Opaski kompresyjne Compressport R2. Test.

Autor: • 26 lipca 2014 • Blog, Sprzęt2 komentarze3821

Opaski kompresyjne, odkąd pojawiły się na polskim rynku, budzą skrajne emocje. Jedni są nimi zachwyceni i wychwalają je pod niebiosa, jeszcze inni podchodzą do tematu kompresji bardzo sceptycznie (w wersji delikatnej) lub też (mniej delikatnie) po prostu twierdzą, że zwyczajnie ona nie działa. Przez długi czas utrzymywałem się pomiędzy tymi dwiema grupami. Byłem rozdarty, niczym wschodnia Ukraina. Czytałem i wysłuchiwałem opinii dotyczących kompresji i rozbudzałem w sobie ogromną ciekawość. Ciekawość ta jednak nie była na tyle wielka, aby zdecydował się na samodzielny zakup odzieży kompresyjnej. Albo inaczej: nie wierzyłem aż tak mocno w skuteczność kompresji, żeby wydać stokilkadziesiąt złotych na coś, co później mogłoby leżeć w szafie i zarastać kurzem. Ku mojej wielkiej radości, kilka miesięcy temu Compressport Polska postanowił obdarować mnie parą opasek kompresyjnych Compressport R2 oraz parą skarpetek Compressport ProRacing Socks Trail V2.

Krótko i na temat – działa czy nie działa

Nie będę się rozpisywał na temat tego czym jest kompresja, jaki ma wpływ na mięśnie, na krążenie i wszystkie inne bardzo ważne rzeczy. Nie będę się na ten temat rozpisywał, bo w internetach zostało napisane już chyba wszystko. Nie zostało jednak napisane to, jak i czy kompresja działa na Kargola. A działa!

Pierwsze założenie opasek Compressport R2, to bardzo ciekawe doświadczenie. Pomimo dobrze dobranego rozmiaru, nie było lekko. Ale kiedy już się to udało, to samo chodzenie w nich było cholernie fajne. Łydki zamieniły się z galaretowatego czegoś w zbite, twarde i pełne mocy kawałki mięsa. Biegałem w nich długie wybiegania. Biegałem w nich w zawodach na dystansie 5 i jak 21 kilometrów. Zakładam je na każdy start na 50 kilometrów w orienteerskim Pucharze Polski. Biegałem, biegam i biegać będę. Kurczę, jestem nimi ciągle i niezmiennie zachwycony!

Po pierwsze: Race. Podczas zawodów czy treningów czuję, że łydki są trzymane w kupie. Ich sprężystość i dynamika ciągle jest na najwyższym poziomie. Ponadto nie zauważam zjawiska, z którym kiedyś zmagalem się bardzo często – nogi poniżej kolan nie zamieniają się w kamienie. Wszelka niewygoda i wszelkie bolesności pojawiają się powyżej kolan. O łydkach podczas biegu absolutnie nie myślę. Mało tego – coraz częściej zastanawiam się nad tym skąd wziąć pieniądze, żeby kupić sobie kompresyjne spodenki. Jeśli miałyby działać tak, jak opaski, to byłbym  stanie przeżyć miliony złotych na nie wydane.

 

fot. Rafał Nowakowski

fot. Rafał Nowakowski

 

Po drugie: Recovery. Regeneracja w Compressach również jest możliwa. A nawet nie tyle co możliwa, a wręcz wskazana. W moim przypadku kompresja poza treningiem sprawdza się bardzo dobrze. Zauważam to przede wszystkim w dwóch przypadkach. Po pierwsze po pięćdziesiątkach na orientację, kiedy to dwa dni po takich zawodach jestem gotowy na wznowienie cyklu treningowego na pełnej intensywności. A po drugie wtedy, kiedy spędzam w pozycji siedzącej 7, 8 godzin dziennie, a po pracy wychodzę na trening – nie czuję wówczas „zastania” łydek i bez większych problemów mogę wskoczyć od razu na odpowiednie obroty.

A co ze skarpetkami?

Tu leży Pikuś pogrzebany. Nie przemówiły do mnie. Owszem, są wygodne. Owszem, dobrze się w nich biega. Wszystko ładnie pięknie, ale… Pomimo całego ich wybajerzenia (system 3D.DOTS, ergonomia, stabilizacja, minimalizacja wibracji…), nie stały się dla mnie nieodzownym elementem stroju biegowego. Skarpetkowa technika nie zadziałała na mnie tak, jakby chciał tego producent. Byc może potrzebuję więcej czasu na przekonanie się do nich. A być może się do nich po prostu nie przekonam i będą one dla mnie zwykłymi skarpetkami. Tego nie wiem. Skuteczność Compressport ProRacing Socks V2 dla mnie pozostaje zagadką.

Werdykt

Opaski kompresyjne Compressport R2 – brać, kupować i korzystać! Z kompresosceptyka w niedługi czas zmieniłem się w kompresozwolennika. Spełniają swoją funkcję, działają tak, jakbym tego od nich oczekiwał i stały się jednym z najczęściej wykorzystywanych przeze mnie ciuchów biegowych. Jeśli miałbym takie doświadczenie i taką wiedzę na ich temat, jakie posiadam obecnie, to ani przez moment nie żałowałbym wydanych ~160 złotych. Podpisuję się pod tymi opaskami obiema rękami.

Podobne wpisy

Jedna odpowiedź na Opaski kompresyjne Compressport R2. Test.

  1. drproctor napisał(a):

    Rownież należałem do tych osób, które były nie do końca przekonane, chętnie by spróbowały, ale cena działała zaporowo. Na szczęście dostałem w prezencie 😀 nie stałem się przez to kompresofanatykiem ale chwałę sobie 🙂
    Też masz tak, że na pierwszych kilometrach biegu łydka jest jakaś taka nieswoja (jakby się jeszcze przyzwyczajała do ucisku) ale potem się normuje i podaje jak głupia?

  2. gajowczyk napisał(a):

    Ach, żeby tak każdy dostał na testy to byłoby wspaniale – cena faktycznie jest spora ale jak się wydaje 500 na zegarek to i można 200 na skarpetki 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *