Misja: Dębno. Pozostało 16 dni.

Autor: • 30 marca 2012 • Asfaltowo, Blog4 komentarze2626

Ajajajajajajjjjjjj, jeszcze dwa dni i zostaną tylko dwa tygodnie do Dębna. To już nie jest blisko. To już jest tuż tuż. To już zaraz. Powoli zaczynam badać długoterminową pogodę. Pierwsze prognozy wskazują na 10 stopni i deszcz. I to mnie cieszy. Mam cholernie dużą nadzieję, że po prostu będzie zimno. Bez deszczu, bez wiatru, ale po prostu zimno (chociaż akurat w Dębnie prawie zawsze wieje, więc tu może być problem). Bardzo nie chciałbym biec w temperaturze wyższej, niż 15 stopni. Tylko, że pisać to ja sobie mogę… Równie dobrze mogę napisać, że bardzo bym nie chciał się zmęczyć, bardzo bym nie chciał mieć bólu nóg i bardzo bym nie chciał być wolniejszy, niż 3:29:59… I to jest takie samo wróżenie z fusów.
Chociaż może niekoniecznie? Jestem dobrej myśli. Może to nie są jeszcze myśli z kategorii ‚uda mi się, choćby nie wiem co’, ale jestem bardzo bliski myślenia właśnie w ten sposób. Odczucia z treningów skutecznie naprowadzają moje podejście właśnie na ten kierunek. W ostatnim czasie treningi były nieco wymieszane ze startami, więc i odbiegały od tego właściwego planu. Niemniej to, co najważniejsze było sumiennie realizowane (wszystko zgodnie z zaleceniami i sugestiami pana Skarżyńskiego, zapisanymi w jego książce, wg której się przygotowuję). Taka siła biegowa na przykład z tygodnia na tydzień sprawia mi coraz więcej przyjemności. Bo bardzo przyjemnym jest realizowanie dwunastu stupięćdziesięciometrowych podbiegów z prędkością, która w moich kategoriach, zalicza się do ‚bardzo szybko’. Bardzo przyjemnym jest uczestnictwo w wycieczce biegowej takiej, w jakiej miałem okazję uczestniczyć wczoraj razem z Marcinem i jego kolegą. Ponad 20 kilometrów latania po lesie, niekoniecznie ubitymi duktami. Tylko my, drzewa, deszcz, mapa… 
W ramach „Misji: Dębno” za dwa dni startuję w Półmaratonie Poznańskim. Dwa lata temu właśnie tam debiutowałem. 1:48:05. Ależ wtedy byłem szczęśliwym człowiekiem. Przez te dwa lata nie poprawiłem się bardzo na dystansie 21 kilometrów. W tej chwili moja życiówka, to 1:42 z sekundami z Leszna z zeszłego roku. Zawsze brakowało mi wytrzymałości, żeby na dłuższym dystansie móc utrzymać wysoką prędkość. Teraz, jak pokazał bieg w Kołobrzegu, tego problemu nie mam. Wszystkie znaki, jakie otrzymałem od nieba i ziemi w ostatnim czasie, dają mi podstawy do tego, żeby w niedzielę ustawić się za pacmakerem na 1:40, a na 10 kilometrze zredukować bieg i polecieć do mety znacznie szybciej. Musi się udać. A gdy się uda, to jak już wielokrotnie pisałem, za 16 dni, w Dębnie, biegnę na połamanie 3,5 godziny i nic mnie nie interesuje. Najwyżej będzie bardzo boleć. Ale z drugiej strony „wiem, że mogę”…

Podobne wpisy

Jedna odpowiedź na Misja: Dębno. Pozostało 16 dni.

  1. TOMEK napisał(a):

    Czołem!

    Załuję, że nie mogę z Tobą pobiec w niedzielę. Myślę, że do 10 km na pewno bym Tobie towarzyszył, a potem to by się zobaczyło…
    I połam, Chłopie, to 3,5 w Dębnie, wtedy nie będę miał wyjścia i w Toruniu będę musiał atakować… Ale o to przecież mi chodzi…

    Żona poprosiła męża, aby na urodziny zabrał ją w jakieś drogie miejsce. I wziął ją na stację benzynową.

  2. Anonymous napisał(a):

    I tego się trzymaj… Bo nie tylko Ty wiesz, że jesteś gotowy na takie rekordy 🙂 Zresztą póki nie spróbujesz się podjąć łamania 3,5h to się nie dowiesz… A niedosyt to chyba gorsze uczucie, niż późniejszy ból… Trzymam kciuki!!

  3. Anonymous napisał(a):

    Trzymam kciuki żeby się udało.Obys miał takiego zająca jakim ty jestes tzn. żeby dobrze prowadził a potem „dał kopa w d…” i kazał gnac do mety ile sił w nogach:) !

  4. borman napisał(a):

    Maniek! 1:35:51! Poleciałeś 🙂 !

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *