NBR Trail Games. Relacja.

Autor: • 30 października 2013 • Blog, Inne, Mapa i Kompas4 komentarze1972

W ostatnim czasie bardzo rzadko zdarzało mi się pobiegać dla zabawy. Startowałem rzadko, a każdy start był walką o wynik. Z biegiem czasu (i z ilością porażek, które nawiedziły mnie w połowie roku) motywacja do czegokolwiek malała, a treningi przestawały być rozwojowe. Trenowałem po to, żeby móc rozpocząć roztrenowanie w wyznaczonym przeze mnie okresie. Udało się, ale zanim mogłem powiedzieć „enough”, mogłem też poczuć niczym nieskrępowaną radość z biegania. A to wszystko dzięki Grześkowi i jego sklepowi Natural Born Runners.

IMG_3182

NBR Trail Games? Że co?

NBR Trail Games, to impreza, która została zorganizowana przez wspomnianego wyżej Grzegorza. Kameralne spotkanie nad Jeziorem Maltańskim w Poznaniu. 20 osób, osoby towarzyszące, przepyszne jedzenie wege przygotowane przez niezawodną Olę Mikołajczak i równie niezawodnego Bormana i przefantastyczny klimat. Od samego początku towarzyszyło mi uczucie, jakbym spotkał się z rodziną na jakimś rodzinnym zjeździe, a bieganie było tylko dodatkiem do tego wszystkiego.

No właśnie, bieganie. Biegać mieliśmy na trzy sposoby. Sposób pierwszy, to okrążenie dookoła Malty. Prawie płaska, szybka, asfaltowa trasa specjalnie dla tych, którzy do końca nie zaniedbali szybkich treningów. Sposób drugi, to cross po zielonych (a konkretnie to żółtych) terenach w okolicach jeziora i Nowego Zoo. Sposób trzeci, to walka z mapą, kompasem i punktami kontrolnymi, czyli BnO. Miks wszystkiego co najlepsze.

Etap pierwszy czyli nie umiem szybko biegać

Razem z Krasusem ustawiliśmy się w pierwszej linii. Chcieliśmy choć przez 3 sekundy być na podium. Poza tym Krasus był moim celem. Wiedziałem, że nie mam szans walczyć z nim łeb w łeb, ale wymyśliłem sobie, że zrobię wszystko, żeby stracić do niego jak najmniej.

Grzegorz dał sygnał do startu i ruszyliśmy przed siebie. Remik Nowak i Mariusz Plesiński szybko objęli prowadzenie, co było spodziewane i zupełnie niezaskakujące. Ja natomiast starałem się przebierać nogami tak szybko, żeby trzymać się jak najbliżej Krasusa. I przez to pierwszy kilometr wyszedł w 4:08. Łomatulu, to za szybko. Zwolniłem do ~4:30/km i tej prędkości trzymałem się do końca tego 5,5-kilometrowego etapu. Skończyłem go z czasem 26:42, tracąc do Krasusa półtorej minuty (gdyby ktoś pytał, to tak, byłem zmęczony).

Etap drugi czyli złota polska jesień

Szybkie trzy łyki napoju izotonicznego domowej roboty na punkcie odżywczym i trzeba było biec dalej. Tym razem czekał etap terenowy. Do Poznania zabrałem tylko jedne buty, więc na mokrych liściach, których było mnóstwo, ślizgałem się niemiłosiernie. 7,7 kilometra niesamowitych okoliczności przyrody, pokazało mi, co tak naprawdę kocham w bieganiu. Dywan z żółto-czerwonych liści, żółto-czerwone ściany i żółto-czerwony sufit w połączeniu z przelotnie padającym deszczem i endorfinami śmigającymi w tę i we w tę w całym człowieku sprawiały, że człowiek miał ochotę na więcej i więcej. Niestety, wszystko co dobre, szybko się kończy. Utrzymując średnie tempo 5:06/km pokonałem trailową trasę w 39:22 i mogłem rozpocząć etap BnO.

Etap trzeci czyli spotkanie trzeciego stopnia

Nie wiedziałem, gdzie jest Krasus. Wiedziałem, że nad zawodnikiem za mną mam dobre 700 metrów przewagi. To mi wystarczało, żeby spokojnie podejść do tego etapu. Wziąłem mapę i poleciałem w stronę pierwszego punktu. Dogoniłem dwójkę zawodników, namierzyłem się na punkt jako pierwszy. Jest. Lecę dalej, za mną wspomniana dwójka. Myślenie nad mapą zupełnie odmienne od tego, które uskuteczniam na biegach na 50 kilometrów. Tu nie ma czasu na zatrzymanie się, a co za tym idzie łatwiej o błąd. No i ta skala… Kolejny punkt wchodzi jednak jak w masełko – doganiam kolejnych biegaczy, którzy wybiegli z mety etapu trailowego dużo przede mną. Cisnę dalej, obieram wariant na kolejny punkt, wyprzedzam towarzystwo, zbieram PK i szybko i po cichu walę dalej.

Widzę rzeczkę. „To co, atakujemy?” pyta mnie ktoś. Po chwili zawahania odpuszczamy i lecimy dookoła. Dopiero po chwili dociera do mnie, że to Krasus. Nie bardzo wiem, jak to możliwe, ale to był faktycznie on. Kolejne punkty zbieramy w kilkuosobowym tramwaju. Nie ma czasu i miejsca na własne warianty. Wszystko idzie tak, jak iść powinno, do momentu w którym potykam się o gałąź, robię spektakularny przewrót przez ramię, gubię rytm i tracę towarzystwo z oczu.

Zostałem sam. Szybko zacząłem zbierać pozostałe punkty. Na dwa PK przed metą zacząłem się tasować z Michałem Gałuszką. Podbijaliśmy punkty jeden za drugim. Ciach, ciach. Wybiegliśmy w stronę mety. Zostało nam 200 metrów. Stwierdziłem, że zabawa zabawą, ale finisz musi być. Zredukowałem bieg i w sprinterski sposób wyprzedziłem Michała, zajmując zaszczytne 12 miejsce na mecie. Do zwycięzcy, Mariusza Plesińskiego, straciłem w sumie ~19 minut. Do trzeciego Michała Waszaka straciłem ~5 minut. Do Krasusa, który zajął 7 miejsce, straciłem 1,5 minuty. A całość, czyli ponad 17 kilometrów przeczłapałem w 1,5 godziny.

Podsumowanie

Mam nadzieję, że Grzegorz posłucha wszystkich i zorganizuje ciąg dalszy. Co by się nie działo, zrobię wszystko, żeby móc przyjechać do Poznania i pobawić się tak, jak bawiłem się w minioną sobotę. Takiego zagęszczenia śmiechu, klimatu, jedzenia, biegania, adrenaliny, emocji i rodzinnej atmosfery na metr kwadratowy, nie było tej soboty w całej Wielkopolsce. Natural Born Runners! Grzegorzu i spółko! Nie wiem skąd bierzecie pomysły i siłę do działania, ale róbcie to dalej! A wy, Szanowni Nieobecni, następnym razem stawcie się tłumnie w Poznaniu. Nie będziecie żałować!:)

Podobne wpisy

Jedna odpowiedź na NBR Trail Games. Relacja.

  1. Krasus napisał(a):

    Pięknie żeś to chłopaku napisał!:) Tylko ciiiiii, nie zachęcajmy tak ludzi do przyjazdu na kolejną edycję, bo jak się tłumy zwalą, to impreza straci klimat, a jak NBR zrobi ostre limity ilościowe to się jeszcze nie załapiemy i co?;)

  2. drproctor napisał(a):

    Najbardziej w tym wszystkim podoba mi się pomysł połączenia trzech rożnych rodzajów biegania. Jakbym się w przyszłym roku dowiedział przed, a nie po, to chętnie bym się wybrał. Przy okazji mógłbym sprawdzić oc w tym całym BNO biega 😉

  3. Chata Biegacza napisał(a):

    brzmi rzeczywiście bardzo ciekawie. trasa i zgrana ekipa.
    na początek miałem pytanie dotyczące tych ciastek biegaczy, bo myślę, ze w naszej Chacie Biegacza w Szklarskiej Porębie sprawdziły by siwe wyśmienicie, jako przekąska dla biegaczy.
    Podasz link do osoby która je piecze?

    z biegowych pozdrowieniem, Marek, Chata Biegacza w Szklarskiej Porębie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *