Misja: Dębno. Pozostały 24 dni.

Autor: • 22 marca 2012 • Asfaltowo, Blog2 komentarze1832

Dziś mniej o treningu, a więcej dookoła misyjnych faktów i przemyśleń.
Chciałbym, żeby ten maraton był już za mną. Chciałbym być już na mecie. Chciałbym, żeby była już ta chwila, kiedy na ostatnim kilometrze dociera do mnie, że prawie pół roku pracy zostało na ostatnich 41 kilometrach i że z układu liczb na zegarku wychodzi, że to był bardzo dobrze przepracowany okres. Chciałbym mieć już medal na szyi i świadomość, że zrobiłem wszystko, co było w mojej mocy w sercu. Wczoraj, podczas stromych acz szybkich podbiegów, naszły mnie właśnie takie myśli. Myśli z jednej strony wskazujące na to, że nie mogę się już doczekać najważniejszego startu w życiu, ale z drugiej chyba też wskazujące na delikatne znużenie monotonnie powtarzanym treningiem. Nie przejmuję się tym jednak. Tak wygląda plan, głównie w ostatnich tygodniach i tego się dzielnie trzymam. Wtorek: pierwszy zakres i siła biegowa. Czwartek: drugi zakres. Sobota: pierwszy zakres z przebieżkami. Niedziela: wycieczka biegowa. I tak w koło, Macieju. Na szczęście moje ostatnie wyniki, na przykład z Kołobrzegu, wskazują na to, że pan Skarżyński doskonale wiedział jak poukładać te treningowe puzzle. Czuję, że 15 kwietnia, kiedy dodam ostatni element, ułoży się z nich fantastyczny obrazek.
Kocham Festiwal Biegowy w Krynicy. To jest ta impreza, podczas której we wrześniu będę biegł ultramaraton. Jestem jedną z trzech osób, które kilka dni temu wylosowały wycieczki do Sztokholmu na maraton. Przelot, bieg i kieszonkowe. Taka nagroda. Niesamowita nagroda. Oczywiście, mógłbym narzekać na swoje szczęście, że wolałbym do Nicei, albo Madrytu, albo gdziekolwiek indziej, bo Szwecja taka droga i wcale ciepło tam pewnie nie będzie i jeszcze coś innego. Ale narzekać nie mam zamiaru. Bieg jest 2 czerwca, a więc na tydzień przed Biegiem Rzeźnika. Troszkę to komplikuje sprawę, ale poukładam to odpowiednio. Urlop się załatwi, a i sam maraton przebiegnę na zaliczenie, czyli pewnie pod pięć godzin, z aparatem w ręce i na totalnym luzie. Jak idzie o Festiwal Biegowy, to skorzystałem również z okazji i zrobiłem to, co przegapiłem parę miesięcy temu. Zostałem Ambasadorem Festiwalu Biegowego w Krynicy. Lubię mówić dobrze o dobrych imprezach. Lubię propagować fajne i udane inicjatywy, a krynickie przedsięwzięcie na pewno taką jest. Wszelkie szczegóły związane z moim ambasadorowaniem zostaną dopięte w niedzielę w Warszawie.
Własnie, Warszawa. 7. Półmaraton Warszawski zbliża się wielkimi krokami. Będę tam i ja, ale nie jako ścigacz, lecz jako zając. Cieszę się, że organizatorzy po raz kolejny pozwolili mi zająć tę jakże fajną i nobilitującą trochę pozycję. W zeszłym roku, razem z Pawłem (który w niedzielę również będzie zającował – poprowadzi grupę na 1:30), podczas maratonu, prowadziliśmy grupę na 4:30. Świetne to było doświadczenie, świetna impreza, świetni ludzie. Kiedy ruszyły zapisy do niedzielnej połówki stwierdziłem, że z chęcią do Warszawy wrócę i na szczęście było to możliwe. Przyznaję, jestem trochę podekscytowany, bo będę prowadził – w moim odczuciu – cholernie ważną grupę. Wuchta ludzi, która będzie się trzymać moich pleców, będzie chciała złamać magiczne 2 godziny. Spora presja. Na pewno jednak zrobię wszystko, żeby każdy dobiegł do mety na błoniach Stadionu Narodowego szczęśliwy, zadowolony i nową życiówką, która będzie miała jedynkę z przodu!:)
A tak to wyglądało we wrześniu:

 

Podobne wpisy

Jedna odpowiedź na Misja: Dębno. Pozostały 24 dni.

  1. TOMEK napisał(a):

    Marcin,
    na złamanie dwóch godzin to mnóstwo wiary liczy. Trzymam za Ciebie kciuki.

    Za Twoje rozpierniczenie Dębna też trzymam. Biegłem w Dębnie półtora roku temu – rundy są rewelacyjne, ludzie kapitalni, jak będziesz miał dobry wiatr, to będzie jeszcze lepiej.

    Wiesz,czym się różni komputer od prania? Inaczej się zawiesza…

  2. Emilia napisał(a):

    W zeszłym roku biegłam półmaraton w Sztokholmie i było rewelacyjnie. Piękne miasto, a trasa do trudnych nie należała, chociaż jak będzie przy maratonie – nie wiem. W biegu wzięło udział kilkanaście tysięcy osób, co tworzyło niesamowitą atmosferę, a u nas się taka frekfencja raczej nie zdarza. No i organizacja biegu – bez zarzutu, a organizator pewnie jest ten sam. Nie ma co żałować Nicei i innych bo w Sztokholmie biega się super. Chociaż w jednym masz rację – ceny niestety są tam absolutnie kosmiczne.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *