Misja: Łudzi się ludź na Łódź. Wpis czwarty.

Autor: • 22 lutego 2014 • Asfaltowo, Blog, Inne6 komentarzy2079

Łojezu i matkoboskoblogowo! Spostrzegłem właśnie jak dawno mnie tu nie było. Od ponad miesiąca tu nie zaglądałem. Powód tego jest bardzo prozaiczny – czasu mi brakło. Życie pracowo-domowe pochłonęło mnie na tyle, że w dziale „szkice” mam co najmniej kilka niedokończonych wpisów. A opublikowanego żadnego. Do teraz.

Biegam.
Misja się powoli realizuje. Z jednej strony napisałbym, że moje subiektywne odczucia wskazują na to, że forma jest lepsza niż rok temu o tej samej porze. Z drugiej strony napisałbym, że mocne treningi podczas których muszę wlecieć na poziom tętna powyżej 170 uderzeń, wykonuję z cholernie szybkim tempie. A czasem bywa tak, że nogi mi odmawiają posłuszeństwa, a tętno jeszcze nie takie, jak być powinno (ale to jest zrozumiałe, bo jeszcze nie zacząłem BPS-u w pełnej jego postaci). Z trzeciej strony natomiast jestem daleki od jakiegokolwiek porównywania, spekulowania i pisania, że jest lepiej lub gorzej. Poza styczniowym startem w GP Poznania i lutowym wybieganiem w trakcie Śnieżnych Konwalii (będzie relacja, będzie… słowo!), nie miałem okazji sprawdzić się w warunkach startowych. Tak więc tak średnio wiem na czym stoję…

Wiem natomiast na czym chciałbym stać. I wydaje mi się, że jestem tego bardzo bliski.
W każdym razie robię, co tylko mogę.

Do maratonu zostało już bardzo niewiele. Mniej, niż dwa miesiące. Rok temu w tym samym czasie nie wierzyłem w to, że jestem w stanie nabiegać 3:20. W tym momencie również średnio wierzę w to, że jestem w stanie dziabnąć 42 kilometry w średnim tempie ~4:30/km… Zastanawiam się tylko nad jednym: nie odczuwam wagi tej misji. Obojętnie, czy chodziło o Dębno, o ultra w Krynicy czy o Paryż, zawsze miałem gdzieś na plecach ciężar (przyjemny, ale ciężar) gatunkowy tego, co było do zrobienia. A teraz czuję wielku luz. Nie chcę użyć stwierdzenia, że mam wyjebane. Bo nie mam. Nie jest też tak, że mi nie zależy. Bo mi zależy. Życiówka w maratonie wiosną, to coś, co tygryski lubią najbardziej. Wydaje mi się, że może być tak dlatego, że nie mam czasu na skupianie się nad tym i strzelam, że na niedługi czas przed startem, to się zmieni. Mam przynajmniej taką nadzieję.

A kiedy jakikolwiek start? Dopiero za trzy tygodnie, co mnie zasmuca niezwykle i łzy do oczu mych napędza. Zasmuca, bo to strasznie długo czekania na ten dzień. A dzień będzie piękny, wiem to. 15 kilometrów podczas Biegu Zaślubin w Kołobrzegu i poprawa życiówki o conajmniej 3 minuty – taki mam plan. A to oznacza, że wszystko co poniżej 1:04 będę brał w ciemno. Ale o tym jeszcze przyjdzie czas podyskutować…

Jutro natomiast 3h wybieganie, czyli ponad 30 kilometrów wycieczki biegowej.
Już się nie mogę doczekać.

Podobne wpisy

6 Odpowiedzi na Misja: Łudzi się ludź na Łódź. Wpis czwarty.

  1. Krasus napisał(a):

    Taki luz to chyba fajny jest, kurde! Myślę, że na pewno Ci to pomoże.
    YES, U CAN! 🙂

  2. Mateusz napisał(a):

    Obecna praca tak cię wyluzowuje (czy to poprawna polszczyzna??) …. Siedzisz, nic nie robisz, gapisz się w okno i jeszcze Ci się krajobraz sam zmienia…. Poezja Panie..

  3. Leszek Deska napisał(a):

    Powodzenia Marcin! Grunt to żeby była radość, ciężaru nie musi być!

  4. Emilia napisał(a):

    Nie przejmuj się luzem, napinka na pewno przyjdzie w odpowiednim czasie.
    A wiesz, bardzo mi się podoba tegoroczna trasa maratonu w Łodzi. Nie ma powtarzających się kółek, spora pętla po Lesie Łagiewnickim – aż chciałoby się pobiec!

  5. akcesoria do ogrodzeń napisał(a):

    bardzo fajnie tutaj u CIebie 🙂

  6. Jakub napisał(a):

    Super mieć w sobie ducha. Bez Ducha to nie człowiek – to kicha. Gratuluję celu i energii. Robisz wielką rzecz. My też próbujemy trochę biegać i robić obok tego inne rzeczy spróbując przygotować się do Triatlonu. Zajrzyj na nasz blog i wyraź opinię. http://www.geny.pl. Najlepszego !

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *