Misja: Paryż. Pozostało 19 tygodni.

Autor: • 7 grudnia 2012 • Asfaltowo, Blog, InneKomentarzy (1)1359

Minął listopad. Miesiąc, który był miesiącem wprowadzającym mnie w bieganie, po październikowym nie-bieganiu. Luźno było, spokojnie było. Cztery treningi w tygodniu bez wielkiego szarpania tempa. Ot, przyzwyczajenie nóg do tego, że znowu trzeba biegać. Kilometraż również niewielki. To z kolei powodowało, że czułem się dość dyskomfortowo, bo nie jestem przyzwyczajony do biegania tak małej ilości kilometrów. Przygotowując się do ultramaratonu, biegałem 80-100 kilometrów na tydzień. W listopadzie było tych kilometrów ~40. Dziwnie, dziwnie, dziwnie.

Ale Wojtek Staszewski wie co robi. Ufam w jego metody treningowe i wierzę, że nasza współpraca przyniesie konkretny efekt w Paryżu. Tym bardziej, że w grudniu kończy się pitu-pitu, a zaczyna się wstęp do sensownych treningów.  Po tym, co mam zapisane w planie wnioskuję, że ciągle budujemy bazę, bo sporo jest biegów spokojnych, ale potężna ilość treningów siły biegowej w postaci podbiegów (dłuuuugich, wielokrotnie powtarzanych podbiegów!) przeplatana interwałami i drugo- i trzecio- zakresowymi odcinkami, pokazuje mi, że od stycznia skończy się głaskanie kotka, a zacznie ciężka praca. Tym bardziej, że 8 tygodni przed Paryżem przeznaczone jest na BPS, czyli cały luty i cały marzec, to będzie maksymalnie przykręcona śruba. Mniam.

Ten wprowadzający miesiąc pozwolił mi znów dobrze się poczuć na wysokich prędkościach. Nogi zyskują luz, a łydka zaczyna podawać tak, jak powinna podawać. Tempo interwałowe w okolicach 4:15, 4:20/km pobudza moje serce do pracy na poziomie 170 bpm. Dobrze to rokuje. W kwietniu w Dębnie przy tempie 4:56/km biegłem z tętnem od 166 na pierwszym do 179 na trzydziestym drugim kilometrze. A potem umarłem z powodu żelu. Nerwemajnd. Chcę powiedzieć tyle, że bieganie na tętno jest dla mnie nowością. Mimo, ze rok temu realizowałem plan Skarżyńskiego, który też opiera się na pulsometrze, ja bardziej patrzyłem na tempo. U Wojtka czegoś takiego nie ma. Ma być tętno i już. Staszewski każe, Kargol musi. Życie.

Zmierzając ku końcowi stwierdzam, że biega mi się naprawdę sympatycznie. Mimo, że wykonując dwunasty minutowy podbieg klnę na wszystko dookoła, to wiem, że tak właśnie ma to wyglądać. 19 tygodni. To kupa czasu. 75 jednostek treningowych w tym 2 lub 3 test-starty. Jednym z takich startów będzie bieg w Poznaniu w styczniowym Grand Prix Poznania zBiegiem Natury. Pięć kilometrów. Sprawdzimy na czym stoimy teraz. A w marcu sprawdzimy na czym stoimy podczas poznańskiej Maniackiej Dziesiątki. Wynik stamtąd będzie się przekładał bezpośrednio na wynik z Paryża. Nic to, trzeba biegać.

* * *

Czytaliście „Trzy mądre małpy” Łukasza Grassa? Nie? Ja też nie. Ale słuchałem. Dzięki platformie audiobookowej audeo.pl miałem okazję wysłuchać książkę Grassa, czytaną przez Bartłomieja Topę. Opowieść dziennikarza, triathlonisty czytana przez aktora, triathlonistę. „Polska odpowiedź na O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu„.  Czy rzeczywiście tak jest? Czy nie jest to przesadzone stwierdzenie? Czy będąc biegaczem warto zainteresować się książką, która dotyka triathlonu?

Jest. Nie. Tak.

W najbliższym czasie opowiem Wam więcej o książce (i o tym, że jeździłem do pracy bardzo wolno, żeby słuchać jej jak najdłużej w samochodzie), a także o jej audiobookowej wersji. To jednak nie wszystko. Czeka mnie rozmowa z jej autorem, Łukaszem Grassem. Po wysłuchaniu książki stwierdziłem, że muszę poznać tego człowieka. No i poznam. Przebieg rozmowy na pewno Wam przedstawię. Mało tego, na tę rozmowę będziecie mieli wpływ!

Jeżeli chcielibyście zapytać o coś Łukasza Grassa, to zostawcie swoje pytanie w komentarzach do tego wpisu! 🙂

Podobne wpisy

  1. Michał Kołodziej napisał(a):

    Spytaj czy ma jakieś gry na plejke albo peceta?:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *