Nie samym bieganiem człowiek żyje #2

Autor: • 31 sierpnia 2012 • Blog, Inne9 komentarzy3950

W zeszłym tygodniu było muzycznie, dlatego też dziś będzie książkowo. Tak, książkowo! Mimo, że czytelnictwo w naszym kraju delikatnie mówiąc leży i kwiczy, to wierzę, że biegowa brać, a co za tym idzie ci, który tego bloga odwiedzają, przeczytali w życiu więcej niż pół książki i nie boją się sięgać po kolejne. Nie mam zamiaru jednak przeprowadzać dogłębnych analiz lektur, które ostatnio pochłonąłem, czy też zagłębiać się w biografię największych twórców. Nie, nie, nic z tych rzeczy. W trzech akapitach chcę krótko opowiedzieć o tym, co mi najczęściej wpada w ręce i czym najczęściej cieszę oczy (i nie mam tu na myśli Mojej Niebiegającej Kobiety).
Akapit pierwszy. Jedyna książka, którą przeczytałem jednym tchem, zarywając przy tym pół nocy. S@motność w Sieci J.L. Wiśniewskiego. Fabuła z jednej strony nieskomplikowana, ale z drugiej pełna pobocznych wątków, które wymagają skupienia podczas lektury. On, Jakub, samotny genetyk mieszkający w Niemczech, ona (jej imienia nie znamy) samotna Polka, szukająca kogoś, komu może opowiedzieć o swoich problemach. 
Wpadają na siebie w Internecie. Od sympatii do miłości. Romantyzm sprowadzony do poziomu komórkowego i czysto chemicznego, co pozwala spojrzeć na miłość z nieco odmiennej perspektywy. Trochę patosu, ale też trochę dreszczy na plecach przy okazji retrospekcyjnych spojrzeń w życie głównych bohaterów. J.L. Wiśniewski napisał – bodajże na swojej stronie internetowej – że dla jednych książka stała się kultowa, a dla innych kultowym stało się jej krytykowanie. Ja zaliczam się do tej pierwszej grupy.

Akapit drugi. Książka, którą poznałem całkiem niedawno. Zrób mi jakąś krzywdę Jakuba Żulczyka. 25-letni Dawid ma plan na życie. Wszystko wydaje się już ustalone. Wydaje się. Na drodze Dawida pojawia się piętnastoletnia dziewczyna, maniaczka gier komputerowych w której on się zakochuje i… postanawia ją porwać! W Zrób mi jakąś krzywdę spotkamy detektywów-paranoików, anarchistów, świadków Jehowy i polskich aktorów porno. W książce jest dużo językowych wynalazków, dużo wulgaryzmów i dużo rzeczy, które zrozumie tylko nasze pokolenie (Pegasus, Resident Evil itp.).    
Przysięgam, że nigdy w życiu, ale to nigdy, aż do końca pierdolonego świata, przez wszystkie starości i młodości, przez wszystkie śmierci i narodziny, przez wszystkie gówno warte inicjacje i zakończenia, przysięgam na Veddera, Jezusa, Kapitana Planetę, Ojca, na wszystkie momenty, w których zrywał – budził mnie – zastanawiał, ten delikatny szept Czegoś Więcej, oddech Przeżycia, smak Przyszłego Wspomnienia, nieważne, czy było to podczas słuchania kaset, oglądania seriali, imprezowych agonii, obejmowania, ruchania, patrzenia, myślenia – przysięgam, że nigdy w życiu jej nie opuszczę.

Akapit trzeci. Nie wierzę w życie pozaradiowe Marka Niedźwieckiego. Jako że robię w życiu zawodowym to samo, co Pan Marek, nie mógłbym nie mieć tej książki w swojej kolekcji. Marek Niedźwiecki, legenda polskiej radiofonii mógłby napisać pewnie z piętnaście książek. Napisał jedną w której możemy poznać całą jego drogę: od dzieciństwa w Szadku, przez młodzieńcze lata w Zduńskiej Woli i Łodzi, aż do studia przy Myśliwieckiej 3/5/7 w Warszawie.
Książka Niedźwieckiego jest dla mnie książką bardzo smutną. Nie jest elektryzująca. Nie jest porywająca. Jest smutna. Z jej kartek uderza z wielką siłą miłość do muzyki i szacunek zarówno do twórców, jak i do słuchaczy, ale z drugiej strony równie silne jest uderzenie samotności w której Niedźwiecki się zagłębił. Samotność z wyboru. Czy łatwiejsza, czy trudniejsza? Nie wiem. W S@motności w Sieci pada mądre zdanie Samotnym jest się wtedy, kiedy ma się na to czas
Myślę, że pan Marek robił i robi wszystko, żeby czasu na samotność mieć jak najmniej…
Wpis książkowy jest również z innego powodu. Powodu, który przybliżę za jakiś czas. Zanim to się jednak stanie, kieruję pytanie do Was – co bardziej spostrzegawczy zobaczyli je także na fanpage’u: czy używacie audiobooków? Słuchacie książek w trakcie treningu, lub też zupełnie niezależnie od biegania? Jakie jest Wasze zdanie na ten temat? Chciałbym również wiedzieć, jakie książki uważacie za najlepsze do słuchania i jakich chcielibyście posłuchać. Te pytania nie mają na celu zaspokojenia tylko i wyłącznie mojej wiedzy – z tego będą dla Was korzyści!:)

Podobne wpisy

9 Odpowiedzi na Nie samym bieganiem człowiek żyje #2

  1. Sylwia napisał(a):

    Oj tak.. Samotność to książka numer jeden u mnie. A słuchałeś audiobooka ??

  2. Sylwia napisał(a):

    a jeśli chodzi o słuchanie książek, to jakoś nie przekonuje mnie opcja biegania i słuchania… bardziej autobus/metro/chodzenie itp. do biegania zdecydowanie coś „żywszego” co nie wymaga, aż tak dużego skupienia.

    • Marcin Kargol napisał(a):

      Nie słuchałem audiobooka SwS niestety. Tam Dereszowska czyta z tego co pamiętam, prawda?

      No, dobrze, nikt nie każe biegać i słuchać jednocześnie:)
      A kiedy chodzisz, to czego słuchasz? Jakieś specjalne preferencje?

    • Sylwia napisał(a):

      No właśnie nie Dereszowska ! Stenka i Globisz – czyli jak dla mnie pierwsza klasa.
      Choć rzeczywiście przyznaje rację wpisom poniżej – na spokojne biegi jednak audiobooki na tak. Dzis np. była SwS 🙂
      Nie mam jakiś preferencji specjalnie, ale chyba nigdy to nie była książka, której wcześniej nie czytałam w formie papierowej. Audiobooki, czy e-booki są tylko dla mnie jakimś uzupełnieniem, nigdy podstawowym nośnikiem treści.

  3. A napisał(a):

    Serce rośnie, że Naród czyta 🙂

  4. Emilia napisał(a):

    Kilka audiobooków kiedyś przesłuchałam, ale to było dawno. Na pewno „Świat według Garpa” Irvinga. Jakoś wolę czytanie. Ale czasem kupuję „Politykę” w wersji audio i biorę na długie wybiegania. Fajne, ale po 3 artykułach trudno mi się skoncentrować na słuchaniu tekstu i przełączam się na muzykę.

  5. Bo napisał(a):

    A ja wciąż się przymierzam do słuchania audiobooków podczas biegania, ale wciąż nie wychodzi 😉 (długie wybiegania zawsze robię z kimś). Ale jak już to nastąpi, to na pewno zapodam jakiś skandynawski kryminał. Jo so!

  6. Krasus napisał(a):

    Ja słuchałem Wołoszańskiego. Na wolne wybiegania czy inne spokojne treningi audiobooki są super. Ale przy akcentach po pierwsze wkurzają mnie słuchawki, a po drugie człowiek nie może się skupić.

  7. eReM napisał(a):

    podpinam się w wypowiedź Krasusa – przy szybszych akcentach słuchawki w uszach wręcz przeszkadzają.
    Osobiście zakładam słuchawki na spokojne bieganie. Nie mam przy tym jakichś preferencji, w tym roku była to cała seria Millenium Stiega Larssona jak i kilka pozycji Marcina Ciszewskiego z serii http://www.1939.com.pl. W tej chwili słucham Gry o Tron – choć to trochę nie moja bajka jeśli chodzi o tematykę. Zdarzało mi się też uczyć się angielskiego biegając. Generalnie nie widzę nic złego w słuchaniu książek podczas biegania
    RM

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *