Misja: Dębno. Pozostało 7 dni.

Autor: • 8 kwietnia 2012 • Asfaltowo, Blog5 komentarzy2850

Jeszcze nie tak dawno odliczałem tygodnie do maratonu w Dębnie. Jeszcze nie tak dawno bałem się o to, jak będą wyglądać moje przygotowania i moja forma na przestrzeni kolejnych miesięcy, które dzieliły mnie od tego biegu. Nie tak dawno była połowa listopada i rozpoczynałem plan treningowy, mający w założeniu umożliwić mi złamanie 3,5 godziny w połowie kwietnia. A teraz to wszystko dobiega końca. Do maratonu w Dębnie pozostał jeden tydzień…
Dziś był ostatni z mocnych treningów, jakie wykonałem w ramach przygotowań do maratonu. Osiem tysiączków z prędkością w okolicach 4:00/km każdy. Kawał mocnej i szybkiej roboty. Przez cały trening towarzyszył mi mroźny i dość silny wiatr. Nie miałem ochoty robić tego treningu w całości. Chciałem go zakończyć po pięciu powtórzeniach, ale znalazłem w sobie kawałek motywacji do zrobienia tego, co stoi w planie. Kurde, za tydzień będę miał do pokonania 42 kilometry, każdy szybciej niż 4:59/km, a teraz nie chce mi się zrobić dodatkowo trzech, głupich kilometrów? To nie przystoi. Zrobiłem to, co powinienem był zrobić i jest mi z tym bardzo dobrze. Mimo zeszłotygodniowego wysiłku w półmaratonie w Poznaniu łydka podaje tak, jak powinna podawać. A po przyszłotygodniowym luzie, kiedy przyjdzie niedziela, będzie podawać jeszcze lepiej, wiem to. 
Ostatnie pół roku to było ostre zapierniczanie. Ostatnie pół roku, to naklepane blisko 1400 kilometrów tylko po to, żeby w dobrym stylu, czasie i zdrowiu przebiec ich 42. Już nic więcej nie mogę zrobić. Nie twierdzę, że zrealizowałem plan w 100%, to jest niemożliwe. Ale zrobiłem 97% tego, co musiałem zrobić. I na nic już nie wpłynę. Pozostaje mi przebiec maraton za tydzień i – mam nadzieję – z rękami wyciągniętymi ku górze na mecie, zakończyć okres ciężkiej pracy.
I z tego właśnie powodu, kiedy kończyłem dzisiejszy trening, poczułem lekki smutek. Tak, smutek. „Misja: Dębno” była niczym kobieta. A w zasadzie jest niczym kobieta, bo przecież jeszcze się nie rozstaliśmy. Ale się rozstaniemy na zawsze. I pomimo, że była wymagająca, pomimo że sprawiała czasem ból – i fizyczny i psychiczny, pomimo, że czasem miałem ochotę pieprznąć ją w kąt i znaleźć sobie inną, taką przy której będę mógł pić hektolitry piwa i zagryzać je czipsami, to wytrzymałem to wszystko. Im więcej znosiłem, im bardziej byłem cierpliwy, tym bardziej ona mi to wynagradzała. Ostatnie tygodnie są tego najlepszym przykładem. Kusiła mnie, pokazywała kawałek ramienia, odsłoniła pierś, ubierała się wyzywająco, zarzuciła włosami, ale nie pozwalała siebie dotknąć. W ostatnich tygodniach mogę ją poczuć – nie szukając daleko – namacalnie. Czuję, że jest. Dotykam, zachwycam się nią, a ona mi daje z siebie tyle, ile tylko jestem w stanie wziąć. Mamy za sobą bardzo szybkie numerki w Bochni, Kołobrzegu i Poznaniu. Ale do finału, do tego najważniejszego aktu, którym będę mógł się rozkoszować niewyobrażalnie długo pozostał jeszcze tydzień. I jeszcze przez tydzień muszę trzymać się w garści. Jeszcze przez tydzień muszę być cholernie skupiony. A potem będę mieć niezwykłą możliwość i niepowtarzalną okazję spełniać się bez przerwy przez 3,5 godziny. Natomiast kiedy będzie już po wszystkim, rozstaniemy się. Ona pójdzie w swoją stronę, znajdzie innego biegacza. Ja pójdę w swoją, znajdę nowe źródło spełnień, ale będziemy o sobie pamiętać. Nie zadzwonimy już do siebie, lecz będziemy mówić o sobie ciepło. W końcu byliśmy nierozłączni przez ładnych kilka miesięcy.

Podobne wpisy

5 Odpowiedzi na Misja: Dębno. Pozostało 7 dni.

  1. Anonymous napisał(a):

    Marcin, coś Ci te 3 ostatnie kilometrówki zaszkodziły 😉 .

    Podziwiam za wykonanie planu, w tym sporcie to chyba najtrudniejszy element. Gawędziliśmy wczoraj trochę o Dębnie, tam naprawdę można nieźle pobiec.

    Powodzenia !

    Krzysztof

    • Marcin Kargol napisał(a):

      Owszem, trzymanie się planu, to czasem bardzo ciężka sprawa, ale kiedy widzisz, że przynosi on efekty, to pomimo lenistwa czy chwilowej niechęci wychodzisz z domu, biegniesz i wracasz w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku:)

  2. TOMEK napisał(a):

    Marcin,
    w Dębnie pięknie się biega. Nawet jeżeli większość trasy będzie pod wiatr. Zobaczysz i potwierdzisz to, co mówię. Latem przyjedź do mnie do Unisławia, zrobimy sobie bardzo długie wybieganie, a potem sprawdzimy hydraulikę płynów o charakterze oszałamiającym umysł…

    • Marcin Kargol napisał(a):

      Jeśli będzie fragment pod wiatr, to znaczy że będzie też z wiatrem. Zresztą żaden wiatr mi nie straszny. Jedyne czego się boję, to wysoka temperatura. Bardzo chcę, żeby było po prostu zimno.

      I przyjadę na pewno. Powiem więcej – już się nie mogę doczekać tego oszołomienia. I biegania również.

  3. JoAsia napisał(a):

    Marcin, powodzenia! Warszaw(k)a trzyma kciuki za nabieganie życiówki:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *