Misja: Bieg Siedmiu Dolin. Pozostało: 19 tygodni.

Autor: • 29 kwietnia 2012 • Blog, Trening, Ultra3 komentarze1819

I chyba już wszystko jasne, prawda? Po wysłuchaniu i przeczytaniu wielu opinii, po analizie wszystkich, nawet tych najmniejszych za i przeciw, wyszło mi nie mniej i nie więcej, tylko coś takiego: pieprzyć maraton w Jelczu-Laskowicach. Pieprzyć poprawianie wyniku z Dębna w najbliższym czasie. Co się stało, to się nie odstanie, trudno. Przyjdzie jeszcze niejeden czas na walkę o sensowny wynik i sensowną życiówkę. Startem w Jelczu namieszałbym sobie bardzo w przygotowaniach do tego, do czego się zacząłem przygotowywać z początkiem kończącego się tygodnia.

A przygotowuję się docelowo do Biegu Siedmiu Dolin. Pisałem już o tym parokrotnie. Nowe wyzwanie, nowy cel. Cel wyznaczony w chwili niezależnego ode mnie życiowego niepowodzenia. Ktoś sprawił, że zacząłem się zastanawiać nad wieloma rzeczami. Ktoś w pewnym momencie zabił we mnie wiele rzeczy. Niech ten ultramaraton i przygotowania do niego będą dla mnie powrotem do żywych. Niech każdy przebiegnięty kilometr, niech każde pokonanie wzniesienie, niech każda kropla potu będą dla mnie czymś, co przybliży mnie do odzyskania tego, co zgubiłem przez powyższe.
Napisałem plan treningowy. Sam sobie napisałem plan treningowy. Zanim wcieliłem go w życie, dostało go ode mnie kilka osób, których doświadczenie w biegach górskich czy w ultramaratonach znacznie przerasta moje. Dostali, przeczytali, wypowiedzieli się. Jedna korekta, druga korekta i jest. Plan, który ma przygotować mnie do górskiego biegania i który może dać mi spore szanse na ukończenie w dobrym zdrowiu Biegu Siedmiu Dolin. Dużo krosów po lesie. Bardzo dużo siły biegowej (przynajmniej dwa akcenty w tygodniu) w postaci podbiegów, krosów, ale w bardzo pofałdowanym terenie, czy też napierania po torze motocrossowym. Jeden akcent szybkościowo-wytrzymałościowy, żeby się nie zamulić. Jeden akcent typowo aerobowy. I oczywiście wycieczka biegowa. I tak tydzień w tydzień z kilometrażem 80-100 km, chyba że po drodze wypadną jakieś zawody, których w kalendarzu nie brakuje.
Już w najbliższą sobotę czeka mnie start w biegu na orientację na dystansie 50 kilometrów. Rudawska Wyrypa. Piękne okoliczności przyrody, mapa, kompas, zacny kolega Borman, ja i parę godzin napierania w poszukiwaniu punktów kontrolnych. Mniam. Następnie maraton w Sztokholmie 1 czerwca. Szczerze mówiąc, to jest mi on zupełnie nie w smak w kontekście przygotowań, ale darowanemu koniowi się w zęby nie zagląda. Obiecałem swojemu partnerowi na Bieg Rzeźnika, że przebiegnę go (maraton, nie partnera) jak najwolniej się da. Tydzień po Sztokholmie, 8 czerwca, wspomniany Bieg Rzeźnika. Mocny test na sam początek przygotowań. Wszystko wskazywało na to, że jednak nie pobiegnę, jednak sytuacja się zmieniła i będę mógł polatać po Bieszczadach. Wiem, że podołam. Wierzę, że mój partner też podoła. 77 kilometrów. Uda się, no bo co ma się nie udać? 22 czerwca, dla zabawy, spotykamy się w Złotoryi na Biegu Szlakiem Wygasłych Wulkanów. 7 lipca to dzień, kiedy zobaczymy się na starcie Maratonu Gór Stołowych. Kolejny sprawdzian, a w zasadzie kolejna nauka biegania po górach. Bez żadnego spinania się, bez nakręcania. Wystartować, przeżyć, dobiec. Podobnie jak w sierpniu podczas Maratonu Karkonoskiego. Tej imprezy szczególnie nie mogę się doczekać. W zeszłym roku brałem udział w Biegu na Śnieżkę i dowiedziałem się wówczas, że nie tylko chodzenie po Karkonoszach ma swój urok, ale bieganie także. A poza tym cały tydzień do maratonu będzie przeznaczony na treningi właśnie tam – w Szklarskiej Porębie. To będzie czas urlopu, więc razem z moim kolejnym zacnym kolegą, Sewerynem, organizujemy sobie tygodniowy mikrocykl treningowy. Miesiąc później przyjdzie czas na start właściwy. Na walkę z Beskidem Sądeckim. Na walkę ze 100 kilometrami zbiegów, podbiegów, kamieni, błota. Na walkę z samym sobą, bo jestem przekonany, że do tej walki dojdzie. 
Nie jestem cyborgiem – wiem, że to będzie najcięższe kilkanaście godzin w moim życiu. Ale wiem, też, że po pierwsze: im cięższe będzie tych kilkanaście tygodni ten bieg poprzedzających, tym lżej będzie podczas pokonywania tych 100 kilometrów; a po drugie: gdybym był cyborgiem, to przeszedłbym obojętnie wobec wydarzeń, które sprawiły, że teraz mogę pisać to, co piszę… 
Misję „Bieg Siedmiu Dolin” uważam za rozpoczętą!
PS. Przypominam o konkursie! Przeczytaj poprzedni post szanowny, chcący mi pomóc Czytelniku!:)

Podobne wpisy

Jedna odpowiedź na Misja: Bieg Siedmiu Dolin. Pozostało: 19 tygodni.

  1. TOMEK napisał(a):

    Marcin,
    ja się wypisałem z konkursu. Nie wypisuję się za to z biegania długich dystansów. I trzymania kciuków za Twoje bieganie w górach. Niech Ci nie braknie siły ducha do spełniania swoich marzeń.

  2. Maciek napisał(a):

    Hej, oddałem na Ciebie głos. Nie podzieliłbyś się może swoim planem treningowym do B7D – http://www.maciekbiega.blogspot.com

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *