Misja: Paryż / Misja: Łódź. Pozostało 9 tygodni.

Autor: • 9 lutego 2013 • Asfaltowo, Blog, Inne9 komentarzy2019

Czas na kolejnych kilka słów, dotyczących przygotowań tego, co czeka mnie już za mniej niż 10 tygodni. A jest o czym pisać, bo w okołomaratońskich tematach w ostatnim czasie działo i dzieje się sporo. Postaram się najważniejsze kwestie uporządkować, ułożyć w słowa i przedstawić poniżej. Kolejność całkowicie losowa.

Mój kraj, taki piękny

W chwili obecnej nastąpiła zmiana celu mojej misji. Misja: Paryż uległa przekształceniu w Misję: Łódź. Na 98% w połowie kwietnia będę atakował maratońską życiówkę nie nad Loarą, a nad Nerą, Bzurą, Łagiewniczanką i Sokołówką (ciekawe czy Łodzianie bez użycia wikipedii wiedzieliby, że mają takie cieki wodne w ich mieście). Nie będę startował mając w polu widzenia wieżę Eiffela i nie będę finiszował na Polach Elizejskich, tylko ruszę z kopyta spod hali Arena i w tejże Arenie zakończę swój rekordowy maratoński bieg.

Dlaczego tak? W telegraficznym skrócie wygląda to tak: Moja Niebiegająca Kobieta realizuje pewien Bardzo Ważny Projekt. Przedstawienie tego Projektu szerokiemu światu planowane jest na przełom marca i kwietnia. Bardzo Ważne Projekty mają to do siebie, że mogą mieć obsuwę. I właśnie przez ryzyko tej obsuwy MNK nie może wziąć wolnego w terminie maratonu w Paryżu. Samemu natomiast nie chcę lecieć. Być może – wielkie być i jeszcze większe może – stanie się tak, że Bardzo Ważny Projekt za sprawą Bardzo Szybkich Robotników i Innych Pracowników Fizycznych zostanie oddany do użytku wcześnie. Wtedy moooooooooooże się uda polecieć chociaż na maratoński weekend. Ale póki co się na to nie nastawiamy.

Tak więc Misja: Łódź! Brałem jeszcze pod uwagę Dębno, Warszawę i Kraków, jednak postawiłem na miasto Juliana Tuwima. Dlaczego? Dębno skreśliłem z powodu nieprzyjemnych zeszłorocznych wspomnień. Proste, nie ma co się rozwijać. Orlen Marathon w Warszawie skreśliłem, bo koliduje z 45. Harpaganem (imprezą BnO 21 kwietnia). Maraton w Krakowie jest 28 kwietnia, przez co również miałbym problem z Harpaganem. Łódź natomiast pasuje idealnie (no, prawie – jednak 7 kwietnia, termin maratonu w Paryżu, jest terminem najbardziej optymalnym). Z Łodzią mam miłe wspomnienia – w pierwszej edycji Dbam o Zdrowie Łódź Maraton w 2011 roku byłem pacemakerem (tam debiutowałem w tej roli). Trasa – o ile mnie pamięć nie myli – jest dość szybka i pozbawiona jakichś dramatycznych niespodzianek. No i generalnie lubię Łódź.

 

 

Panie! Ależ badanie!

Na koniec listopada, dzięki uprzejmości Polskiej Akademii Nauk i organizatorów Festiwalu Biegowego miałem możliwość poddania się badaniom wytrzymałościowym. Badanie wykonywałem na bieżni elektrycznej, będąc podpiętym do wszelakiej maści aparatury i mając na twarzy maseczkę skutecznie odcinającą mi dopływ tlenu. Do tego co dwie minuty byłem kłuty w palec i miałem pobieraną krew. A wszystko to na prędkościach osiągających w najszybszym momencie 16 kilometrów na godzinę (zaczynałem od 8 km/h i co dwie minuty zwiększali mi prędkość biegu). Dwa tygodnie temu otrzymałem wyniki tych badań. Razem z Wojtkiem Staszewskim zostaliśmy cholernie zaskoczeni.

Mój HRmax to 191 uderzeń na minutę – tyle mi wyszło na jednym z finiszów w zeszłym roku. Pierwszy zakres, wedle zaleceń Staszewskiego, biegałem do 150 uderzeń. Dawało to tempo ok. 5:30/km. Tego się trzymaliśmy przez dwa miesiące współpracy. Po otrzymaniu wyników zmieniło się sporo. Wyznaczenie moich progów mleczanowych pokazało, że pierwszy zakres kończy mi się przy 160 uderzeniach na minutę, a przez to powinienem go biegać w granicach 5:00/km. Drugi zakres mam tylko na przestrzeni 10 bpm! Powyżej 170 uderzeń na minutę wchodzę już w przemiany całkowicie beztlenowe. Najfajniejsze jest to, że 170 bpm osiągam przy biegu w tempie ~4:00/km. Jakby tego było mało, to mój maksymalny pułap tlenowy, czyli VO2max wynosi 55,1 ml/kg/min (niewtajemniczonych odsyłam do wujka google). Co to oznacza? Że wedle wszelkich tabel, prawideł i innych historii powinienem z tym wynikiem atakować trójkę w maratonie, a nie jakieś popierdółkowate 3:30. Ni cholery nic tu nie pasuje!

Krok za krokiem

Czuję progres. I widzę progres. Współpraca z Wojtkiem Staszewskim i Kancelarią Sportową zaczyna przynosić efekty. W czym to zauważam? Po przestawieniu prędkości treningowych biegi spokojne wykonuję w tempie 5:00 – 5:10/km, utrzymując przy tym tętno ~150 bpm. Szybkie treningi? Proszę bardzo, przykład z dziś: 2×15 minut z tętnem pod 170 uderzeń. Musiałem zejść poniżej 4:00/km, żeby spełnić to założenie. Siła biegowa i podbiegi? Na dwustu metrach mocnego napierania w górę nie wychodzę z pierwszego zakresu. Dobrze jest, naprawdę dobrze. Tym bardziej, że zeszłoroczne Dębno i bieg po 4:55/km, rozpocząłem od tętna 160 bpm, a później było już tylko wyżej.

Do maratonu pozostało 9 tygodni i dwa test-starty. Za tydzień 15 kilometrów po leśnych duktach w Trzemesznie podczas Biegu Trzech Jezior. Chciałbym tam zrobić życiówkę. Plan treningowy od Wojtka zakłada mocny i szybki bieg. Przed sezonem zakładałem, że na 15 kilometrów chciałbym połamać 1:05. Wiem, że jeśli nie będzie śniegu po łydki lub błota po kostki, to da się nabiegać tyle z wielkim spokojem. A w pierwszej połowie marca wizyta w Poznaniu i Maniacka Dziesiątka. Nowa, szybka trasa i wielkie marzenie zejścia poniżej 40 minut. Mówiąc szczerze, to nie czuję się w chwili obecnej na to gotowy. Wiem, że brakuje mi jeszcze wytrzymałości tempowej. Pozostał jednak ponad miesiąc do tego startu, a plan treningowy Staszewskiego przewiduje kupę szybkiego biegania, więc może, może…

* * *

Dawno nie raczyłem Was muzycznymi ciekawostkami. Postaram się odrobinę to nadrobić i przedstawiam Wam zespół w którym pierwsze skrzypce (cholernie ładne skrzypce) gra Polka. A w zasadzie śpiewa Polka. I to jak śpiewa!

Podobne wpisy

9 Odpowiedzi na Misja: Paryż / Misja: Łódź. Pozostało 9 tygodni.

  1. Emilia napisał(a):

    Potwierdzam Twoje podejrzenia, jako łodzianka nie ma pojęcia ani jak te, jak to ładnie określiłeś, „cieki” się nazywają, ani gdzie są. Obawiam się również, że nie znam nikogo w Łodzi, kto by je wymienił bez zaglądania do Wikipedii.

    Może Paryż to to nie jest, ale maraton w Łodzi jest bardzo fajny, też go lubię. Powodzenia!

    • marcinkargol napisał(a):

      Jesteś Łodzianką?:)
      A myślałem, że Ty rodowita Warszawianka:)

      Fakt, Łódź Paryżem nie będzie, ale życiówka będzie życiówką – to się liczy 🙂

  2. Hankaskakanka napisał(a):

    Ja też ostatnio robiłam badania wytrzymałościowe, ale czekam jeszcze na wyniki. Bieganie z maską to po prostu masakra. Nie doszłam do 16 km/h, bo marzyłam już tylko, żeby zdjąć z twarzy ten plastik z rurką i wreszcie normalnie odetchnąć. Brrrr… Ciekawa jestem, co u mnie wyjdzie, skoro u Ciebie takie rewelacje.

  3. Maria napisał(a):

    Gratuluję czasów, są wyśmienite 🙂 do zobaczenia na trasie Maniackiej!

  4. Dominik napisał(a):

    ciekawa muzyka! 🙂
    a ja mam ciekawą stronę: http://www.heartbreakhill.org/age_graded.htm

  5. Bartek napisał(a):

    Hej Marcin, świetna strona, trafiłem tu przez drużynę Wykopu.

    Nasunęła mi się pewna myśli, może jednak np w przyszłym roku „odczarować” Dębno? takie trochę innego typu wyzwanie…

    Widziałem, że przebywasz w okolicach Głogowa tak więc zapraszam do Nowej Soli na jubileuszowy Półmaraton Solan 25 maja:)

    • marcinkargol napisał(a):

      W zeszłym roku strzeliłem życiówkę w półmaratonie na tydzień przed Rzeźnikiem, więc może i w tym roku się o to pokuszę?:)

  6. TOMEK MAJEWSKI napisał(a):

    No to się w Łodzi spotkamy. Ale gdzie mi do Twoich rezultatów, Młodzieńcze?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *