Plecak trailowy Quechua 10l Team. Test.

Autor: • 15 sierpnia 2012 • Blog, Sprzęt18 komentarzy6906

Zanim przejdę do konkretów, dotyczących plecaka wspomnianego w tytule, chcę zachęcić tych, którzy mnie lubią do polubienia mnie jeszcze bardziej. Na facebooku. Don’t stop me now! doczekał się własnego fanpejdża, który polubić wręcz trzeba! Za jego pośrednictwem będziecie mogli być jeszcze bardziej na bieżąco, jak idzie o Marcinowe bieganie i inne z tym związane historie! Na przykład, jeśli zasięg GSM pozwoli, w sobotę planuję relację live z Izerskiej Wielkiej Wyrypy – zapraszam od wczesnego poranka. Gdzie znaleźć fanpejdża? Wystarczy kliknąć TUTAJ, lub wyszukać Don’t stop me now! w fejsbukowej wyszukiwarce. Zapraszam!
A teraz konkrety. Czyli plecak. Plecak, którego posiadaczem jestem od maja. Kupiłem go z myślą o starcie w Rudawskiej Wyrypie. Posiadałem wcześniej plecak stricte biegowy, ale wiedziałem, że do BnO czy zbliżającego się wówczas Rzeźnika będzie niewystarczający. Jako że jestem biegaczem oszczędnym i rozsądnie gospodarującym gotówką, a przy okazji ufam sprawdzonym markom, pojawiłem się w jednym ze sklepów Decathlon i zakupiłem plecak Trail 10l Team firmy Quechua. Jego cena na tamten czas, to niespełna 130 złotych. Kryteria wyboru plecaka były następujące: ergonomia, wygoda, cena, wygląd.

Ergonomia. Pojemność plecaka to 10 litrów + 2-litrowy bukłak na wodę. Sprzęt posiada dwie małe, zapinane na suwak kieszonki na pasie biodrowym – świetne do schowania telefonu, pieniędzy czy małego aparatu fotograficznego (takie właśnie zastosowanie dla nich znalazłem podczas RW i Biegu Rzeźnika). Kolejne kieszonki znajdziemy z tyłu plecaka. Dwie mniejsze (one posiadają także troki do przymocowania kijków) i dwie większe, w które możemy włożyć dodatkowe bidony z piciem.

Są również dwie kieszenie główne. Jedna bezpośrednio na grzbiecie – zapinana pionowo suwakiem. Druga natomiast warstwę niżej (nią też uzyskujemy dostęp do bukłaka). Obie pojemne i rozciągliwe. Mieściły mi się do nich: kurtka przeciwdeszczowa, kilka kanapek, kabanosy, batony, puszka coli, latarka czołówka i inne przedziwne rzeczy (wszystko to przy 3/4 napełnienia bukłaka) i jeszcze było miejsce. Brakuje mi nieco gumek na grzbiecie plecaka, pod którymi możnaby umieścić np. wiatrówkę, czy też nieco „ściągnąć” rzeczy, znajdujące się w środku.

Nie jest to jednak wielka wada, bo raz, że sporo wchodzi do środka i miejsce na wspomnianą wiatrówkę znajdzie się wszędzie (nawet w jednej z zewnętrznych kieszonek), a dwa, to nie zauważyłem, żeby cokolwiek fruwało mi po plecaku, a przecież na Rzeźniku miałem i batony i chusteczki i folię NRC i scyzoryk…

Co istotne dla mnie plecak ma dwa wyjścia na rurkę do picia. Jedno centralnie u góry – rurką przeciągamy naramiennie w okolice dynksa, który trzyma nam ustnik, a drugie umieszczone z boku – rurkę wtedy mamy prawie pod pachą i montujemy ją w dynksie od dołu. To drugie rozwiązanie jest dla mnie niesamowicie wygodne.

Wygoda. Nie miałem okazji przetestować plecaka w warunkach treningowych. Pierwszym startem z nim była Rudawska Wyrypa. Prawdą życiową jest to, że nie startuje się z niczym i w niczym, co jest nowe i nieużywane. Na szczęście start z plecakiem nie odbił się niekorzystnie na zdrowiu, czy wyniku. Zapakowałem co trzeba, przymocowałem numer i pobiegłem. Ciekawe było dla mnie to, że nie miałem uczucia skupiania się na tym, że mam plecak. Nie myślałem o tym, że on tam jest (tymbardziej, że jest on bardzo lekki – jedynie 320 gram masy własnej).

Zaraz na początku biegu ustawiłem wszystkie paski tak, żeby było mi jak najwygodniej, zapiąłem pas biodrowy (który – tu niewielki minus – powinien nazywać się pępkowy, bo usadawia się dość wysoko na brzuchu) i tyle było mojej ingerencji w plecak. Ani wtedy, na Rudawskiej Wyrypie, ani na Rzeźniku nie doświadczyłem wrzynania się jakiejkolwiek części plecaka w człowieka. Nie znalazłem też na sobie najmniejszego obtarcia, mimo że plecak miał kontakt ze mną przez odpowiednio 9 i 12 godzin. Materiał z którego wykonana jest część plecaka przylegająca do pleców, spełnia swoją rolę doskonale.

Pocę się znacznie, jednak nie zaobserwowałem żadnych problemów z odprowadzaniem wilgoci. Istotne jest też to, że wentylacja jest na tyle skuteczna, że materiał nie śmierdzi i nie wymaga przewożenia plecaka po zawodach w szczelnie zamkniętym pojemniku z siedemnastoma kostkami kostkami zapachowymi w środku i licznikiem promieniowania obok, tak dla pewności. Co ważne, plecak – obojętnie czy pusty czy pełny – nie ma tendencji do gibania się na plecach i przesuwania na boki przy każdym kroku. Obejmuje korpus bardzo solidnie. Kiedy zginałem się do przodu, żeby napić się wody ze strumienia, plecak posłusznie zgiął się razem ze mną, nie próbując zsunąć się nawet o centymetr.

Wygląd i cena. Jak widać na załączonych obrazkach. Nie jest to szczyt designu, ale też nie ma się czego wstydzić. Dominuje czerń, a do tego dorzucony jest zielony akcent. Na plecach wygląda dyskretnie i może nawet nieco niepozornie (w porównaniu do plecaków o większym litrażu i innych producentów), jednak stosunek cena/wygląd/jakość plecaka Quechua Trial 10l Team, dostępnego za zawrotną kwotę 129 złotych, jest więcej niż satysfakcjonujący.

Podsumowując, jeśli ktoś – podobnie jak ja – lubi wydawać pieniądze na tyle, na ile duże są jego potrzeby i nie potrzebuje Wielkich Logo Znanych Marek na sprzęcie, którego używa, a poszukuje plecaka do biegania w terenie, w który mógłby zapakować coś do przebrania, jakieś jedzenie, kota aparat fotograficzny i inne mniej lub bardziej niezbędne rzeczy, to polecam powyższy sprzęt. Quechua Trial 10l Team będzie dobrym wyborem!

Podobne wpisy

18 Odpowiedzi na Plecak trailowy Quechua 10l Team. Test.

  1. Hankaskakanka napisał(a):

    Mam plecaczek z bukłakiem Asicsa, kupiony wiosną za niecałe 150 zł. Niestety nie miałam okazji go przetestować (kupiłam go na treningi pod Maraton Karkonoski i na sam maraton), ale mąż jest z niego bardzo zadowolony i korzysta podczas długich wybiegań 😉 Gdyby przyszło nam się bić o to, kto biega z plecaczkiem, będę mieć w pamięci Twoją recenzję Quechui.

  2. Kuba (Formatownia) napisał(a):

    Ja rozumiem kota w worku, ale w plecaku? 🙂

    Ciekawa recenzja. Póki co taki plecak nie jest mi potrzebny, ale kto wie, co przyniesie przyszłość?

  3. Krasus napisał(a):

    Mam ten sam model, też uważam go za idealne połączenie ceny/jakości. Mój był używany już ok 4-5 razy i dorobił się uszkodzenia, ale o tym może zbiorę się żeby kiedyś napisać na blogu;)

  4. pawelbiega napisał(a):

    Ja mam inną Quechuę ale bardzo podobną i też 10l. Mam ją już ponad rok. Co najmniej co drugą niedzielę plecak robi ze mną ponad 20km, był nawet na Rzeźniku i złego słowa o nim powiedzieć nie mogę. Szału nie robi ale jakościowo i cenowo jest świetny 🙂 W każdym razie polecam plecaki Quechua.

    A oto ino mój plecak: pawelbiega.wordpress.com/2011/07/04/quechua-diosaz-10-raid/

    • Max napisał(a):

      Co prawda moje bieganie jest czysto amatorskie, ale biegam po lasach i też kupiłem Diosaz ale 17..Jak dla mnie świetny zakup za więcej niż rozsądne pieniądze 🙂

  5. Gurmetka napisał(a):

    fejsa nie uznaję, ale jakby tak było, na pewno bym Cię polubiła 😉 plecaczek fajny, faktycznie cena niziutka, to można zakupic… póki co mam jakiś gratisowy plecaczek z pakietu startowego i też się od biedy sprawdza… choc jakością niestety nie powala… tak czy owak, na moje bieganie wystarczy 🙂

  6. Anonymous napisał(a):

    mam chyba prawie taki sam, ale z bukłakiem 1 l., więc chyba mniejszy model – poza za małą pojemnością, co się nie sprawdziło na Rzeźniku, widzę same pozytywy…

    michu77

  7. MaciekZ napisał(a):

    Witam,

    Jak wygląda wodoodporność tego plecaka? czy skutecznie chroni zawartość przed deszczem?

    Może po nieco dłuższym użytkowaniu, masz jakieś dodatkowe uwagi co do jego zalet i wad?

    Pozdrawiam serdecznie! 🙂

    • marcinkargol napisał(a):

      Przed deszczem chroni lepiej, niż średnio. Zazwyczaj na BnO co ważniejsze rzeczy i tak pakuję w strunówki, więc nie przeszkadza mi to.
      Owa ‚średniość’ chronienia objawiła mi się tym, że wysypały mi się któregoś razu herbatniki i na koniec imprezy były nieco wilgotne. Ale podkreślam: wilgotne, a nie rozmemłane.
      Kilka godzin Biegu Siedmiu Dolin również było deszczowe i zawartość plecaka była w zasadzie sucha. Tylko miejscami były lekkie zawilgocenia.
      Nie przeprowadzałem żadnego ‚testu wody’, ale wiem po paru praniach, ze plecak bardzo szybko oddaje wilgoć i raz dwa schnie.
      Więcej grzechów nie pamiętam 🙂

      • MaciekZ napisał(a):

        Dzięki za odpowiedź. Kupiłem sobie ten plecak ale mam z nim niestety pewien błahy ale mocno dokuczliwy problem…

        Otóż jestem stosunkowo szczupły, więc kiedy zaciągam pas biodrowy z prawej strony zostaje spora końcówka paska z rzepem która mocno przeszkadza w poruszaniu rękami przy biegu :/ Czy spotkałeś się może z czymś podobnym? Może znasz na to jakiś patent?

        Zastanawiające jest że w reklamie tego plecaka (http://www.youtube.com/watch?v=tbDrSnWnVYE) występują raczej chudziaki a jakoś tej odstającej końcówki nie widzę… Jakiej długości jest pasek biodrowy w Twoim plecaku?

        Mam jeszcze drugie pytanko – Napisałeś, że wyregulowałeś paski, a ja za bardzo możliwości regulacji paska piersiowego nie widzę. Jest tam taki mały rzepik więc po zaciągnięciu robi się dziwna odstająca pętelka, a jeśli odczepię rzep, to strasznie ta tasiemka lata.

  8. MaciekZ napisał(a):

    Witam ponownie 🙂 Okazało się że pasek jest faktycznie trochę za długi (ma 39cm) ale nie jest to aż takim problemem jak sądziłem. Zwłaszcza teraz kiedy biegam w kilku warstwach.

    Mam jednak inne pytanie – zauważyłem, że w moim plecaku przednia i główna kieszeń nie są są w pełni rozdzielone, tzn. materiał oddzielający je nie jest przyszyty przy dnie. Nie jest to specjalnym problemem, jedynie czasem drobne rzeczy przelatują pomiędzy kieszeniami. Zastanawiam się jednak czy to taka konstrukcja czy wada mojego egzemplarza… Jak jest u Ciebie?

    Pozdrawiam serdecznie,
    Maciek

    • marcinkargol napisał(a):

      Zdecydowanie masz jakąś wadę. U mnie każda z trzech kieszeni (przednia, główna i na bukłak) jest przyszyta do dna plecaka i są oddzielone od siebie.

  9. Marcin napisał(a):

    Dzięki za tą recenzję 🙂
    Przekonałeś mnie do tego plecaka.

    Teraz pozostaje tylko namierzyć gdzieś w Decathlonie.

  10. […] mi znana sieciówka ze sprzętem sportowym oraz dwie recenzje znalezione na sieci. Recenzja Marcina jednego i Marcina drugiego (kolejność przypadkowa). I tak w moje ręce trafił niedrogi, ponieważ […]

  11. […] mi znana sieciówka ze sprzętem sportowym oraz dwie recenzje znalezione na sieci. Recenzja Marcina jednego i Marcina drugiego (kolejność przypadkowa). I tak w moje ręce trafił niedrogi, ponieważ […]

  12. […] biodrowy (mój kolega imiennik słusznie określił go per „pępkowy”), który mimo zdawałoby się lichej konstrukcji […]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *