Misja: Bieg Siedmiu Dolin. Pozostało 10 dni.

Autor: • 29 sierpnia 2012 • Blog, Ultra10 komentarzy3922

Niewiele pozostało do piątku, 7 września. Dziesięć dni. Tego dnia razem z Moją Niebiegającą Kobietą przyjedziemy do Krynicy. Wyjadę w nocy, żeby ze spokojem dojechać i mieć jeszcze cały dzień spokoju. 600 kilometrów za kierownicą (pomimo, że jazda mnie odpręża) na pewno zmęczy, a chcę być jak najbardziej rześki i świeży niczym sałata. Wszystko będzie tak, jak zazwyczaj. Zalogujemy się w miejscówce, gdzie będziemy spać. Znajdę biuro zawodów, odbiorę swój pakiet startowy. Nic się nie zmieni – bieg, jak bieg. Pokręcę się po miejscowości i powdycham maratońskiego powietrza. Na pewno spotkam znajome mordki. Pośmiejemy się, porozmawiamy, może wypijemy jakieś piwko pod to, co nas czeka kilkanaście godzin później… Wieczorem pojawię się na odprawie ultramaratończyków, wysłucham tego, co mają do powiedzenia organizatorzy na temat tego, co czeka nas kolejnej nocy. W międzyczasie nafaszeruję dużą ilością makaronu i zaleję korpus jeszcze większą ilością płynów. Wszystko będzie tak, jak to bywa zawsze. Wrócę do pokoju. Przygotuję wszystko, co będzie mi potrzebne na start. Plecak, dwie pary butów, ciuchy, czołówka, jedzenie. Przypnę numer do plecaka, siedem razy sprawdzę skład worków na przepaki, piętnaście razy zastanowię się czy mam wszystko. Nad Krynicę spłynie mrok. To będzie znak, że należy iść spać – w końcu o trzeciej nad ranem start. Położę się, zamknę oczy i będę sobie wizualizował to, że wbiegam w fenomenalnej formie na metę i wcale nie czuję, że mam w nogach sto kilometrów. Zasnę ze spokojem, budząc się zrelaksowany i gotowy do walki. Wszystko będzie tak, jak to bywa zawsze. Tyle, że to będzie pierwszy raz, kiedy nie będę stawał na starcie maratonu, kiedy nie będę stawał na starcie jakiejś 50-tki na orientację, czy nawet blisko 80-kilometrowego Biegu Rzeźnika. Nie. To będzie pierwszy raz, kiedy stanę na starcie biegu, którego dystans to trzy cyfry. 100. Sto. Łan handred kilometersów! Wiem, że mi się uda. Wiem, że to zrobię. Ale jeszcze nie ogarniam tej kuwety…
(a tak naprawdę, to będzie to wyglądać zapewne tak jak powyżej, jednakże zamiast spokoju, będzie stres, sraczka, brak snu, brak apetytu, skręcone wnętrzności i podwójny strach – przed całokształtem przedsięwzięcia oraz przed porażką)
Pamiętam, kiedy po raz pierwszy przebiegłem 10 kilometrów i jaką wielką radość mi to dało. Wtedy moim celem był tylko półmaraton. O maratonie nawet nie myślałem. Za chwilę natomiast będę miał szansę stać się ultramaratończykiem pełną gębą. Najciekawsze w tym wszystkim jest to, że wszystkie moje decyzje związane z bieganiem rodziły się na gruncie jakiegoś pecha lub nieszczęścia w moim życiu. Strach się bać, co będzie dalej.
Sam temat początków z pewnością jeszcze rozwinę przed wyjazdem na Festiwal. A teraz muzycznie. Muzyka na pewno będzie mi towarzyszyć na trasie. Może nie od początku, bo w pewnym momencie oduczyłem się biegać ze słuchawkami w uszach (czasem je założę na jakieś długie wybieganie), ale czuję i wiem, że w okolicach 70-80 kilometra będę potrzebował czegoś, co wyłączy w mojej głowie fragmenty odpowiedzialne za ból i zmęczenie, a włączy tryb „biegnij, nie pierdol”. Mam kilka takich numerów, które mnie znieczulają i nakręcają. Moi bliżsi znajomi tym, co znajduje się poniżej są już znudzeni. Lecz ja nie. Ta piosenka prowadziła mnie przez ostatnich 14 kilometrów mojego pierwsze maratonu. Kilometrów pokonanych z kontuzją kolana. Na pewno znajdzie się dla niej miejsce w mojej ultramaratońskiej plejliście.

Podobne wpisy

10 Odpowiedzi na Misja: Bieg Siedmiu Dolin. Pozostało 10 dni.

  1. Bo napisał(a):

    To że machniesz tę setkę w dobrym czasie to jestem pewna. Ciekawa jestem zaś innego – jak długa i szczegółowa będzie relacja? 😉

  2. Kuba (Formatownia) napisał(a):

    Nie mów hop! Taki dystans to troszkę loteria 🙂 Oczywiście wierzę, że będzie dobry wynik i tego Ci życzę. Powodzenia świrze!

  3. borman napisał(a):

    Dwie pary butów?!

    • Marcin Kargol napisał(a):

      Egzakli. Jedna na nogach, druga na ostatni przepak. Na wszelki wypadek. Skąd ten pomysł, zapytasz. A ja Ci odpowiem. Z Rzeźnika. Byłem świadkiem tego, jak mój partner zmienił obuwie na ostatnim przepaku i jaką ulgę przyniosło to jemu i jego stopom.

  4. Krasus napisał(a):

    Lipali, yeah! Kawał dobrego rocka. Też lubię motywować się tego typu muzą.

    A ostatni przepak to jak daleko od mety? Powodzenia, imienniku!! Ja na razie myślę o Rzeźniku next year. I póki co, nie ogarniam tej kuwety..;)

  5. TOMEK napisał(a):

    Marcin, nie umarłem, ale żyję i żyć będę. Stanowisko pochłania, bieganie się sp…, ale lata parzyste zawsze są u mnie słabsze, a ten rok jest najsłabszy.

    Marcin, niech stóp Twoich dobrzy Aniołowie strzegą, abyś nie uraził ich o kamień żaden. A wnętrzności Twoje niech chroni ten, który jest w takich momentach najświętszy – święty spokój (parafraza – http://www.youtube.com/watch?v=rAV8YmRBfSs)

  6. Anonymous napisał(a):

    Ja podobnie jak Ty mam ukończonych trochę maratonów i nawet tegorocznego Rzeźnika i za niecały tydzień stanę na starcie B7D. Pozdrawiam i życzę powodzenia.

    PS Druga para butów to naprawdę dobry pomysł…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *