają matki, biegają ojcowie, biegają dzieci. 99% ludzi startujących w imprezach masowych to amatorzy. To musi cieszyć! Doszło do tego, że pasja biegania, która tkwiła we mnie od nastolatka, zamieniła się najpierw w zawód biegacza, a następnie w zawód trenera.

„Wychowałem” wielu biegaczy i cieszę się, że mogę „wychowywać” kolejnych, dzięki popularności biegania i swoich książek. Pisze i dzwoni do mnie wiele osób. Wielu nie znam i zapewne nigdy nie poznam, ale ich słowa dają mi wielką radość z tego, że trafiłem pod strzechy naprawdę różnych osób, i że mogłem i mogę w dalszym ciągu komuś pomóc.

MK: Czy spodziewał się Pan, że ta książka przetrwa tyle lat i że ciągle będzie tak pożądana?

JS: W pewien sposób się spodziewałem. Kroczymy drogą, którą „zachód” przebył już dawno temu. Byłem przekonany o tym, że to tylko kwestia czasu, gdy i u nas nastąpi eksplozja biegania.  I stało się, doganiamy świat. Jestem przekonany, że przed nami jeszcze wiele rekordowych lat -wierzę, że ponad dziesięciotysięczne maratony czekają nas niedługo.

MK: Odejdźmy na moment od biegania. Kiedy Jerzy Skarżyński nie myśli o drugich zakresach, kiedy nie myśli o wytrzymałości tempowej, to o czym Jerzy Skarżyński myśli i co robi?

JS: Jeśli mam odstawić bieganie całkowicie na bok, to największym pożeraczem czasu jest mój dom. Dom, który sam wymyśliłem, i na którego  budowie byłem niemal codziennie. Ciągle jeszcze mam tu dużo pracy. Mam piękny ogród, mam też fantastycznego psa – owczarka niemieckiego, z którym biegam 1-2 razy w tygodniu 7-12 km. Ciekawostka – mieszkam na ulicy Maratońskiej (róg Olimpijskiej). To ja nazwałem tak te ulice. Dom i rodzina są dla mnie najważniejszymi kierunkami życia.

MK: Pytanie od czytelnika: Jaki jest przepis na dobrą motywację do biegania w jesienne i zimowe dni?

JS: Nie dopuszczajmy do tego, aby się do biegania zmuszać. Jeżeli dochodzi do takiej sytuacji, to jest źle. Nic na siłę! Z niewolnika nie ma zawodnika. Tylko ekstremalnie trudne warunki na dworze usprawiedliwiają możliwość odejścia od planu treningowego, bo na pewno nie lenistwo. Motywatorem do pracy – szczególnie w takich jesienno-zimowych warunkach – powinien być wyznaczony przez nas cel. Musimy widzieć ‚światełko na końcu tunelu’, jakim będą wyniki osiągane wiosną i latem. Jeżeli mamy dobrą motywację, dobry plan i wiarę w to, że wszystko pójdzie po naszej myśli, wystarczy to do przegonienia tych leniwych myśli.

MK: Pytanie od czytelnika: Co jest lepsze jako dodatek do biegania – siłownia czy basen?

JS: Uważam, że wszystkie ćwiczenia siłowe, jakie są potrzebne biegaczowi, jesteśmy w stanie wykonać w domu. Wystarczy nam kawałek podłogi i kocyk. Basen natomiast jak najbardziej tak. Po ciężkim treningu dobrze jest popływać, albo po prostu moczyć się w wodzie, bo nie mam na myśli jak najszybszego zaliczania kolejnych długości basenu (śmiech).

MK: Pytanie od czytelnika: Jak przygotować się do biegu na 100 kilometrów?

JS: Ultramaratonem nazywamy każdy bieg powyżej 42,195 km. W książce „Maraton i ultramaratony” przybliżyłem kilka ultramaratonów razem z drogami treningowymi do nich. Niemniej każdy ultramaraton jest inny. Nie ma jednego uniwersalnego planu treningowego. Należy przygotowywać się do konkretnej imprezy. 100 kilometrów w Kaliszu będzie różnić się od 100 kilometrów po górach. Trzeba słuchać własnego organizmu i wytyczać własną drogę do przygotowania się do danego biegu.

Nigdy nie startowałem w ultramaratonie, ale z rozmów przeprowadzonych z zawodnikami mogę powiedzieć, że gdybym miał się przygotowywać do startu na 100 kilometrów, biegałbym często w maratonach. Unikałbym wybiegań dłuższych niż 50 kilometrów. Starty traktowałbym jako przetarcie, ale bez walki o rekordy życiowe. Mówię to intuicyjnie, bo nigdy takich przygotowań nie przeprowadzałem.

MK: Dziękuję za rozmowę, no i mam nadzieję, że za bardzo nie zawróciłem panu głowy. (śmiech)

JS: To nie jest zawracanie głowy (śmiech). Zawsze jestem do dyspozycji. Takie rozmowy, spotkania, to jest element tej działalności, którą od lat prowadzę. Poza tym kiedy się spotka dwóch biegaczy, to zawsze jest o czym porozmawiać i rozmowy zawsze są miłe. W Polsce rośnie rodzina biegaczy, która zawsze jest skora do rozmów, porad i dzielenia się doświadczeniami.

Chcę powiedzieć czytelnikom strony marcinkargol.pl, żeby się rozwijali, żeby czytali, rozmawiali, spotykali się z innymi biegaczami i szukali jak największej ilości wiedzy. Trzeba znaleźć równowagę pomiędzy różnymi teoriami, żeby móc dobrze trenować i się biegowo rozwijać. Na przykład moje książkowe plany są dla ludzi, który mają odpowiednią ilość czasu, odpowiednie warunki treningowe. Wszystko jednak można dopasować pod siebie i pod swoje możliwości. Grunt to drążyć temat, zachować rozsądek, a wtedy na pewno przyjdą rekordy.

Jerzy Skarżyński. W latach 80′ czołowy polski maratończyk. Trzykrotny medalista mistrzostw Polski w maratonie. 15. zawodnik Mistrzostw Europy w 1986 roku. Zwycięzca Maratonu Warszawskiego w roku 1989. Rekord życiowy w maratonie: 2:11:42.
Autor książek „Biegiem przez życie” i „Maraton i ultramaratony”. Książka „Biegiem przez życie” uważana jest za pozycję obowiązkową dla każdego biegacza.

* * *

Zadaliście wiele pytań i na fanpejdżu i w komentarzach. Jako że moja rozmowa z panem Jurkiem z przewidywanych 10 minut przeciągnęła się do minut ponad 40, nie chciałem być już męczydupą męczyduszą i nie pytałem o to, co jest zapisane w książkach pana Jurka: Biegiem przez życie i Maraton i ultramaratony. Posiadam wszystkie, więc jeśli ktoś nie ma możliwości kupna, niech zwróci się do mnie, przewertuję księgi i prześlę odpowiednie akapity.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *