Reset.

Autor: • 27 maja 2013 • Blog, Inne10 komentarzy3426

[przed przeczytaniem wpisu, proponuję włączyć tło dźwiękowe polecone przez Dorotę, które świetnie się komponuje z tym, co poniżej]



Reset. To jest słowo, które od kilkudziesięciu godzin krąży mi po głowie. Reset. Ale nie taki miękki. Nie poprzez wcisniecie ctrl+alt+delete. Nie chcę sie tylko ponownie uruchomić. Chcę wcisnąć reset na obudowie, wyczyścić pamięć podręczną, usunąć wszystkie pliki tymczasowe i wystartować cały system od nowa.

Niedzielnego Biegu Lwa w Tarnowie Podgórnym nie traktuję jako porażki. Ot, po prostu porzygalem sie na siódmym kilometrze półmaratonu. Ludzka rzecz, rzyganie. Za małe śniadanie, start biegu o 14, zmęczenie cholernie trudnyn fizycznie i psychicznie weekendem i mamy efekt. Efekt w postaci zejścia z trasy. To też ludzka rzecz.

Ludzką rzeczą jest też ogólne zmęczenie i zamulenie. Czuję, jakbym miał przeciążony mózg. Synapsy w moim łbie zakładają związki zawodowe i domagają się odpoczynku. Wcale im się nie dziwię. Powiem więcej, doskonale je rozumiem. Odczuwam to samo, co one. Ostatnie miesiące mnie wykończyły. Kilkanaście tygodni ciężkiej pracy. Kilkanaście tygodni skupiania się nad tętnem, prędkościami i progresem. Liczenie, myślenie, zastanawianie się i trenowanie niemalże z zegarmistrzowską precyzją. Efektem tego była książkowa realizacja planu w Paryżu. Efektem realizacji planu było cholernie mocne nakręcenie się na dalszą pracę. Jeszcze więcej urwanych sekund, jeszcze więcej szybkich kilometrów, jeszcze niższe tętno! Tak, tak, tak! Ale gdzieś po drodze emocje opadły…

Opadające emocje poruszyły strunę, której dźwięk znam bardzo dobrze. [na melodię jednej z reklam telewizyjnych z Mr Pipikiem] Pęd za cyferkami i ściganie się nie interesuje mnie! – tak brzmi ta struna. Pęd za cyferkami i ściganie się nie interesuje mnie! Booo, gdybym miał się ścigać i liczyć te cyferki, to jaką bym miał radość z biegania? Mógłbym liczyć i biegać, ale jakbym się pomylił, to wtedy co? I teeeego… I mijałbym innych biegaczy nawet ich nie widząc, bo przecież tylko bym zegarek widział i interwały i tętno i goniłbym za życiówką, a przecież życiówka nie zając! I nie ucieknie! Choć z zająca można zrobić pasztet. Ale jednak: pęd za cyferkami i ściganie się nie interesuje mnie!

Na dzień dzisiejszy stwierdzam, że odpuszczam walkę o życiówkę w maratonie jesiennym. Będę robił to, co od samego początku było w moim tegoroczonym planie. Biegi na orientację w Pucharze Polski – to plan numer jeden. Mam zamiar namieszać jeszcze w tej klasyfikacji. Ponadto Maraton Karkonoski – to plan numer dwa. Rok temu biegłem tam treningowo. W tym roku będą tam Mistrzostwa Świata w Długodystansowym Biegu Górskim (pamiętacie o konkursie???), więc trzeba będzie pobiec na 184619238%. Planem numer trzy jest Bieg Granią Tatr – o ile uda mi się dostać wolne w pracy (też będzie konkurs, całkiem za niedługo). Wszystko to jest planem A. W tej chwili myślę również o planie B. A w zasadzie planie Ą. Plan Ą byłby dopełnieniem tego wszystkiego i klamrą spinającą cały sezon w jedną, logiczną całość.

Teraz jestem w Cisnej. Za moment Bieg Rzeźnika. Dookoła mnie Bieszczady. Pochmurne, deszczowe, mokre, ale mimo wszystko piękne i urocze. Pamiętam, jak bolało rok temu, ale mimo wszystko nie mogę się już doczekać ponownej wspinaczki na Małe Jasło, podejścia pod Smerek, zbiegu do Berehów Górnych czy wejścia na Połoninę Caryńską, które mnie przeżarło i wypluło. Ten bieg rok temu zresetował mnie całkowicie i totalnie. Wówczas reset był niewyczekiwany przeze mnie. Teraz z pełną świadomością chcę się zresetować właśnie tutaj. Chcę się wytaplać w błocie, chcę dać sobie w kość na bieszczadzkich zbiegach i podbiegach. Chcę zrobić wszystko na 110% w fantastycznych okolicznościach przyrody. A jeśli nogi i warunki na trasie pozwolą, to zamiast regulaminowych 77 kilometrów w mniej niż 12 godzin, dorzucimy do tego jeszcze ponad 20 – etap hardcore byłby bardzo mile widziany.

A po biegu będzie już tylko lepiej. Będzie plan treningowy, będzie jego sumienna realizacja, będą starania się. Ale będzie też radość z biegania, Będzie fun, którego nagle i zupełnie zaczęło mi brakować. Będą góry, będą lasy, będą bezdroża. Będą te wszystkie miejsca, które w całym swoim jestestwie absolutnie nie wymagają tego, aby obcując z nimi pilnować czasu, tempa, tętna. Będą te miejsca i ten sposób biegania, który nie będzie wymagał ode mnie pędu.

Bo pęd za cyferkami i ściganiem się nie interesuje mnie!

Podobne wpisy

10 Odpowiedzi na Reset.

  1. Dorota napisał(a):

    Iiiiiii tak trzymaj!! Resetuj się ile wlezie, bo Bieszczady to akuratne miejsce na tego typu marzenia 🙂 ta piosenka idealnie wpasowała mi się w trakcie czytania: http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=S3fTw_D3l10

  2. monia napisał(a):

    nieraz trzeba się cofnąć o jeden krok, żeby zrobić dwa kroki w przód (może Marcinie trochę biegania na samopoczucie bez pulsometru?) dobra piosenką też wypożyczam pozdrawiam i trzymam kciuki p.s mała zazdrość z tymi Bieszczadami:)

  3. Maria napisał(a):

    Dobrze, że wiesz co najbardziej Cię w bieganiu kręci i że wiesz co dalej będziesz robił. Taki reset w życiu niekiedy jest potrzebny. A Bieszczady są piękne, dawno tam nie byłam… Powodzenia w Rzeźniku!

  4. Łukasz Czaja- marian napisał(a):

    No w końcu jest coś o radości z biegania- jest FUN !!!
    cyferki nie interesują mnie :)- lepiej ująć tego nie można- góry, lasy i bezdroża- tam trzeba szukać tego czego czasami brakuje podczas biegania- właśnie tego ” fanu”
    a reset? najwyżej taki po którym system jeszcze pozostanie- bo szkoda minionych dni na to poświęconych
    życzę powodzonka na Rzeźniku!!! 3mam kciuki za Cb Marcinie
    pozdrawiam

    marian – Łukasz Czaja

  5. Ava napisał(a):

    Dajesz do myslenia 🙂 Chyba większość z nas trenujących regularnie, a szczególnie szykujących się wg planów to ma – tętno, tempo, czas, tętno, tempo, czas. Ja po maratonie byłam w euforii, chciałam już nastepny plan na wakacyjną połówkę, ale nagle doszło do mnie, że mam dość tego reżimu cyfr trwającego od stycznia. I też odpuściłam, zrobiłam przerwę i wakacyjny półmaraton pobiegnę na luzie. I dobrze mi z tym 🙂 Powodzenia w realizacji planów i z bieżących spraw – 3mam kciuki za Rzeźnika!

  6. Krasus napisał(a):

    Widzę, że to powszechne – chęć odpoczynku. I dobrze! Widzę tylko… małe zaprzeczenie. Z jednej strony ma być fun, luz i bez cyferek, a z drugiej: „Będzie plan treningowy, będzie jego sumienna realizacja”.

    No chyba, że plan treningowy będzie miał zapisane:
    pon: biegam
    wto: odpoczynek
    śro: biegam
    itd 😉

  7. Bartek napisał(a):

    Większość z Nas kończy sezon jesiennymi biegami a potem zaczyna się roztrenowanie. Przełom października i listopada albo listopada i grudnia. Trochę przerwy aby organizm się ogarnął, złapał głód biegania i wracamy do roboty. Zaczyna się ponowne budowanie formy na wiosenny maraton. Jak pójdzie dobrze to jest postęp i życiówka. Na tym paliwie można jeszcze pociągnąć maj i czerwiec i potem co? Dożynać organizm aby na jesień rozmienić kolejne minuty? To jest ryzykowne i moim zdaniem niepotrzebne.

    Marcinie to jak Ty postępujesz to taki fajny kompromis. Odpuszczasz budowanie prędkości i idziesz w stronę wytrzymałości i biegów „przygodowych”. Pora roku dodatkowo temu sprzyja, lasy, łąki, pola i krzaki wręcz zapraszają. Poza tym po co się smażyć na ulicy jak o świcie panuje taki przyjemny chłodek pod gałęziami.

    Z niecierpliwością czekam na relacje z Rzeźnika, zabrałeś tym razem kijki?:)

  8. ewa napisał(a):

    trzymam kciuki za Rzeznika! no i ciesz sie bieganiem w najczystszej formie 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *