Misja: Jakiś maraton wiosną. Wpis pierwszy.

Autor: • 17 grudnia 2013 • Asfaltowo, Blog, Inne6 komentarzy4426

Rozpoczynając tworzenie tego wpisu, stoję na 45-minutowej pauzie pod Ostrowem Wielkopolskim, cieszę się słońcem wpadającym do kabiny i myślę o tym, co od półtora miesiąca robię w związku z Misją: Jakiś maraton wiosną. Dziwnie to brzmi, prawda? „Jakiś maraton wiosną”. Mogę tę misję przyrównać do lotu na Marsa. Niby wiadomo, jak się tam dostać. Niby wiadomo po co można tam polecieć. Nie wiadomo jednak, kiedy misja stanie się ciałem i jak się skończy. Na dobrą sprawę, to nie wiadomo nawet w jakim kierunku ma się odbyć lot.

Ze mną jest podobnie. Plan jest bardzo prosty: maraton wiosenny. Droga do tego maratonu – mam nadzieję – również będzie prosta. Jest to szlak, który wydeptałem rok temu. Polegam na planie treningowym, który przygotował mnie do tegorocznego maratonu w Paryżu. Różnica jest jednak taka, że podkręcam tempa, zwiększam intensywność i celuję w lepszy wynik, niż w kwietniu.

„Powinienem przebiec maraton.”

 

Czym jest ten lepszy wynik? Kurde, nie mam pojęcia. Wiem, czym chciałbym, żeby był. Chciałbym, żeby moja maratońska życiówka nie wynosiła już 3:20:05, tylko co najmniej 3:09:59. To byłoby dla mnie coś przez wielkie EŚ. Czy to jest możliwe? Fiołkowego pojęcia nie mam. Dokładnie rok temu mówiłem, że niemożliwe jest to, żebym nabiegał 3:20, a jednak się udało. Liczę więc na to, że to, że tym razem będzie podobnie. Tym bardziej, że zestawiając ze sobą te same jednostki treningowe – z roku zeszłego i obecnego – wychodzi na to, że forma jest na znacznie wyższym poziomie, niż 365 dni temu. Niższe tętno, szybsze tempa, lepsze samopoczucie – wszystko to sprawia, że powoli i stopniowo nastawiam się na mocne pierdolnięcie wiosną.

Nie wiem tylko gdzie owe pierdolnięcie nastąpi. To jest największy dylemat z jakim się zmagam. Opcje są trzy:

  • Maraton w Dębnie. 6 kwietnia 2014. Termin niemalże taki sam, jak tegoroczny maraton w Paryżu. Dzięki takiemu terminowi mógłbym tydzień później wystartować w wiosennej edycji Harpagana. Z Dębnem mam jednak złe wspomnienia (sromotna porażka w 2012 roku). Poza tym ilość pętli i pętelek na trasie, skutecznie mnie zniechęcają.
  • Maraton w Łodzi.  13 kwietnia 2014. Byłem tam w 2011 roku i było super. Trasa się nieco pozmieniała, ale i tak jest możliwe tam całkiem szybkie bieganie (czego przykładem jest Borman i jego tegoroczna życiówka). W tym roku będzie można przebiec się m.in. Lasem Łagiewnickim, czyli największym w Europie kompleksem leśnym położonym w granicach miasta.
  • Orlen Maraton. 13 kwietnia 2014. Warszawy nie lubię, zupełnie mnie to miasto nie przekonuje. Chyba, że chodzi o bieganie – biegać tam mogę zawsze i wszędzie. Od kilku lat zającuję tam podczas maratonów i półmaratonów organizowanych przez Fundację Maraton Warszawski. Na Orlenie, czyli konkurencyjnej imprezie, zającować nie chcę, ale życiówkę bić tam mogę.

Wybór jest trudny. Muszę jeszcze bardzo dokładnie przemyśleć test-starty. Nie ukrywam, że chciałbym porobić trochę życiówek w drodze do maratonu. W zeszłym sezonie pobiłem prawie wszystkie. Na piątkę, na dychę, na piętnastaka. Jedynie w półmaratonie nie poprawiłem PB, bo nie wystartowałem w żadnym. W tym roku chciałbym. Zresztą o tym, co bym chciał, to napiszę całkiem niedługo, bo plany-po-drodze do misji-której-czasu-nie-znam są bardzo ambitne. Może nawet ambitniejsze, niż misja sama w sobie…

Tak czy siak, postanowione: konsekwetnie realizuję schemat, który powielam od samego początku mojej zabawy w bieganie. Przedzimie, zima, zazimie i przedwiośnie przeznaczam na ciężką pracę, której zwieńczeniem będzie fantastyczny start i jeszcze fantastyczniejszy finisz podczas maratonu wiosennego. A więc stay tuned i trzymać kciuki…

* * *

SZUKAM NAZWY DLA TEJ MISJI! „Jakiś maraton wiosną” jest nazwą absolutnie roboczą i zdecydowanie za mało oddającą to, jak bardzo chcę zrobić dobry wynik. Urządźcie w domach burzę mózgów i sprzedajcie mi jakąś hitową nazwę! Na autora tej najlepszej czeka wieczna chwała, uścisk dłoni prezesa i przejażdżka ciężarówką 🙂

Podobne wpisy

6 Odpowiedzi na Misja: Jakiś maraton wiosną. Wpis pierwszy.

  1. Krasus napisał(a):

    A musi być nazwa?;) Po prostu trenuj i zrób maraton tak, by wszystkim szczęki na podłogi pospadały, bo Cię na to stać!:)

  2. amator zdobywca napisał(a):

    Wiesz co to jest „polska mysl szkoleniowa”? Zobacz na youtube. Trzeba zapier*alac a nie stawiac sobie za cel moze 3:10, moze 3:00. Chcesz 3:10 wybiegaj je, chcesz 3:00 biegaj wiecej niz zwykle! A jak tak bedziesz gadal ze moze tu pobiegne, tam nie bo tam sa dziury w asfalcie to najlepiej daj sobie spokój. Gdyby etiopczycy tak grymasili to dalej by siedzieli w swoich lepiankach i pasli by kozy 😉

  3. drproctor napisał(a):

    Ja mam nazwę dla Cebie – „Pobiegnij z drproctorem w Pradze”! Możemy pojechać Twoim wieeeelkim samochodem 😉

  4. Emilia napisał(a):

    Wiem, że nazwa „jakiś maraton wiosną” jest dziwna, ale za to fajna 🙂 Jakkolwiek to nazwiesz, trzymam kciuki!

  5. Łukasz Czaja- marian napisał(a):

    ” hard job to spring 2014- one more record and one more fun”

    wersja tytułu dla szlachetnej misji na wiosnę 🙂 Myślę że to „fun” powinno być tutaj najważniejsze

    pozdrawiam- może zobaczymy się gdzieś na trasie bo też przez Polskę latam na Węgry 🙂

  6. Currently it appears like Drupal is the best blogging platform out there right now.

    (from what I’ve read) Is that what you are using on your blog?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *