Misja: Bieg Siedmiu Dolin. Pozostało 10 tygodni. / Podsumowanie. Maj, czerwiec 2012.

Autor: • 5 lipca 2012 • Blog, Ultra4 komentarze1875

Dawno nic nie nie podsumowywałem, a że podsumowywanie to fajne zajęcie, to co nieco podsumuję. Tymbardziej, że w ostatnich dwóch miesiącach działo się niemało i owe owo wspomniane”niemało” z całą pewnością będzie miało swój wydźwięk we wrześniu, kiedy to będę zdychał na trasie wrześniowego ultramaratonu. Wierzę, że wydźwięk pozytywny.
Maj zakończyłem solidnym kilometrażem. Nabiłem 350 kilometrów. To rekordowy wynik jak dla mnie – jeszcze nigdy nie przebiegłem tyle w ciągu miesiąca. Dużo treningów, kupa zaangażowania, mało odpuszczania. Czułem, że z każdym treningiem rośnie moc. A tej mocy potrzebowałem sporo, bo czekał mnie udział w Biegu Rzeźnika. Wysiłek, jakiego jeszcze nie doświadczyłem w życiu. Dlatego też poprzedziłem go startem w Rudawskiej Wyrypie, biegu na orientację na 50 kilometrów. Mimo, że i Wyrypa i Rzeźnik to biegi ekstremalnie górskie i wymagający sporo wytrzymałości oraz siły (podobnie zresztą jak Bieg Siedmiu Dolin), wplatałem w swoje treningi także elementy szybkościowe. Wszystko to przyniosło efekt w dwóch występach. Po raz pierwszy podczas Wolsztyńskiej Dziesiątki, kiedy to nabiegałem życiówkę na dychę, a po raz drugi podczas Półmaratonu Gochów w Bytowie, kiedy to na trudnej trasie nabiegałem życiówkę na 21 km. 
A potem przyszedł czas na Rzeźnika, kiedy to okazało się, że blisko 80 kilometrów po górach, pomimo bólu, zajebistego zmęczenia i innych takich, nie jest czymś czego trzeba się bać. Przynajmniej nie wtedy, kiedy jest się dobrze przygotowanym. A wynik mój i mojego partnera (12 godzin 34 minuty) świadczy o tym, że byliśmy przygotowani bardzo dobrze. Niemniej jednak kilka dni po biegu, zacząłem odczuwać jego skutki. Prawe kolano powiedziało „Marcin, to ja, Kolano twoje. Bolę Cię. A jak bolę, to nie biegaj. Bo zabolę bardziej”. I nie biegałem, tylko jadłem jakieś prochy i dragi lekarsktwa, które miały mnie uzdrowić. I rzeczywiście uzdrawiały. Podczas rekonwalescencji wystartowałem w Biegu Szlakiem Wygasłych Wulkanów w Złotoryi, który pokazał mi, że zdrowie idzie ku dobremu. Po drodze najpierw delikatnie, a później ciut mocniej zacząłem treningi. Wróciłem do żywych. A czerwiec, z racji powyższego, to tylko nieco ponad 220 kilometrów nabiegane, z czego prawie 80 to Rzeźnik.

Co dalej? W sobotę Maraton Gór Stołowych. Prognozy pogody są bardzo różne i niekoniecznie optymistyczne, niemniej jednak chciałbym w tym dość trudnym biegu połamać 6 godzin. A potem wracamy do realizacji planu treningowego. Powoli będę zwiększał kilometraż długich wybiegań, cały czas będę sumiennie realizował akcenty związane z siłą biegową i będę wyczekiwał początku sierpnia, kiedy to razem z moim zacnym kolegą, Sewerynem, pojawimy się w Szklarskiej Porębie, gdzie zrealizujemy sobie tygodniowy mikrocykl zakończony startem w Maratonie Karkonoskim, który to będzie ostatnim przetarciem przed Biegiem Siedmiu Dolin. Plan na lipiec to 250-280 kilometrów. Sierpień, to mocna praca (mam nadzieję, że prawie trzytygodniowy urlop nie pokrzyżuje mi tych planów – będę musiał poprosił Moją Niebiegającą Kobietę po pierwsze o wyrozumiałość, a po drugie o mocne kopniaki w dupę, kiedy będę mówił, że mi się nie chce), zakończona na dwa tygodnie przed B7D. A potem luzujemy, parę razy jakiś akcent na pobudzenie i 8 września stajemy się prawdziwymi ultramaratończykami. Prawdziwymi, bo mam w głowie taki myk, który każe mi myśleć, że prawdziwe ultra zaczyna się od 100 kilometrów.
Tradycji musi stać się zadość i we wpisach „nierelacyjnych” musi pojawić się akcent muzyczny. Dziś coś dla odprężenia i rozluźnienia. Jednakże nie będzie chilloutowo, a bluesowo. Istnieje taki zespół Blues Flower. I istnieje całkiem sporo kawałków od nich. Numer, który chciałem Wam polecić niestety nieistnieje w wersji jutjubowej w wykonaniu BF, ale istnieje w wersji innej. Człowiek nieźle śpiewa, więc wrzucam i polecam wsłuchanie się w warstwę tekstową tej piosenki.

Podobne wpisy

Jedna odpowiedź na Misja: Bieg Siedmiu Dolin. Pozostało 10 tygodni. / Podsumowanie. Maj, czerwiec 2012.

  1. Artur Bednarek napisał(a):

    zazdroszczę tego biegania po górach, w szczególności maratonu Karkonoskiego za fajny medal 🙂
    ja chyba tylko podczas urlopu będę mógł sobie na górskie bieganie pozwolić.

  2. TOMEK napisał(a):

    Marcin,

    ale Ty masz, k…, dobrze. Moje kolano od 10 dni nie pozwala mi wyjść na biegackie ścieżki. Jutro idę po skierowanie do chirurga lub jakiegoś specjalisty sportowego, bo czuję, że mam problem z zejściem w swoim domu do piwnicy.

    A za Ciebie, Bracie, kciuki trzymam, aby B7D byl dla Ciebie czymś, co pozwoli Ci powtarzać, że jest radość..

  3. Maciek napisał(a):

    Hej,
    Nie rozpoznałem cię z początku. Mijaliśmy się na zmianę na MGS-ie. Jak wrażenia po Maratonie Gór Stołowych? Osobiście uważam, że impreza rewelacyjna. Szkoda tylko, że wcześniej Cię nie skojarzyłem.

    Pozdrawiam
    http://www.maciekbiega.blogspot.com

    • Marcin Kargol napisał(a):

      Hah, dopiero teraz wszedłem w Ciebie głębiej (i niech to tak brzmi, a co!:D), zobaczyłem Twoje foty i też już wiem, żeśmy się mijali i gadali na trasie 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *