Misja: Łudzi się ludź na Łódź. Wpis drugi.

Autor: • 6 stycznia 2014 • Asfaltowo, Blog, Inne10 komentarzy2413

Tak właśnie nazywa się moja nowa misja. Misja: Łudzi się ludź na Łódź. Fakt faktem, że misja specjalnie nowa nie jest, bo trwa ona już dwa miesiące, ale do tej pory była bezimienna.

A teraz jest imienna. I jej imię podoba mi się bardzo. No, bo faktycznie tak jest. Łudzi się ludź, że w Łodzi uda się ludziowi nabiegać coś sensownego. W chwili w której piszę te słowa, do maratonu w Łodzi zostało jeszcze 96 dni. 3 miesiące. 12 tygodnie. Zajebiście dużo czasu na to, żeby wypracować coś, co pozwoli mi poprawić swoją ubiegłoroczną życiówkę.

Czy mam podstawy, żeby sądzić, że to się uda? Na chwilę obecną myślę, że tak. Realizacja planu odbywa się w sposób bardzo sumienny, a przede wszystkim skuteczny. To, co mam zapisane na papierze, jest przekładane na pracę nóg. I nie ma, że boli. A czasem zaboli. Jak na przykład zeszłotygodniowe półtoraminutowe podbiegi poprzedzane dwudziestoma wspięciami na palce i taką samą ilością żabek. Po 30 sekundach podbiegu człowiek ma dość. Ale trzeba walić na szczyt, bo to wszystko w końcu zaprocentuje. Ważne i istotne jest to, że treningi pokrywają się dzień w dzień z tymi z zeszłego roku. Mogę więc w sposób doskonały porównywać swoją formę z tego i obecnego sezonu. A porównania wypadają niezwykle obiecująco.

Dowodem na to jest to, co wydarzyło się trzy dni temu. W sobotę pojechałem do Poznania na imprezę z cyklu zBiegiemNatury. 5 kilometrów dookoła jeziora Rusałka. Nie nastawiałem się absolutnie na żaden wynik. Jedyne czego chciałem, to nabiegać rezultat lepszy, niż 365 dni temu (bo dokładnie rok temu również wystartowałem w tych zawodach). A miałem do pobicia niesamowite 20:50. W zeszłym roku zwalniałem z kilometra na kilometr i spuchłem strasznie. A w tym?

No, szanowni państwo, ależ to poszło! Pierwszy kilometr w 4:00. Mocno od początku, ale nic to. Biegnę. Drugi kilometr w 4:04 pomimo długiego podbiegu. Rześko jest. Trzeci kilometr też w 4:04 i też pomimo podbiegu. Ciągle rześko. Dziwne, ale biegnę. Czwarty kilometr w 4:01. Ludzie, ludziska, ależ mi jest dobrze. Czy połamię 20 minut? Walczę. Liczę we łbie, kiedy przyspieszyć, żeby nie spuchnąć. Ciągle trzymam tempo około 4:00/km. W końcu przyspieszam i co się okazuje? Mam siły na to. I to więcej, niż przypuszczałem. Gonię, gonię, ale nie dogonię. Przyspieszyłem o 50 metrów za późno. Co nie zmienia faktu, że ostatni kilometr przebiegłem w około 3:50 i dobiegłem na metę z wynikiem 20:03!

Co dalej? Robię swoje, nakurwiam. Bardzo mocno. W tym miesiącu startów już nie będzie. Dopiero na początku lutego wybieram się na Śnieżne Konwalie zrobić sobie wycieczkę biegową z mapą i kompasem. Tylko jeszcze nie wiem na jakim dystansie. Rozum podpowiada 25 kilometrów (bo jak przycisnę, to mogę powalczyć w czubie), a serce podpowiada 50 kilometrów (bo Puchar Polski). A do tego czasu orka z myślą o Łodzi. Bo ludź się łudzi.

Podobne wpisy

10 Odpowiedzi na Misja: Łudzi się ludź na Łódź. Wpis drugi.

  1. Marcin napisał(a):

    Widać jest moc! 🙂 bardzo dobrze, cieżko trenuj i dawaj z siebie wszystko a w Łodzi bedzie dobrze ! 🙂

    Czy trenujesz wg planu na Paryż z zeszłego roku?

    • marcinkargol napisał(a):

      Tak, ten sam plan, jednak odpowiednio podkręcony. Czyli jest szybciej (ale w zgodzie z pulsometrem), a co za tym idzie kilometraż o parę % się zwiększył.

      • Marcin napisał(a):

        Na to możesz spać spokojnie 🙂 Sukces gwarantowany. Ja zrobiłem podobnie z Wojtkowym planem na jesień i po roku czasu poprawiłem wynik w maratonie o prawie 20 minut. Jeśli u Ciebie juz teraz jest dobrze, to moze był tylko jeszcze lepiej 🙂

        • marcinkargol napisał(a):

          A z jakiego wyniku na jaki się poprawiłeś?

          • Marcin napisał(a):

            Do Ciebie to jeszcze mi daleko. Poprawiłem się na 3:48. Drugi raz plan zrealizowałem jeszcze bardziej sumennie plus dodałem coś tam od siebie. Efekt na mecie był 🙂

  2. Krasus napisał(a):

    No pięknie, jest moc, jest ogień! Z tymi Śnieżnymi, to wszystko zależy od tego, jak Twój organizm reaguje na 50-tki. Ja teraz tak mam, że w tygodniu przed 50-tką jestem w stanie zrobić dwa treningi jakościowe (akcenty), a po potrzebuję tylko 2 dni odpoczynku, by zrobić kolejny. Nijak nie zaburza mi to więc przygotowań:) W 50-tce też możesz powalczyć o czołówkę. Patrząc na listę zapisanych to jest kilku mocarzy, ale Twoje miejsce jest tuż-tuż za nimi.

    • marcinkargol napisał(a):

      Nie ma reguły, panie Krasus.
      Po Harpaganie nie czułem ani grama zmęczenia. Po Mazurskich Tropach zdychałem przez kilka dni…
      W sumie wiele będzie zależeć od tego, czy i ile spadnie śniegu. Bo jeśli nie będzie potrzeby napierania w śniegu po pas, to może się skuszę na 50tkę…

  3. Maria napisał(a):

    Gdybym nie była śpiochem i wstała w sobotę rano to biegłabym z Wami w sobotę, ech…
    Miło widzieć, że tak pozytywnie u Ciebie 🙂 Trzymaj tak dalej a Łódź będzie Twoja!!! 🙂

  4. drproctor napisał(a):

    Mówisz Łódź, myślę Maratońska. Myślę Maratońska, mówię… A co Ci będę mówił, przecież już tam biegłeś. W każdym bądź razie łudź sie łudź, a w kwietniu zrób Maratońskiej jesień średniowiecza 😉

    • marcinkargol napisał(a):

      Taaaaa, ulica Maratońska… ale teraz to i tak odcinek po niej jest krótszy, niż w 2011 roku, kiedy ja tam biegłem 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *