Podsumowanie. Luty 2012.

Autor: • 1 marca 2012 • Blog, InneKomentarzy (0)1276

Idzie luty, podkuj buty. Luty stały, latem upały. Gdy mróz w lutym trzyma, będzie krótka zima. Takie przysłowia można wyłowić z mnogości tych, jakie powstały na temat drugiego miesiąca roku. Możemy stworzyć też nowe. Na przykład: kiedy tętno w lutym niskie, życióweczki wiosną bliskie. Albo: w lutym trening, szybkie tempo, życióweczkę niesie Dębno. Lub też: kiedy w lutym łydka dobrze podaje, wtedy dobry sezon otworem staje.
Patrzę w to, co udało mi się zrealizować treningowo w lutym. Od grudnia nie schodzę poniżej 280 kilometrów w miesiącu (grudzień 285, styczeń 293). Luty, mimo że krótszy i jakby więcej luzu sobie w nim zadałem, skończył się wynikiem 283 nabieganych kilometrów. Przede wszystkim oznacza to tyle, że już teraz wiem, że przed Dębnem będę musiał zacząć myśleć o nowych butach (mimo, że w obecnych biegam od 1 stycznia). Co jeszcze? Cieszę się z tego, że realizuję plan treningowy w 95%. Odpuszczę czasem krótki, środowy pierwszy zakres, ale nie wpływa to w żaden sposób na moją formę fizyczną, a przynosi nierzadko dobre rezultaty, jak idzie o formę psychiczną.
A psychika zaczyna odgrywać co raz większą rolę i co raz mocniej daje o sobie znać. Myśli dotyczące połówki w Poznaniu, gdzie mam zamiar wbiec na metę szybciej, niż 1:39:59 – co będzie dla mnie wyraźnym sygnałem dobrej dyspozycji – czy tego Cholernego-Maratonu-W-Dębnie-Który-Mógłby-Już-Się-Odbyć-Bo-Chcę-Wiedzieć-Na-Czym-Stoję, gdzie ciągle nie wiem czy atakować 3:30 czy 3:35, są coraz intensywniejsze, coraz mocniej zajmują mój umysł i coraz częściej wizualizuję sobie wszystko, co związane z tymi biegami. Jest biegowy nerw, lubię to…

Podobne wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *