Misja: Paryż. Pozostał tydzień.

Autor: • 30 marca 2013 • Asfaltowo, Blog5 komentarzy1991

Czuję się strasznie zmęczony psychicznie tym, co oglądamy na co dzień za oknami. Źle się czuję, kiedy wstaję rano, podciągam roletę i widzę tam szarość, burość, śnieg i lód. Brakuje mi słońca. Brakuje mi chwil, kiedy z wielką przyjemnością przebieram się w biegowe łachy i wychodzę na ciepły dwór i biegnę, ciesząc się błękitnym niebem. Mam dość noszenia trzech warstw i długich spodni.

Mam dość robienia treningów pod dachem.  A muszę je robić na bieżni elektrycznej, bo nie ma szans, żeby poprawnie wykonać interwały na dworze. Za dużo śniegu i za duże zlodowacenie na to, żeby biegać po 3:50/km.  Z dwojga złego wolę iść na siłownię, wejść na bieżnię i niczym chomik w kołowrotku zrobić szybki trening. W ostatnim czasie nawet połowę treningów wykonuję pod dachem.

Prawie dwa tygodnie temu, dwa dni po Maniackiej Dziesiątce byłem na półtoragodzinnym, luźnym wybieganiu cheap cialis pills. Odrobinę świeciło słońce, więc pojechałem do Magicznego Lasu. Tego dnia brakowało w nim jednak magii. Było za do dużo lodu. I ogólnego zmęczenia we mnie. To był chyba pierwszy raz od listopada, kiedy czułem się tak wypruty z sił. Może to efekt Maniackiej, którą poleciałem dwa dni wcześniej. A może jakiegoś przeziębienia, które próbowało się do mnie dostać? Nie wiem. Dziś ponownie pojawiłem się w Magicznym Lesie. Znowu było słonecznie, ale bardzo błotniście, lodowo, zimowo, ślisko i generalnie bardzo nieciekawie. Dzisiejszy trening pozwolił mi jednak odkryć coś bardzo fajnego. Człapałem sobie nie za szybko, pilnując, żeby tętno oscylowało w okolicahc 145 uderzeń na minutę. Nie miałem ochoty się za bardzo rozpędzać, bo ostatnie pół godziny dwugodzinnego wybiegania, to bieg w tempie maratońskim. Okazało się jednak, że owe człapanie – pomimo wiatru prosto w ryj (niezależnie w ktorą stronę biegłem) odbywało się po 5:20min/km. Wlało to odrobinę radości w moje serce, bo kilkanaście tygodni temu musiałem myśleć o tym, żeby biec w takim tempie. Teraz biegam w dolnej części pierwszego zakresu właśnie tak i ciężko mi jest biec wolniej.

Abstrahując od otoczenia i warunków, to same treningi wychodzą tak, jak mają wychodzić. Bez problemu ogarniam 6 czy 8 parominutowych powtórzeń w tempie poniżej 4 min/km. W ich trakcie trzymam się na progu II/III zakresu, a co najważniejsze (a na co narzekałem jeszcze półtora miesiąca temu), czuję, że mam luźną łydkę i noga podaje tak, jak podawać powinna. Niektóre interwały – szczególnie te ostatnie w danej sesji treningowej – latam po 3:30/km. Fakt faktem, to tylko bieżnia elektryczna i zupełnie inne bieganie, niż na powietrzu, ale mimo to, co wypracuję teraz, to po przyjściu wiosny w tych nogach będzie.

Póki co jednak zastanawiam się co będzie w nogach w kolejną niedzielę. Zostały mi trzy jednostki treningowe. W poniedziałek 45 minut roztruchtania. W środę ostatni mocny akcent. Kilometrówki. Dziesięć sztuk w tempie z Maniackiej, czyli po 4:00/km. Oby superkompensacja zadziałała tak, jak chciałbym, aby zadziałała. W piątek natomiast, będąc już w Paryżu, zostanie mi godzina człapania z paroma przebieżkami. I to będzie tyle.

Dżizas. To będzie tyle?

Jak to „to będzie tyle”??? Krasus napisał niedawno o utracie czegoś, po wyczerpaniu planu treningowego i pokonaniu maratonu. Ja już to czuję. Już teraz brakuje mi comiesięcznego planu od Wojtka Staszewskiego. Już teraz brakuje mi reżimu treningowego narzuconego z góry. Już teraz brakuje mi progresu, który od listopada obserwowałem z tygodnia na tydzień. O tej tęsknocie na pewno napiszę osobno, bo czuję, że jest to we mnie i rwie się „na papier”.

Jest we mnie jeszcze coś. Chęć modyfikacji swoich planów na drugie półrocze. One same w sobie już się nieco zakręciły poprzez zmianę terminu Biegu Granią Tatr, ale mam ochotę zakręcić je jeszcze mocniej. To, czy je zakręcę, pokaże maraton w Paryżu. Jeśli pójdzie on tak, jak chciałbym, aby poszedł, będę starał się stworzyć taki plan, żeby pogodzić kilka górskich startów, parę 50-tek na orientację w PMNO z – uwaga – jesiennym maratonem. Jeśli zejdę poniżej 3:20 za tydzień, chciałbym jesienią zejść co najmniej do 3:15…

Ale to melodia przyszłości. Póki co, zaczynam myśleć bardzo intensywnie o Paryżu i już mnie skręca w środku. To dobrze. Im większy przedstartowy stres, tym fajniej mi się biega…

Podobne wpisy

5 Odpowiedzi na Misja: Paryż. Pozostał tydzień.

  1. Sylwia napisał(a):

    Aż boję się to napisać, ale raz kozie śmierć 😉 Ja po niedzielnym przebiegnięciu półmaratonu mam jakieś psychiczne „zawieszenie”. I cholera wie skąd to się wzięło. Osiągnęłam już postawiony sobie cel… z kolejnym wrześniowym jeszcze się nie oswoiłam i nie nakręciłam na niego.. więc i obecne treningi jakieś do dupy. Do tego masz racje – pogoda przy której chce się po prostu rzygać. Jak nie śnieg to błoto. A w tych 4 warstwach mam wrażenie, że ruszam się jak słoń. Bieżnia od 3 miesięcy i tak – bycie chomikiem już nie „cieszy” a wręcz wkurza. Więc może to i dobrze, że karnet się skończył. Teraz nie będzie już możliwości biegania pod dachem… postanowiłam pozwolić sobie na „zawieszenie” przez święta… i mocne myślenie o tym całym moim bieganiu… A od przyszłego tygodnia dupa w troki i czas działania.

  2. Bartek napisał(a):

    W pierwszym akapicie świetnie opisałeś stan, który pewnie towarzyszy już niejednemu biegaczowi.

    Pozostaje mieć nadzieję, że to zapieprzanie w śniegu, mrozie i pod wiatr tylko nas zahartuje i przełoży się na wyniki, ja wręcz jestem tego pewien – psycha mocna jak nigdy.

    Czy ciało też? Sprawdzę za tydzień w Dębnie…

  3. Ava napisał(a):

    No pogoda wystawia nas na dużą próbę w tym roku, szczególnie biorąc pod uwagę jej wyskok wielkanocny 🙂 Ale pewnie w Paryżu już pachnie wiosną a to i piękne miasto przez które będziesz lecieć jeszcze dodatkowo doda Ci energii. Powodzenia i pełnej realizacji Twoich założeń na Maratonie, trzymam kciuki!

  4. Kasia napisał(a):

    Ta zima to już bez komentarza. Ale wpis po to, aby życzyć powodzenia – jest moc, był solidny trening, jest psycha – dasz czadu:)

  5. Mariusz0259 napisał(a):

    Ładny wynik. Złamanie 3:20 bliskie 🙂 Wielkie gratulacje!!! Czekam na relację, bo ja sam ostrzę zęby na 3:20 za niecałe 3 tygodnie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *