Misja: Dębno. Pozostało 7 tygodni.

Autor: • 27 lutego 2012 • Asfaltowo, BlogKomentarzy (1)1639

Blisko, blisko, co raz bliżej. Pozostało tylko 7 tygodni, czyli jeszcze 450-500 kilometrów do przetrenowania i oto przyjdzie dzień, który da nam Pan i którym będziemy się weselić i radować…
Miniony tydzień to blisko 80 kilometrów na liczniku. Obficie, ale bez zmęczenia. Wtorkowa siła biegowa, jak zwykle bez większej historii. Seria wieloskoków na lekkim podbiegu, po jej zakończeniu solidny ból nóg, czyli wszystko wykonane tak, jak wykonane być powinno, oczywiście opakowane w pierwszozakresowy kilometraż. W środę dorzuciłem jeszcze dyszkę pierwszego zakresu. Na bardzo fajnym tempie udawało mi się trzymać niskie tętno, bardzo mi się podobały wskazania Garmina. Czwartek, to jak zawsze drugi zakres. I jak zawsze – takiego mam pecha – coś z pogodą musiało być nie tak. Tym razem padło na hiper-w-mordę-wind. Pętla na której robię bieg ciągły ma 1,1 km, ułożona jest niemalże w idealny kwadrat, a że wiatr wiał akurat z najgorszego możliwego kierunku, to przez połowę każdego okrążenia walczyłem z nim, z tempem i z tętnem. Na szczęście jakoś to poszło i bez zbliżania się do trzeciego zakresu udało się zrealizować 14 kilometrów po 4:50/km. Jestem przekonany, że gdyby nie wiało, to 4:45/km byłoby do zrobienia na tym treningu. Co ciekawe pierwszy raz poczułem, jak bardzo bolą minutówki i dlaczego z taką radością Skarżyński pisze o nich w swoich książkach. To naprawdę fajnie i przyjemnie boli:) Sobota, to Bieg Górski w Lesznie, czyli ile fabryka dała po górkach. A w niedzielę wycieczka biegowa. W Łodzi. Tam mnie wywiało. Po 9 miesiącach od maratonu w Łodzi (to właśnie tam straciłem dziewictwo jako pacemaker) znów miałem okazję polansować biegowo przed Manufakturą czy na Piotrkowskiej. Iza, dziękuję!:)

7 tygodni do Dębna. Dwa tygodnie do biegu w kopalni soli w Bochni. Miesiąc do Półmaratonu Warszawskiego. 5 tygodni do Półmaratonu Poznańskiego. Mam nadzieję, że bieganie w Bochni mnie nie wyeksploatuje, a korzystnie wpłynie na szybkość i wytrzymałość. Półmaraton w Warszawie – zającowanie na 2:00, czyli zwykły trening. Półmaraton w Poznaniu – wczoraj padła z moich ust obietnica, że jeżeli w Poznaniu pęknie 1:39:59, to w Dębnie lecę na 3:30… Boję się, ale chciałbym słowa dotrzymać… 🙂

***

Krótka myśl od prowadzącego na zakończenie. Oczekujcie nieoczekiwanego. Wczoraj urodziła mi się w głowie taka myśl… Kiedy przychodzi ta sekunda, w której wydaje się, że cały wszechświat wali się na łeb, nigdy nie wiadomo, czy w tej samej sekundzie nie dzieje się coś, co jakiś czas później sprawi, że ten wszechświat nagle będzie kolorowy i wypełnionymi naszymi chęciami do życia i działania, a co nie mogłoby mieć miejsca, gdybyśmy nie doświadczyli zawalenia się tego wszechświata…

I czasem to, czego się zupełnie nie spodziewamy, o czym myślimy albo wcale, albo tylko ukradkiem i przez chwilę jest tym, czego nam tak naprawdę potrzeba… The unexpected ain’t nothing to fear. The truth is always clear.

Podobne wpisy

  1. TOMEK napisał(a):

    Marcin,
    Ty to jednak mądry gość jesteś i do tego masz rewelacyjny dar pisania. Wiem, co mówię i nie zawstydzaj się.

    Widzę, że realizujemy zupełnie inne plany treningowe. Ciekawe, jak przełożą się one na nasze maratońskie wyniki. Niestety, ja w tym roku nie dam rady pobiec żadnej połówki przed całością i nie ukrywam, że będzie mi tego brakowało. Co więcej – Kraków to będą najprawdopodobniej moje pierwsze zawody w tym roku.

    Piszesz o bólu. Dziwię się, że nie boli mnie wczorajsza trzydziestka. Naprawdę się dziwię. Nie będę się pewnie dziwił w czwartek, gdy będę biegał interwały…

    I jeszcze wklejka muzyczna dla Kolegi:
    http://www.youtube.com/watch?v=sF5gfpMeuaQ&feature=related

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *