Podsumowanie. Lipiec 2012. / IV Maraton Karkonoski. Prolog.

Autor: • 3 sierpnia 2012 • Blog, InneKomentarzy (0)1554

Kolejny miesiąc tyrania dobiegł (dosłownie i w przenośni) końca. Planowałem zakończyć lipiec z kilometrażem do 280 kilometrów. Okazało się, że końcowy wynik, to niespełna 310 kilometrów nabieganych. Gdyby nie Maraton Gór Stołowych, byłoby tych kilometrów więcej. Po MGS nieco odpocząłem i w kolejnym tygodniu nabiegałem tylko 50 kilometrów. To było mi potrzebne, bo następny tydzień, to kilometraż ponad 90 km z wielkim luzem i swobodą. Brakowało mi luzu i swobody w ostatnim czasie. Czułem się bardzo ociężały i wydawało mi się, że wszystko co robię, robię bardzo topornie. Miałem wrażenie, że to jakaś pozostałość po przerwie po Biegu Rzeźnika. Niby kolano nie dokuczało, niby zdrowie w 100% w porządku, a jednak coś było nie tak. Zmiana tego przyszła wtedy, kiedy ponownie zacząłem raz, dwa razy w tygodniu odwiedzać siłownię i wzmacniać człowieka, a także kiedy dodałem do swojej diety bardzo duże ilości warzyw i owoców. Odżyłem, wróciła radość z biegania i głód wychodzenia na treningi i wykonywania zaplanowanej pracy. Do Biegu 7 Dolin pozostał tylko nieco ponad miesiąc. Mam nadzieję, że ten głód będzie mnie trzymał do samego końca.
A od kilku dni jestem w Szklarskiej Porębie. Razem z kolegą, Sewerynem, a od wczoraj też z Moją Niebiegającą Kobietą, gościmy w Chacie Biegacza, przygotowując się do Maratonu Karkonoskiego, który już jutro. 
Wybiegaliśmy kilkadziesiąt kilometrów w okolicach Szklarskiej Poręby i Jakuszyc (polecam naleśniki w Chatce Górzystów na Hali Izerskiej). Nawdychaliśmy się wysokogórskiego powietrza. Nacieszyliśmy oczy pięknymi widokami i odliczamy godziny do jutra do 8.30, kiedy to wyruszymy na start Maratonu Karkonoskiego. Startujemy przy dolnej stacji wyciągu „Puchatek”. Przez 6,5 kilometra biegniemy niemalże cały czas pod górkę – przez schronisko pod Łabskim Szczytem aż do stacji przekaźnikowej na Śnieżnych Kotłach. 
Następnie obieramy kierunek na Śnieżkę, a po osiągnięciu szczytu najwyższej góry Karkonoszy, wracamy z powrotem, odliczając kilometry do mety na Szrenicy. Póki co pogoda nas nie rozpieszcza – jak do wczorajszego wieczora mogliśmy cieszyć się słońcem i wysokimi temperaturami, tak teraz nad nami przesuwają się ciemne, gęste chmury z których co rusz pada deszcz, a temu wszystkiemu towarzyszą burze.
Wszyscy mamy nadzieję, że jutro sytuacja się nieco zmieni, że przestanie padać i że będzie można rozegrać cały bieg bez najmniejszych problemów. Nie chcielibyśmy powtórki sprzed kilku lat, kiedy to ze względu na pogodę bieg został skrócony tylko do schroniska „Odrodzenie”. Jesteśmy jednak dobrej myśli. 
Prognozy pogody są w miarę łaskawe i liczymy, że wszystko odbędzie się bez komplikacji i wszyscy dotrą do mety, mając w nogach 44 kilometry świetnego biegu. 
Podsumowując powyższe: plan na sierpień, to mniej niż 300 kilometrów w tym (przy pomyślnych wiatrach) start w Izerskiej Wyrypie, co potraktuję jako ostatnie długie wybieganie przed ultramaratonem. Do tego wszystkiego siła, siła i jeszcze raz siła! A do tego jeszcze pilnowanie tego, co pochłaniam. Plan minimum, to nie przytyć. Każdy kilogram człowieka niesiony na dystansie stu kilometrów, może być kilogramem decydującym o być lub nie być na mecie tego biegu, więc chciałbym tych kilogramów dźwigać w Krynicy jak najmniej. A Maraton Karkonoski? Przeżyć, przetrwać, pobawić się, pokonać biegiem góry, które uwielbiam.

Podobne wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *