Misja: Bieg Siedmiu Dolin. Prolog.

Autor: • 6 września 2012 • Blog, Ultra10 komentarzy4647

START: Buty, spodenki, koszulka, skarpetki, stuptuty, czapeczka, plecak, czołówka, garmin – warstwa na człowieku. W plecaku natomiast 1,5l izotonika, 2 pary skarpetek, mały bidon z wodą, folia NRC, chusteczki, 2 lub 3 żele, wiatrówka, tabletki przeciwbólowe, opokan na ból stawów, prowiant w postaci batonów/kabanosa/bułki, aparat fotograficzny (spodziewajcie się obfitej galerii…), plastry compeed, telefon, empetrójka, kamera GoPro (…oraz materiału wideo).

PRZEPAK 1. Rytro, 33 kilometry: coca-cola, napój energetyczny, skarpetki, koszulka na zmianę, shot magnezowy. 67 kilometrów do mety.. Nie myśleć o tym. To dopiero początek. Rozgrzewka.
PRZEPAK 2. Piwniczna Zdrój, 66 kilometrów: coca-cola, napój energetyczny. skarpetki, ręcznik, koszulka na zmianę, gacie na zmianę, spodenki na zmianę, maść na obtarcia, druga para butów. 34 kilometry do mety. Na przepaku będzie czekać wsparcie. Odżyję psychicznie. Teraz zacznie się ultramaraton. Teraz przyjdą złe duchy. Do mety wciąż daleko.
PRZEPAK 3. Mała Wierchomla, 77 kilometrów: coca-cola, napój energetyczny, shot magnezowy. koszulka na zmianę. 23 kilometry do mety. Jeśli dotrę tutaj, to dotrę do końca. Jeśli wyląduję w Małej Wierchomli, to nic mnie nie zatrzyma. Półmaraton z lekkim okładem? Choćbym miał się czołgać, to go pokonam.

* * *

Nie czas wątpić, gdy się wali,
silniejsza ma być wiara,
a przeciwności z bara rozwalać jak taran.

I stało się. Dziś w nocy wyjeżdżam do Krynicy Zdrój na Festiwal Biegowy. Dziś w nocy wyjeżdżam przebiec swój pierwszy ultramaraton (jak już pisałem, przebiegnięcia Rzeźnika nie traktuję w kategorii takiego prawdziwego ultra – 77 kilometrów, to nie jest 100 kilometrów). Przeczytałem w Internecie chyba wszystkie dostępne relacje z Biegu Siedmiu Dolin (szczególnie polecam tekst Piotra Dąbrowskiego, z którym to miałem przyjemność porozmawiać chwilę na trasie Maratonu Karkonoskiego). Obejrzałem chyba wszystkie istniejące galerie. Porozmawiałem z każdym kogo znam, a kto tam był i biegał po Beskidzie Sądeckim. W myślach byłem na każdym kilometrze. Widziałem siebie na każdym zbiegu i każdym podejściu. Linię mety pokonywałem setki razy. Tysiące razy odrzucałem od siebie kryzysy na trasie. Wymyśliłem sobie piękny scenariusz na sobotę. Ale nie wypowiem go głośno, nie zdradzę ani jednego szczegółu. Podobny plan miałem w kwietniu i skończyło się to tak, jak się skończyło. Dlatego teraz cicho sza.

Kiedy duch i serce jest silniejsze niż ciało,
to ból wśród nieszczęść uczynił Cię skałą.

 

Pomyśleć, że raptem trzy lata temu po raz pierwszy założyłem buty biegowe (tak naprawdę, to były to zwykłe buty, nawet nie przypominające sportowych i biegałem w nich jesień, zimę i pierwszy półmaraton wiosną), biegowe ciuchy (zwykła bawełniana bluza z kapturem i krótkie, wojskowe, niebieskie spodenki – biegałem w tym całą jesień, zimę…….) i wyszedłem na pierwszy trening. Wyszedłem, żeby nie zwariować w domu. Czasem rozstania z kobietami mają dobre skutki. Pokonanie pięciu kilometrów zajęło mi ponad półtorej godziny, a w trakcie chciałem popełnić seppuku. Nigdy się nie umęczyłem tak, jak wtedy. Stwierdziłem, że ni hu hu, tak być nie może. I zacząłem wychodzić regularnie. Z regularności zrodził się pomysł przebiegnięcia półmaratonu w Poznaniu wiosną 2010 roku. Z pomysłu wzięła się realizacja jakiegoś znalezionego w Internecie planu treningowego. Nie miałem sprzętu, nie miałem pojęcia o bieganiu, dystanse wyznaczałem przez google maps, albo krokomierzem kupionym za 15 złotych na allegro. Ale biegałem. Uparłem się. Jakaż była moja radość, kiedy po raz pierwszy przebiegłem 10 kilometrów bez zatrzymywania się. Jakaż była moja radość, kiedy doczekałem dnia półmaratonu bez opuszczenia ani jednego dnia treningowego. Jakaż była moja radość, kiedy przybiegłem na metę swojej pierwszej połówki z czasem poniżej 1:50. Poczułem, że jestem biegaczem. I ruszyłem na maraton. A później na kolejny. Później stwierdziłem, że jestem już takim biegaczem, że mogę pomagać innym biegaczom. I zostałem pacemakerem. Raz, drugi, trzeci. Czas leciał, a ja biegałem. Rok rocznie poprawiałem życiówki na każdym dystansie, schodząc do takiego poziomu, o jakim bym nie pomyślał, ze jest w moim zasięgu. Poznałem smak biegania po bezdrożach, poznałem smak biegania po górach. Pojawił się pomysł pokonania 100 kilometrów. Równo z pojawieniem się pomysłu, zniknęło źródło wsparcia.  Nie poddałem się jednak – po raz kolejny osobistą porażkę zamieniłem na bieganie i sposób na przeżycie. Przyszły ciężkie treningi do ultra. Pojawiła się pierwsza impreza na orientację. Pojawił się Rzeźnik. Pojawiła się w nogach, a przede wszystkim w głowie, taka moc, jakiej jeszcze nie czułem.

W każdym moim zwycięstwie jest pot i krew poświęceń,
chcę ubrudzić ręce, by wybudować szczęście.

Teraz przyszedł czas, żebym pojawił się w Krynicy. Z mocną głową, z mocną łydką i ze wsparciem, jakiego jeszcze nie miałem. Przyszedł czas, żeby pokazać sobie, że ostatnie 4 miesiące realizacji planu treningowego, że 1144 kilometry nabiegane od maja, że 2250 kilometrów nabiegane w tym roku (to tyle, ile przez cały zeszły rok), że hektolitry potu wylane na treningach i czas na nich spędzony, nie pójdą w piach, tylko przyniosą wymierny efekt. Nie mówię, że wiem, że tak będzie. Bo nie wiem. Nie mówię, że czuję, że tak będzie. Bo czuję i ekscytację i pewność siebie, ale też czuję strach i gigantyczną pokorę przed tym dystansem w górach. Mogę powiedzieć, że wierzę, że będzie dobrze. Parafrazując internetowy mem: wierzę że będę ultramaratończykię!

Wiara, siła, męstwo,
to nasze zwycięstwo,
na ziemię powaleni, wstajemy, nie giniemy.
Ta krew już raz przelana, nie wyschnie wciąż i płynie.

Podobne wpisy

10 Odpowiedzi na Misja: Bieg Siedmiu Dolin. Prolog.

  1. Bo napisał(a):

    PO-WO-DZE-NIA! Niech moc będzie z Tobą! A cytując klasyka dopowiem jeszcze tak: będzie dobrze, innego wyjścia nie ma!

  2. doogi napisał(a):

    pozostaje tylko życzyć POWODZENIA! i dobrego wyniku, kciuki mogę trzymać, ale z Twoim podejściem i samozaparciem myślę że i bez ich trzymania podołasz celom jakie sobie założyłeś, jeszcze raz powodzenia 🙂

  3. Marcin Kargol napisał(a):

    dzięki, Artur! musi być dobrze 🙂

  4. Gohs napisał(a):

    Powodzenia, na pewno wymieciesz tam na trasie 🙂 Z takim podejściem i z takim hymnem MUSI być sukces 🙂

  5. Beata napisał(a):

    Trzymam kciuki za wykonanie wszystkiego zgodnie z planem i naprawdę podziwiam za optymizm i chęć walki! Ultramaratończycy są wielcy!

  6. Ala Się Ściga napisał(a):

    Wielki podziw za determinację! Z taką siłą musi być dobrze, zatem powodzenia i udanej zabawy 🙂

  7. itsfineirantoday napisał(a):

    wow. świetnie napisane, podziwiam i… aż chce się biegać.

  8. Patrycja Wysocka napisał(a):

    w krynicy byłam we wtorek. Nie wiedziałam,że jest festival biegowy, bardzo żałuję, że mnie ominie. Chciałam po prostu być, zobaczyć, kibicować. Biegam od miesiąca, jestem dopiero na etapie szczęścia po przebiegnięciu 10ciu km. Będąc na urlopie przez tydzień zmieniłam dietę na schabowe i frytki, wspinałam się czerwonymi szlakami ale nie biegałam. Przed chwilą miałam pierwszy trening po tym tygodniu i naprawdę jestem w szoku jak ciężko mi się biegało. To tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że trzeba biegać regularnie. Powodzenia na trasie!

  9. eReM napisał(a):

    gratulacje za świetny wynik. Z niecierpliwością czekam na relację !

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *