Rajd Nawigator. Relacja

Autor: • 25 listopada 2015 • #nbrteam, Blog, Mapa i Kompas, Relacje7 komentarzy3190

To były ciekawe dwa i pół tygodnia. Najpierw Bieg Niepodległości w Warszawie, następnie Kaczawska Wyrypa, a kilka dni temu rajd Nawigator. Jedna porażka, dwa sukcesy. Łamiąc zasady chronologii, rozpocznę od tego, co najświeższe, czyli – uwaga, spoiler – od bodajże pierwszego w historii pudła, na którym stanęli dwaj pĄpkinsi.

Wtedy, kiedy nie czuję mocy na tyle, żeby powalczyć na trasach TP50, startuję na dystansach krótszych. Czyli takich od 25 do, jak w przypadku zeszłorocznych Mazowieckich Mini Tropów, 40 kilometrów. Jak do tej pory jeszcze nie zdarzyło się tak, żebym jadąc na taki bieg, nie wracał z miejscem w pierwszej trójce. W przypadku Nawigatora jednak obawiałem się tego, że moja passa zostanie przerwana.

Na dzień dobry BnO

(KLIKNIJ >>W TYM MIEJSCU<< ŻEBY ZOBACZYĆ DUŻĄ MAPĘ LUB KLIKNIJ >>W TYM MIEJSCU<< ŻEBY ZOBACZYĆ ODCINEK BnO)

Na pierwszej linii startu stanąłem ja, stanął Krasus, stanął Paweł Choiński, a do tego stanął też Tomek Pryjma. To wystarczyło, żeby wiedzieć, że walka będzie gruba. Oprócz tego widać było, że nie tylko my mamy ochotę powalczyć o sukces w mazowieckich lasach.

Na dzień dobry przyszło nam zmagać się z odcinkiem biegu na orientację. Niewielka skala mapy, kilka punktów gęsto rozstawionych i konieczność zachowania czujności, bo oprócz innej skali mapa charakteryzowała się też kolosalną nieaktualnością.

Niemniej jednak udało nam się wpaść w miarę bez problemów na PK21. Pierwszy punkt podbiliśmy w szeroko pojętej czołówce. Bez zastanawiania się pocisnęliśmy w stronę PK16. Przy nim spędziliśmy trochę czasu, głównie wędrując wzdłuż strumienia, przy którym miał być położony. Gęste krzaki i jeżyny skutecznie uniemożliwiały nam żwawy marsz. Ci, którzy zdecydowali się nabiec na ten punkt z innej strony, mieli znacznie łatwiejsze zadanie.

Zgarnęliśmy PK16 i należało wybrać wariant do PK17. Plan obmyślił Krasus. Powiedziałem i pokazałem w momencie, w którym można było go zmodyfikować, że ten plan mi się niespecjalnie podoba. Demokracja zwyciężyła, pobiegliśmy wszyscy razem, co chyba nie wyszło nam na dobre, bo raz, że trochę osób nas wyprzedziło, a dwa – co widać na mapie – zrobiliśmy ten wariant bardzo na okrętkę. Newermajnd.

Kolejne dwa punkty, PK15 i PK19, wpadły bez problemu. Problem zaczął się po podbiciu przedostatniego punktu na mapie BnO. Przecinki po PK19 nie było. W każdym razie my jej nie zobaczyliśmy. Weszliśmy dość mocno w las, więc podjęliśmy decyzję – na krechę przez las, licząc metry do punktu.

Biegliśmy, liczyliśmy, a i tak daliśmy dupy. I to tak po całości. To uczucie, kiedy jesteś w środku lasu i nie masz fiołkowego pojęcia, gdzie jesteś, nie mogąc przez to namierzyć się na punkt, jest czymś bezcennym. Podobnie jak to, kiedy po fakcie okazuje się, że od 15 minut krążysz czasem 20 metrów od lampionu, a i tak go nie widzisz. Siąść i płakać. Rzucić mapą i iść w pizdu. Wstyd, dramat, hańba, kompromitacja.

I byśmy tak krążyli nie 23 minuty, a pewnie znacznie więcej, gdyby nie ratunek w postaci głosów, które usłyszeliśmy za swoimi plecami. 20 metrów od nas. Lampion. I grupa ludzi, podbijająca go i chyba mająca trochę podśmiechujek z nas. Ekstra.

Wylatujemy na szeroką, gruntową drogę. Kurwa, jak dobrze, że odcinek BnO już za nami. Psychicznie jestem rozwalony, choć wkurw we mnie tkwi nieziemski. Fizycznie daję z siebie sporo, ale pilnuję się, żeby nie przesadzić. Widzę mapę i wiem, jak daleko jeszcze do mety.

Czas na solo

Paweł z Marcinem cisną mocniej ode mnie. Tracę do nich 100, 150 metrów. Nie czekają, bo i taki układ mieliśmy. W pewnym momencie, na rozstaju dróg, decyduję się na bieg innym wariantem. Albo rozpoczęcie autorskich wariantów mnie zgubi, albo przyniesie coś dobrego – zdecydowanie liczyłem na tę drugą opcję. W ostatnich miesiącach wszedłem z nawigacją na wyższy poziom (PK22 potraktujmy jako wypadek przy pracy), a bieg w pojedynkę jest czymś, co lubię i przy czym skupiam się znacznie mocniej.

Do PK13 doleciałem niewiele za chłopakami – widziałem ich gdzieś na bliskim horyzoncie. Podbiłem punkt i lecę dalej. Widzę przed sobą, że ścieżka, którą chciałem biec, to ogromna ilość błota. Ni chuja, nie biegnę tam. Szybko w prawo, później w lewo i kierunek południowy wschód. Jest asfalt, jest droga gruntowa, jest róg lasu. Doganiam jakiegoś zawodnika. Wyprzedzam go przed wbiegnięciem na pole. Udaje mi się znaleźć szerokie przejście między gospodarstwami, dzięki czemu po kilku minutach jestem na ścieżce, która prowadzi idealnie na PK9. Wyprzedzam Janka Golenia i… po swojej prawej stronie widzę Marcina i Pawła przewalających się przez pola.

Podbijamy PK9 razem. I dylemat – co robić? Myślę sobie „dupa tam, solo idzie dobrze”. Panowie na lewo, pan na prawo. I pocisnąłem w pole. Pomimo dość nieprzyjemnego podłoża biegło się dość znośnie. Wywaliło mnie nieco na północ, więc po jakimś kilometrze musiałem ścinać ostro na południowy zachód. Mimo to wariant był chyba całkiem niezły, bo po drodze wyprzedziłem kilku kolejnych zawodników.

Przy PK7 znów spotkałem Janka Golenia. Spotkałem też Pawła, który lekko się kontuzjował i spuścił z tempa. Podbiłem punkt i zacząłem gonić. Nie wiedziałem, ilu ludzi jest jeszcze przede mną. Byłem przekonany, że jesteśmy dość daleko w tyle z racji wpadki przy PK22.

Kiedy kogoś widzę, to go gonię

Paweł złapał mnie za ogon i udało mi się go dociągnąć do PK8. Po drodze łyknęliśmy jeszcze jednego zawodnika. Na punkt wpadliśmy idealnie prosto z biegu. Paweł mi powiedział, żebym gonił. A było kogo gonić, bo widziałem przed sobą jeszcze dwójkę zawodników. Mieli nade mną jakieś 300 metrów przewagi, a biegliśmy w jednym tempie. Byłem już mocno zmęczony – licznik pokazywał już ponad 30 kilometrów nabieganych.

Patrzę na mapę i wiem, jak będą biec do ostatniego punktu. Prosto i bez kombinowania. Stwierdziłem, że czas na ostatni dziś autorski wariant na krechę. Zbiegam ze ścieżki, którą lecimy. Przewalam się przez pastwisko i wylatuję w środku miejscowości. Namierzam się na szeroką polną drogę, która podprowadzi mnie pod PK10. Nie wiem, gdzie jest dwójka, z którą się ścigałem. Dowiaduję się, kiedy wbiegam na wzniesienie.

Patrzę w lewo i gdzieś na środku pola są oni. Oni tam są! Są tam oni! Kilka minut straty do mnie. Bardzo, bardzo dobrze. Zbieram punkt i zaczynam ucieczkę do mety. Ucieczka, to dość hucznie powiedziane, bo biegłem już dość wolno. Cały czas jednak obserwowałem to, co dzieje się za moimi plecami i do momentu, w którym trzeba było wybrać odpowiednią drogę do bazy, zagrożenia nie czułem.

Na szczęście udało mi się trafić w odpowiednią przecinkę. Kierunek: północ. Trafiam też na linię energetyczną, która prowadzi idealnie po kierunku. Jest też droga, 200 metrów do bazy, biegnę szybko, bo nie wypada nie biec. Pojawiam się na mecie, odbieram medal i słyszę, że jestem trzeci. Wow.

Niby dobrze, a jednak źle

Tego się nie spodziewałem. Spodziewałem się, że będziemy gdzieś daleko w czarnej dupie, bo BnO poszło tak, jak poszło. Na szczęście warunki na trasie były jednakowo trudne dla każdego i udało się w 2/3 ogarnąć Smashing pĄpkinsowe pudło! Nie przynosi nam to jednak chwały i nie jestem powodem do wielkiej dumy.

Krasus biegi na takich dystansach nazywa „zawodami dla dziewczyn”, co jest jego ulubionym sposobem na dogryzanie mi. I faktycznie, nieczęsto zdarza się większa ilość takich kocurów jak my, którzy mocno napierają. Za tym idzie to, że kiedy już pojedziemy na takie zawody, to zazwyczaj walczymy o zwycięstwo. Nie zmienia to jednak faktu, że…

Marcin „Krasus” Krasoń na pierwszym miejscu na trasie TP25 rajdu Nawigator. Drugie miejsce zajął Tomek Pryjma ze swoim przekozackim psem, a na trzecie miejsce udało wskoczyć się mnie! Ha! Takiego pudła jeszcze nie grali!

Podobne wpisy

7 Odpowiedzi na Rajd Nawigator. Relacja

  1. Krasus napisał(a):

    Wszystko wina Krasusa… 😛 Wiem, że odcinek 16-17 nie wygląda na mapie dobrze, ale też nie mam pewności, czy inne rozwiązanie byłoby lepsze. Pamiętaj, że mapa była na maksa nieaktualna, teoretycznie można było obiec te bagna od północy, ale co by tam było? Tu przynajmniej dość szybko się przemieszczaliśmy.

    No i nie tylko ja nazywam te dystanse dystansami dla dzieci! Sam organizator powiedział, że to dla początkujących jest;) A tak na poważnie, to dobre miejsce, by zrobić porządny trening, o.

  2. Igthorn napisał(a):

    Nawigowali jak nigdy, Biegali jak zawsze, Wygrali jak …… ???

  3. owczarzyk napisał(a):

    Wiadomo, wina Tuska!

  4. spacerowicz napisał(a):

    Odcinek 16-17 był bardzo prosty nawigacyjnie. I szybki.
    Wystarczyło biec dróżką wzdłuż rowu (po jego północnej stronie, ok 2m od rowu), złapać kolejną ścieżkę i przeciąć na azymut kawałek lasu. Nie wiem jak można było tu pobiec naokoło.

  5. Bartek napisał(a):

    hehe super sprawa chciałbym kiedyś spróbować się w to „pobawić” 😀

    od czego zacząć? gdzie szukać? 🙂

    pozdrawiam,
    bartek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *