Rewolucja-ewolucja, czyli gdzie byłem i dlaczego wracam

Autor: • 21 listopada 2016 • Blog, InneKomentarzy (0)3367

Dzień dobry! Mam na imię Hania i mimo że nie ma mnie jeszcze na świecie, to już wywróciłam mojemu tacie świat do góry nogami. Dowiedział się o moim istnieniu niedługo po tym, kiedy wrócił z Dolomitów. Pojechał w czerwcu w jakieś strasznie wysokie góry, żeby tam biegać. Potem biegał w różnych miejscach jeszcze kilka razy. Ale rewolucja (a może ewolucja), jaką zapoczątkowałam, sprawiła, że na parę miesięcy zgubił swoje blogowe flow. Zabrakło mu czegoś w palcach do pisania – jakiejś pary, motywacji, chęci czy czegoś innego – nie wiem dokładnie czego, bo teraz mam jakieś 30 centymetrów, ważę 740 gramów, mam pięciocentymetrową stopę i jestem jeszcze w brzuchu mamy. Więc się nie znam. W każdym razie chciałam powiedzieć tyle, że dopóki nie zawłaszczę mojego taty całkowicie i na amen (chociaż mam nadzieję, że nie będę upierdliwym dzieckiem i będzie dobrze), to go Wam oddaję. I przypilnuję, żeby się ogarnął w tych biegowo-blogowych kwestiach.

TATO! CHO NO!!!

* * * * *

Dawno mnie tu nie było. To zresztą już któryś z wpisów, jakie w ten sposób rozpoczynam. Fakt jest jednak taki, że NAPRAWDĘ dawno mnie tu nie było. Trochę zapomniałem, jak to jest być biegowym blogerem. Zapomniałem jak to jest być jakimkolwiek blogerem. Na szczęście nie zapomniałem jak się biega – chociaż tutaj mógłbym polemizować, bo w ostatnich miesiącach moje bieganie działało na zasadzie podtrzymania: starałem się stracić jak najmniej z tego, co wypracowałem zimą i wiosną, a zupełnie nie rozwijałem niczego nowego.

Hanka, córka moja, która za około 100 dni pojawi się na świecie, wspomniała o ewolucji, jaka miała miejsce w moim życiu. Dużo się zmieniło. Na szczęście wszystkie zmiany są zmianami na dobre. Od kilku miesięcy jestem bardzo bogatym człowiekiem. Po pierwsze (kolejność chronologiczna), w kwestiach zawodowych dotarłem do portu, do którego płynąłem odkąd przeniosłem się do Warszawy. Po drugie, bez niepotrzebnych szczegółów, odzyskałem najlepszego kumpla, przyjaciela i najbliższą mi osobę – M. A ona jest teraz moją narzeczoną. Po trzecie, Hanka.

W momencie, w którym dowiedziałem się, że będę ojcem, świat się zatrzymał. A ułamek sekundy później ruszył do przodu w tempie, jakiego wcześniej nie znałem. Szczegółów teraz nie opowiem. Mam pewien pomysł. Ale o nim w innym czasie. Hanka razem ze swoją mamą wywróciły mi świat o 180 stopni. Ostatnie miesiące, to był dla nas bardzo intensywny czas. Czas, w którym nastąpiły pewne przewartościowania, zmiany priorytetów. Czas w którym pewne rzeczy odpuszczałem, żeby móc zrobić miejsce innym. Czas, w którym i we mnie i w M. kłębiły się miliony myśli i miliardy emocji – dobrych (głównie), ale też złych. Przetrwaliśmy to jednak, przeżyliśmy i teraz już skupiamy się tylko na hankowych historiach.

A ja w końcu mogę skupić się na bieganiu. Praktycznie 4 tygodnie roztrenowania za mną. Odpocząłem (choć tak naprawdę nie miałem po czym) i dostałem jasny sygnał od M., że to jest czas, żeby wziąć się do roboty. Są już dwa cele. Jest też kupa motywacji. Trzeba działać.

Wróciłem! Marcin awaken!

Podobne wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *