Przewróciło się, niech leży?

Autor: • 20 kwietnia 2012 • Blog, Inne9 komentarzy3063

Ochłonąłem już po wpadce w Dębnie. Przegryzłem i przetrawiłem ten temat i nie podchodzę do niego tak emocjonalnie, jak jeszcze kilka dni temu. Fizycznie też już doszedłem do siebie. W poniedziałek nie robiłem nic, poza solanką i smarowaniem się zielonym ben-gayem. We wtorek solanka, ben-gay i lekki, nieco bolesny, ale niezbędny rozruch po lesie. Środa ponownie solanka i ben-gay. W czwartek ben-gay już był zbędny, wyszedłem na kolejny trening, już bez bólu i z luźną łydką. Regeneracja postępuje bardzo sprawnie. Razem z regeneracją przychodzą myśli, dotyczące tego, co dalej robić…
Skomplikowane to prawie tak mocno, jak umysł kobiety. Chodzi za mną cały czas próba poprawienia wyniku z niedzieli w Jelczu-Laskowicach, 1 maja. Patrząc jednak na prognozy pogody, zaczynam mieć poważne wątpliwości, czy jest w ogóle sens ruszać się z domu. Przy ~25 stopniach, to ja nie nabiegam raczej nic sensownego. Myślę, czy nie odpuścić i nie skupić się już tylko na górskim treningu. W czerwcu mam Bieg Rzeźnika. W lipcu Maraton Gór Stołowych. W sierpniu Maraton Karkonoski. A we wrześniu finał finałów, czyli Bieg Siedmiu Dolin w Krynicy. Odpuszczając pierwszomajowy maraton miałbym więcej czasu na zrobienie jakiejś siły przed Rzeźnikiem, ale z drugiej strony skutkowałoby to tym, że musiałbym się całkowicie pogodzić z niedzielną porażką w Dębnie i żyć z żenującym dla mnie wynikiem 3:45:01. Teraz rodzi się kolejne pytanie – jak żyć? jak długo żyć? Do wiosny przyszłego roku, przez zimę przygotowując formę na na przykład 3:20? Czy może, zgodnie z tym, co podpowiadają niektórzy, zrobić jeszcze jakiś wynik w październiku na maratonie w Poznaniu? Mógłbym owszem, ale są dwa ale. Ale pierwsze jest takie, że to będzie raptem 5 tygodni po 100 kilometrach w Krynicy. Drugie ale jest takie, że to będzie dwa tygodnie po maratonie w Warszawie, gdzie będę zającem. I przyznam szczerze, że gdybym miał rezygnować z czegoś, to z Poznania – wolę być zającem w stolicy. Więc zakładam, że Poznań raczej odpada. Wracając do tego, co się dzieje teraz – mógłbym jeszcze spróbować zrobić wynik na tydzień przed Rzeźnikiem. Pisałem już o tym, że wygrałem start w maratonie w Sztokholmie. Mógłbym, tylko czy to będzie miało sens? Bo przecież miałbym w nogach zmulające treningi siłowe (chociaż jeden dzień w nowym planie, chcę poświęcić na choć niewielką ilość tempówek, żeby nie stracić dynamiki). Miałbym też tydzień później do przelecenia 77 kilometrów po Bieszczadach. Tak więc Sztokholm również odpada. Polecę go na 4,5 godziny, porobię zdjęcia, niech to będzie długie wybieganie. Aaaa, jeszcze jedna istotna rzecz. W przypadku rezygnacji z Jelcza-Laskowic, planem na pobiegnięcie czegokolwiek w maju jest start w biegu na orientację. Rudawska Wyrypa. Jako, że byłby to mój pierwszy start, to biegłbym na trasie 50-kilometrowej razem z moim niezwykle zacnym kolegą, Bormanem. I ten start jest dla mnie cholernym magnesem i czymś, co w jakiś sposób mogłoby usprawiedliwić olanie pobijania wyniku w maratonie.

Nie wiem, nie wiem, nie wiem. Zostawić tak, jak jest? Przewróciło się, niech leży? W końcu będę się czasem potykał, ale kiedyś się wezmę…

Podobne wpisy

9 Odpowiedzi na Przewróciło się, niech leży?

  1. owoc napisał(a):

    Szalejesz 🙂 Szalejesz… 5 tygodni po 100 kilometrach to moment na wykorzystanie całej siły na maraton 🙂 albo zaryzykuj i wez grupe na 3.30 w warszawie i biegnij 🙂 🙂

  2. TOMEK napisał(a):

    Marcin,
    nie wiem, co Ci doradzić. Mam inne cele, nie planuję biegów górskich ultra i brakuje mi empatii. Cokolwiek jednak wybierzesz, możesz liczyć na moje wsparcie. W Warszawie jesienią się spotkamy, ale ja to tam będę chciał zap…

    Pozdrowiątka
    Tomek

  3. Anonymous napisał(a):

    Marcin,
    Fakt, masz sporą listę trudnych biegów w planach stąd wątpliwości czy planowac pobijanie życiówki jeszcze na ten roku.Moim zdaniem tak! Nie powinieneś odpuszczać. Dębno dodawało Ci skrzydeł, spróbuj jeszcze raz. nie wiem czy nie poprawiając wyniku maratonu, górskie maratony przyniosą Ci pożądana radośc? Ale to pytanie do Ciebie o priorytety.Może odłóż któryś z biegów gorskich na przyszły rok? Albo załóż start w tempie relaksacyjnym?
    Pozdro,
    Kasia

  4. Emilia napisał(a):

    No tak, coś wybrać trzeba, a sporo tego. To może rzeczywiście odpuść któryś z biegów górskich, żeby poprawić czas w maratonie? Na przykład w Sztokholmie? Albo odpuścić, skupić się na biegach górskich i żyć z tym potwornym 3:45? Na czym Ci bardziej zależy?

  5. Marcin Kargol napisał(a):

    Przeanalizowałem wszystko bardzo dokładnie. Wziąłem sobie do serca wszystko to, co napisaliście tutaj i to, co napisali mi inni innymi drogami. I stwierdzam, że pieprzę Jelcz. Być może w Poznaniu podejmę atak na jakiś wynik, ale to nic pewnego. Sytuacja jest taka, że za kilka dni zaczynam nową misję.
    Misja: Bieg Siedmiu Dolin. Pozostało 19 tygodni. 🙂

  6. Anonymous napisał(a):

    asfalty olej, jak się dobrze sprężysz – zrobisz życiówkę na stołowych…:)
    jeśli da się tam 3:43 nabiegać, to i 3:30 pójdzie po dobrych przygotowaniach.

  7. Anonymous napisał(a):

    Uważam, że podjąłeś słuszną decyzję. Też myslałam o Jelczu, ale po opisach trasy (bardzo nudna i monotonna) oraz prognozach pogody, byłby to chyba strzał w kolano. Bieg 7 dolin to BARDZO TRUDNY bieg, treningi są zupełnie inne niż do maratonu i faktycznie na tym należałoby się skoncentrować. A na poprawienie życiówki w maratonie przyjdzie czas na wiosnę:)) Pozdrawiam Justyna G.

    • Marcin Kargol napisał(a):

      Justyś, mam plan ultragórski. Poddany ocenie niezależnych, biegających obserwatorów. I wiem, że jeśli uda mi się go zrealizować, to może być całkiem sympatycznie we wrześniu 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *