Podsumowanie. Marzec 2012.

Autor: • 5 kwietnia 2012 • Blog, Inne2 komentarze1898

Zeszły miesiąc był cholernie intensywny. Przez cały marzec nabiegałem 306 kilometrów, co jest najlepszym miesięcznym wynikiem, jak idzie o moje bieganie w ogóle. Miesiąc uważam za przepracowany bardzo solidnie, tym bardziej, że połowa weekendów była spędzona w rozjazdach na zawodach.

Zawodach, które mimo, że niesamowite i warte startu, to budziły we mnie lekki strach, jak idzie o to, co będzie po nich. Mam na myśli bieg w Bochni. Jakby nie patrzeć pokonałem tam dystans większy, niż maraton. Każe z 18 okrążeń biegłem tak szybko, jak to było tylko możliwe, biorąc pod uwagę to, ile jeszcze kilometrów przede mną. Bardzo bałem się, że regeneracja po tym bieganiu będzie długa, a ten start zakłóci znacznie przygotowania do maratonu. Na szczęście, co zaskoczyło mnie bardzo, trzy dni po Bochni bez problemu zrobiłem trzydziestkę bez najmniejszego bólu nóg, czy wstrętu do biegania, a tydzień później…

Kołobrzeg i Bieg Zaślubin. Pod skórą spodziewałem się zmęczenia po bieganiu w kopalni soli. Jak się okazało, rzeczywistość była łaskawa, organizm zregenerował się w sposób niesamowity, co pozwoliło mi poprawić życiówkę na 15 kilometrów o ponad minutę, a sam bieg, patrząc na tempo na każdym kilometrze, może służyć za wzorcowe BNP. Od 4:45/km na pierwszym okrążeniu do 4:16/km na ostatnim.

Tydzień później w ramach treningu i lekkiego rozbiegania weekendowego pojawiłem się w Warszawie na półmaratonie. Tym razem bez ścigania. Spędziłem niesamowicie czas, prowadząc grupę na dwie godziny. Poznałem fantastycznych ludzi, na własne oczy przekonałem się jak wygląda to maratońskie zacięcie i determinacja. Przekonałem się również – po raz kolejny – że bycie pacemakerem, to jest ciężki, ale cholernie satysfakcjonujący i cholernie przyjemny kawałek chleba. Przy okazji zdecydowałem również, że choćby się waliło, paliło i skały srały, pojawię się we wrześniu na Maratonie Warszawskim. Oczywiście także jako zając.

Treningowo natomiast (wliczając zawody) w marcu wykonałem 17 jednostek. Jak zawsze u mnie z naciskiem na siłę biegową i drugozakresowe biegi ciągłe. Stwierdzam, że to był intensywny, ale bardzo udany miesiąc z bardzo satysfakcjonującymi wynikami i wnioskami z treningów. Wszystko to napawa mnie ogromnym optymizmem przed tym, co za 10 dni.

***

Muzycznie dziś numer, który przez ostatnich kilka tygodni nie schodzi z podium utworów, których słucham najczęściej. Lubię piosenki, które w prosty sposób mówią o prostych rzeczach, a mimo to ten banał w nich zawarty, zaskakuje nas, pobudza do myślenia i wżyna się głębiej, niż zwykle…

Podobne wpisy

Jedna odpowiedź na Podsumowanie. Marzec 2012.

  1. TOMEK napisał(a):

    Marcin,
    kilometrów to ja trochę więcej od Ciebie w marcu zrobiłem, więc nie masz się czym chwalić 😛 Jestem jednak przekonany, że w Dębnie osiągniesz czas, który Cię zadowoli, którym się zachwycisz. I który pewnie będzie dużo lepszy od mojego wyniku w Toruniu… I wtedy Ty zrobisz 😛

  2. borman napisał(a):

    Ja tam nie rozumiem, o co z tym bieganiem chodzi? To sekta jakaś jest 😉 ?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *