Rozmowa z Anetą Gapińską

Autor: • 17 lutego 2013 • WywiadyKomentarzy (0)1283

Marcin Kargol: Na początku naszej rozmowy gorąco gratuluję ci zwycięstwa w plebiscycie ULTRAS 2012 portalu ultrabiegi.pl w kategorii kobiet. Strzelam w ciemno, że wygrana była dla ciebie wielkim zaskoczeniem.

Aneta Gapińska: To było ogromne zaskoczenie. Nie spodziewałam się, że tyle osób odda na mnie głos.  Zwycięstwo w plebiscycie jest świetnym uczuciem – jestem przeszczęśliwa i dumna!

MK: Nie ujmując nic twoim osiągnięciom, dużym zaskoczeniem było też to, że zdeklasowałaś wręcz Olę Niwińską, w której wielu upatrywało faworytki plebiscytu.

AG: Też mnie to dziwi (śmiech). Razem z moim mężem, Darkiem, mamy wielu kibiców. Zawsze kiedy jedziemy na jakieś zawody, dostajemy mnóstwo smsów z pytaniami jak nam poszło, jak się czujemy itd. Mamy dookoła siebie wielu wspierających nas ludzi, którzy bardzo mocno nam kibicują, są sercem z nami. Strasznie mocno nas to cieszy.

MK: Skąd się właściwie wzięłaś (śmiech)? Kim jest Aneta Gapińska?

AG: Wszystko zaczęło się od mojego męża. Zaczął biegać nieco wcześniej ode mnie. Często jeździliśmy z Darkiem na zawody. Kiedy urodziłam nasze trzecie, teraz już dziesięcioletnie dziecko, to stwierdziłam, że coś muszę ze sobą zrobić. Postanowiłam zmienić coś w swoim życiu. Mąż rozpisał mi plan treningowy i zaczęłam biegać.

Moim pierwszym biegiem był „Bieg dnia olimpijskiego” w Międzyzdrojach na dystansie 5 kilometrów. Spodobało mi się to – cała ta atmosfera, klimat zawodów, uśmiechnięci biegacze. I tak się zaczęło. Potem jeździliśmy całą rodziną po Polsce i nie tylko , startując w różnych zawodach. Z czasem przyszły biegi na dystansach 10, 15, 21 kilometrów, debiut maratoński w Poznaniu… Do dzisiaj udało mi się przebiec 23 maratony i trochę tych ultra, o których była mowa w plebiscycie (śmiech).

Największym plusem tego wszystkiego jest to, że wyjeżdżając na zawody, spotykam tych wszystkich fantastycznych ludzi, którzy są zawsze szczęśliwi i uśmiechnięci. Sam wiesz jak to wygląda.

MK: Sam jestem ultramaratończykiem, więc doskonale Cię rozumiem, ale niektórzy mogą mieć problem z ogarnięciem tego – jak to się stało, że zachciało Ci się co raz to dłuższych dystansów i z tych półmaratonów i maratonów dotarłaś do biegów ultra i ponad 150 kilometrów przebiegniętych na jednych zawodach w 2012 roku?

AG: Pojechałam kibicować mojemu mężowi najpierw na Kaliską Setkę, a później do  Krakowa. Kilka lat temu odbywał się tam 24-godzinny bieg wokół Błoni. Zainspirowało mnie to i pomyślałam „może i ja bym spróbowała?”. Na tyle na ile pozwalał mi czas, przygotowałam się do biegu w Katowicach. Myślałam sobie, że muszę po prostu przebiec więcej niż 42 kilometry, żeby zaliczyć ultramaraton, a jeśli przebiegłabym 55 kilometrów, to byłabym przeszczęśliwa. Wybiegałam 122 kilometry (śmiech).

MK: Zrobiłem mały research zanim do Ciebie zadzwoniłem i zobaczyłem, że miejscowość Kliniska, w której mieszkasz, bardzo mocno zaangażowała się w promocję twojej osoby.

AG: Cieszę się, że uznali ten temat za ciekawy i że postanowili umieścić informację o plebiscycie na swojej stronie internetowej. To bardzo miłe, że  również lokalne media bardzo interesują się naszym bieganiem. Myślę, że dzięki temu, że te informacje docierają do ludzi, zyskują oni większą wiedzę na temat naszego biegania, a my zyskujemy coraz szersze grono kibiców.

Dwa lata temu mój mąż postanowił przebiec 20 maratonów w ciągu jednego roku z okazji 20-lecia naszego ślubu. Przy tej okazji ktoś powiedział do nas „Słuchajcie, może pokazalibyście te swoje trofea?”. Zorganizowaliśmy wystawę naszych pucharów i medali. To było otwarte spotkanie dla ludzi z okolic Klinisk i Goleniowa. Przygotowaliśmy „stół maratoński”, pokazujący jak wygląda bieganie od kuchni – meldunek w hotelu, zapisy na zawody, przygotowanie do biegu, numery startowe, trasy maratońskie, zdjęcia itd. Chcieliśmy pokazać i przybliżyć bieganie ludziom, którzy nie mają do czynienia z tym sportem. Baliśmy się, czy w ogóle  ktoś przyjdzie. Przeżyliśmy ogromne zaskoczenie, kiedy okazało się, że przyszło mnóstwo ludzi. Mieli ochotę się pojawić, porozmawiać, posłuchać. To była niesamowita sprawa.

MK: Aneta, jesteś matką trójki dzieci, jesteś żoną, do tego pracujesz… Jak wyglądają twoje treningi, jak to ogarnąć? Mnie, jako facetowi, jest to ciężko sobie wyobrazić.

AG: Można sobie wszystko poukładać (śmiech). Jesienią i zimą jest nieco trudniej, bo szybko robi się ciemno. Ale rozwiązanie mamy takie: koło naszego domu jest lampa. Od tej lampy do końca naszej miejscowości, gdzie jest ostatnia świecąca lampa i gdzie jest bezpiecznie, jest kilometr – no i w zależności od tego, ile muszę przebiec w danym dniu, biegam tyle razy po chodniku w tę i z powrotem. W soboty i w niedziele natomiast planujemy sobie dłuższe wybiegania i ruszamy  w teren i biegamy po Puszczy Goleniowskiej.

MK: Czy twój trening jest podporządkowany jakiemuś planowi, czy podchodzisz do tego z takim luzem, z jakim o tym opowiadasz?

AG: Kiedy wiem, że mam ważny start przed sobą, staram się przygotować jak najlepiej, bo jednak tych kilometrów trzeba trochę wybiegać. Nie jest to bardzo mocno obostrzony plan, ale staram się, żeby to jakoś sensownie wyglądało.

MK: Na pewno wiele kobiet przeczyta ten wywiad. Kobiet, które również mają na głowie dom, rodzinę, pracę. Może podpowiesz im jak zacząć biegać i jak to wszystko pogodzić?

AG: Na pewno trzeba się zmobilizować i wyjść z domu. Zacząć delikatnie i spokojnie. Jeśli samej jest ciężko, znaleźć  jakieś towarzystwo, z którym będzie można  trenować.  Krok po kroku zaczniecie się uzależniać od tej biegowej adrenaliny. Kiedy już w to wejdziecie, to zobaczycie, że zacznie wam brakować ruchu, treningów. Pamiętajcie, że najtrudniej jest zacząć, a później jest już tylko lepiej.

MK: To może na koniec podziękujemy komuś za głosy oddane na Ciebie w plebiscycie?

AG: Przede wszystkim dziękuję wszystkim, którzy na mnie głosowali, łącznie z Polonią w Wielkiej Brytanii, bo stamtąd również spływały na mnie głosy. Dziękuję mojej rodzinie, mojemu mężowi, przyjaciołom, którzy wspierają mnie na każdym kroku. Gratulacje  także dla wszystkich tych, którzy brali udział w plebiscycie ULTRAS 2012. Oczywiście dziękuję też portalowi ultrabiegi.pl, który wpadł na pomysł takiego plebiscytu. Mam nadzieję, że będzie on się rozwijał z roku na rok, a portale o tematyce biegowej   będzie odwiedzało coraz więcej ludzi – przyszłych biegaczy.

Do zobaczenia na trasach biegowych!

* * *

Aneta Gapińska, zawodniczka ProGDar Marathon Team; w roku 2012 uzyskała wynik 86 kilometrów w 12-godzinnym biegu w Rudzie Śląskiej i 155 kilometrów w 24-godzinnym biegu w Katowicach. W obu tych biegach zajęła 2. miejsce w kategorii K-40.

Podobne wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *