Misja: Dębno. Pozostało 6 tygodni.

Autor: • 4 marca 2012 • Asfaltowo, Blog2 komentarze1737

Czas leci szybko. Zaczynam mieć obawy, że znacznie za szybko. Za sześć tygodni Dębno. Za 42 dni o tej porze będzie już po wszystkim. Za 42 dni o tej porze albo będę w siódmym niebie, albo będę bardzo wkurwiony albo/i bardzo zawiedziony. Za 42 dni sprawdzian pokazujący, czy 1400 kilometrów nabieganych od listopada zgodnie z założeniami planu treningowego, przyniesie zamierzony efekt…
Ten tydzień to 72 kilometry na liczniku. Przyzwoicie. Myślałem, że będę odczuwał jakieś zmęczenie po ostatnim, cięższym tygodniu, ale na szczęście poszło z górki. Ale pod wiatr. Dosłownie. Tradycyjnie czwartkowy drugi zakres musiał obfitować w atrakcje, skutecznie uniemożliwiające normalne bieganie. Co z tego, że było słonecznie, co z tego, że było ciepło, skoro 300 metrów z mojej drugozakresowej pętli, która ma 1,1 km, musiało być wzbogacone wiatrem prosto w ryj, co skutecznie podbijało tętno i wytrącało mnie z rytmu? I tak zamiast 4:45/km wychodziło między 4:50 a 4:55/km. Na te ostatnie tygodnie muszę znaleźć inne miejsce do biegania WB2… Wtorek, to trening na bieżni elektrycznej. Czasem przychodzi dzień, kiedy jest taki leń, gdzie zupełnie nie chce się biegać w mżawce i mgle. I tak właśnie miałem. Uciekłem pod dach, ustawiłem bieżnię na 1% wzniosu, włączyłem telewizję w wyświetlaczu (akurat leciała „Pierwsza miłość” – ale tam się dzieje!) i zleciało. Przyjemna odmiana. Weekendowe bieganie bez historii natomiast. Wycieczka biegowa na 25 km po lekkich pagórkach, ale z fajnym tempem i równie fajnym tętnem. Chciałbym jeszcze w przeciągu najbliższych 6 tygodni strzelić ze dwie trzydziestki, lub trzygodzinne wybiegania…
Co w najbliższym tygodniu? Lekkie przeorganizowanie planu z racji tego, że weekend, to bieg w Bochni. We wtorek bez zmian – siła biegowa. W czwartek wybieganie na poziomie ~20 km z przebieżkami, a w sobotę latamy pod ziemią. Celuję w wynik ~40km, pętla ma 2,4 kilometra, średnia prędkość przelotowa będzie pewnie w granicach 4:30/km, więc jestem pełen nadziei, że mój organizm te zawody potraktuje jako dobre przygotowanie szybkościowe, a nie jako coś megaeksploatującego.

***

A muzycznie dziś… Najpierw krótkie wprowadzenie. Z jednej strony bieganie, to dobry sposób na problemy. Można się skupić i wyłączyć umysł. Lewa noga, prawa noga, wdech, wydech, czas, tętno, równe kroki, równy rytm, droga i ja… Czasem działa to w drugą stronę (co raz jest korzystne, a raz nie bardzo). Nogi, oddech, czas, tętno, rytm – to wszystko dzieje się niezależnie od nas, nie myślimy o tym i nie skupiamy się na tym. Skupiamy się natomiast na walce z myślami, na szukaniu rozwiązań, lub na analizowaniu jak pewne rzeczy przetrwać, jeśli rozwiązania nie widać na horyzoncie. Kopiemy we łbie tunele, którymi myślimy pewne sprawy obejść, lub w których możemy się schować, żeby przeistnieć dany czas i uciec od myślenia, od tej walki. Jeśli te myśli są jak Kliczko, to jest problem – walka może trwać i trwać. Mam nadzieję, że moje myśli, myśli z którymi biłem się podczas dzisiejszej wycieczki biegowej, będą jak Najman…

Podobne wpisy

Jedna odpowiedź na Misja: Dębno. Pozostało 6 tygodni.

  1. TOMEK napisał(a):

    Tak, Marcinie, właśnie tak. Tylko co ja tu chciałem Ci napisać? Nie masz Ty obaw – takich jak piszący ten komentarz – że forma przychodzi zbyt szybko? Bo wiesz, jam wczoraj zaliczył pierwszą trzydziestkę piątkę, która nie bolała tak, jakbym się tego spodziewał. Dziś rano wyszedłem na regeneracyjne opierniczanko, ale tempo regeneracyjne osiągnąłem dopiero na ostatnim z kilometrów. Za godzinkę wychodzę na drugi dziś regeneracyjny – może teraz uda się od początku złapać czas na kilometrze wolniejszy o jakieś 60-75 sekund od tempa przewidzianego w Krakowie.

    Kurczę, nie chciałem pisac o sobie. Przepraszam. Muzyka? Dziś rozgłośnie grają raczej spokojnie. Niech tak grają, może pomoże. Z łojenia wolę Nightwish…

    • Marcin Kargol napisał(a):

      Widzisz, Tomku, ja mam myśli bardziej asekuracyjne i mniej optymistyczne. Zaczynam się po prostu bać, że braknie mi dwóch czy trzech tygodnie o szczytu formy. Mam wielka nadzieję, że w tym przypadku strach będzie miał wielkie oczy.

      A jak idzie o Twoje odczucia, to może to, że czujesz przyrost formy, to nie powód do obaw, tylko do radości? Nie wiesz gdzie leży granica, którą przyjdzie Ci osiągnąć. Być może to, co teraz czujesz, to miłe zajebistego początki?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *