Misja: Dębno. Pozostało 8 tygodni.

Autor: • 19 lutego 2012 • Asfaltowo, Blog4 komentarze2419

Uuuuoooooo, już tylko mniej niż dwa miesiące i znowu stanę na starcie Maratonu-Tak-Cholernie-Ważnego-Że-Aż-Strach-Się-Bać. Moja psychika powoli zaczyna wkraczać w okres, podczas którego każdy kilometr tego maratonu, przebiegnę w myślach wielokrotnie. A jeszcze większą ilość razy będę wbiegał na metę, a na zegarze nad głową będzie widnieć co najmniej 3:34:59. Przez kolejne dwa miesiące wiele razy będę rozpoczynał trzecią pętlę i to właśnie na niej stwierdzę, że mam jeszcze dużo siły i przyspieszę. I wiele razy będę mijał innych biegaczy, jak tyczki… Lubię czuć ten przedstartowy stres i podniecenie. Pamiętam z zeszłego roku, że siebie w Barcelonie widziałem już w styczniu i do marca bywałem i biegałem tam codziennie po kilka razy. Kiedy przyszło co do czego, to wyszedł najlepszy bieg w moim życiu. W kwietniu będzie dokładnie tak samo w Dębnie. Wiem to.
A treningowo w tym tygodniu bardzo poprawnie. We wtorek pierwszy zakres z siłą biegową. Dobrze mieć znajomości, dzięki temu mogłem wejść na niedostępną normalnie jedyną pełnowymiarową bieżnię. Tam sobie polatałem w kółko, a potem solidna seria wieloskoków. Nóżki potem czułem, więc to był dobry trening. Jeszcze mocniej czułem nóżki, a konkretnie dupkę po czwartkowym drugim zakresie (znów nie zrobiłem 10km pierwszego zakresu w środę, jednak wcale nie płaczę z tego powodu). Nie chciałem – tak, jak w zeszłym tygodniu – odpuścić biegu ciągłego i zamienić go na tysiączki. Podbiegłem w miejsce, gdzie mam taką kilometrową, asfaltową pętlę i tam zrobiłem trening. Cudem. Takie kałuże i takie błoto pośniegowe i tak rozjeżdżające się kopyta, to nie jest dobra rzecz. Zagryzłem jednak zęby i zrealizowałem całość od początku do końca tak, jak Skarżyński nakazał. Sobota i niedziela, to czysta przyjemność. Przynajmniej sobota, bo udało mi się polatać w krótkich badejkach, taka fajna pogoda była. W niedzielę natomiast wiatr i deszcz, ale wycieczka biegowa zaliczona. Niedługa, bo tylko 20 kilometrów, ale w całym tygodniu uzbierało się ponad 65 i stwierdzam, że jestem z tego tygodnia zadowolony.
Kolejny tydzień natomiast, będzie bardzo ciekawym tygodniem. Przede wszystkim liczę, że pogoda będzie znośna, bo od teraz do końca planu drugi zakres będzie realizowany na dystansie 14km i nie wolniej niż po 4:50/km. Jest radość, jak to mawia klasyk. Ponadto w sobotę pobiegamy intensywnie – Bieg Górski w Lesznie, czyli będzie można fajnie i zdrowo się zmęczyć, a przy okazji spotkać z dawno niewidzianymi ludźmi. A rzeczowniki typu: spotkanie, ludzie itp. wiążą się z niedzielną wycieczką biegową, bo odbędę ją jakieś 250 kilometrów od domu w niezwykle ciekawym towarzystwie. A jeśli towarzystwo to czyta, to proszę o przygotowanie co najmniej 25 kilometrów ładnej trasy. To będzie udany tydzień.
Co dziś muzycznie? Panowie, których darzę dużą sympatią i którzy niezwykle często towarzyszą mi głównie podczas jazdy samochodem. Bez odniesień, bez drugiego dna, bez piosenki jako podsumowania. Po prostu aby przypierniczyć decybelami. Tak właśnie!

Podobne wpisy

Jedna odpowiedź na Misja: Dębno. Pozostało 8 tygodni.

  1. Daniel Trzebiatowski napisał(a):

    Solidnie pracujesz, życzę powodzenia w Dębnie.
    ps. Kawałek super, słuchałem go w kółka w pociągu jadąc na maraton do Poznania. No i teraz zespół, gra w czerwonych koszulkach 🙂

    • Marcin Kargol napisał(a):

      Mam nadzieję, że ta praca wyjdzie mi na dobre i że w kwietniu będę mógł się cieszyć w poczuciu dobrze wykonanego obowiązku:)

      Polecam Ci całą płytkę, jest zajebista!
      Jestem bardzo ciekaw, co pokażą na nowym albumie… 🙂

    • Daniel Trzebiatowski napisał(a):

      ja również, jeżeli tak bardzo polecasz, może jeszcze dziś zamówię. W moim przypadku lepiej jest zamówić płytę, nie tylko ze względu na złamaną nogę ale ze względu na to że co wizytę w empiku kupuję płytę Kazika, zamiast albumu który zamierzałem kupić xD

  2. TOMEK napisał(a):

    Marcin, ja biegłem Dębno w październiku, kiedy najlepiej mi się biega najdłuższe dystanse. Dębno jest rewelacyjne, a trzecie kółko – jeśli nie musisz siku – wygląda i odczuwa się tak, jak Ty to u siebie opisujesz.

    Nadrobię zaległości i przeczytam zaległe wpisy. Pozdrówki!!!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *