Maratony Jesienne. Podsumowanie.

Autor: • 15 października 2012 • Asfaltowo, Blog3 komentarze2371

Pobiegaliście? Kilka miesięcy przygotowań, chwila bólu i po krzyku. Trzy największe jesienne maratony w Polsce już za nami. Najpierw Wrocław i strach przed powtórką zeszłorocznych upałów, następnie Warszawa i tysiące Bohaterów Narodowego, a na koniec Poznań i po raz pierwszy jedna pętla. Wszędzie natomiast biegacze, ich bliscy, kibice i atmosfera wielkiego biegowego święta. Wszędzie też niezadowoleni kierowcy, którzy musieli, no, po prostu MUSIELI, w niedzielę jechać na zakupy, przez co utknęli w korkach (bo oczywiście nie dało się wybrać innej drogi, a poza tym przecież maraton organizuje się z dnia na dzień i w Internecie, radiu, telewizji, na plakatach i ulotkach nie ma ani słowa o biegu). Ale kierowcy i internetowi napinacze, to temat na osobny wpis… Wracając do maratonów – który wypadł najlepiej, najciekawiej? Która trasa była najszybsza? Podsumujmy te trzy biegi.

30. Hasco-Lek Wrocław Maraton, 16.09.2012.

 

To pierwszy z trójki jesiennych maratonów. Zeszłoroczna edycja zapadła w pamięć przede wszystkim dzięki horrendalnie wysokiej temperaturze, która dała się we znaki wszystkim startującym. A było ich niespełna 3000. W tym roku frekwencja wzrosła o 40% i na starcie stanęło 3896 biegaczy. W ramach maratonu zostały rozegrane Mistrzostwa Wojska Polskiego, Mistrzostwa Polski Nauczycieli i Mistrzostwa Polski Solidarności w maratonie. 
Uczestnicy pokonywali 42-kilometrową trasę w kierunku przeciwnym, niż w roku ubiegłym. Efektem tego było to, że na wrocławskim Rynku biegacze pojawiali się w najtrudniejszym momencie biegu, mając w nogach 36 kilometrów. To na pewno podbudowywało i dawało siłę na dobiegnięcie do mety, która tradycyjnie (podobnie jak start) mieściła się na terenie Stadionu Olimpijskiego. Zwycięzcą biegu wśród mężczyzn został Kenijczyk Edwin Kirui z czasem 2:15:33. Pierwszy z Polaków, Krzysztof Bartkiewicz, dobiegł na 5 miejscu z czasem 2:27:48. Wśród kobiet triumfowała Polka, Marta Szenk, uzyskując czas 2:49:03.

34. Maraton Warszawski, 30.09.2012.

Myślę, że nie przesadzę, jeśli napiszę, że był to najbardziej wyczekiwany bieg w tym roku. Po pierwsze apetyty rozbudził rekordowy marcowy półmaraton, a po drugie magnesem mającym przyciągnąć biegaczy miał być Stadion Narodowy i meta biegu umieszczona w jego środku. Hasło Zostań Bohaterem Narodowego zadziałało. Na starcie pod Stadionem Narodowym pojawiło się 6796 biegaczy. Frekwencja, w stosunku do roku 2011, wzrosła o ponad 65%! W Warszawie rozegrano również Mistrzostwa Polski Kobiet w maratonie. Trasa biegu różniła się od zeszłorocznej. A że ja tam byłem i miód i wino piłem, to stwierdzam, że była to trasa bardzo szybka. 
Poza tym niezwykle przyjemna dla oka – z racji m.in. fragmentu w Parku Natolińskim – i dla duszy – z racji wielu odcinków, gdzie dopingowało nas naprawdę mnóstwo osób. Wisieńką na torcie była meta na Stadionie Narodowym. Jednych rozczarowała, innych zachwyciła. Niemniej jednak sądzę, że przy optymalnym wykorzystaniu potencjału, jaki tkwi w tej lokalizacji i przy wsłuchaniu się w głosy biegaczy, to w Warszawie w najbliższych latach po raz pierwszy na starcie stanie 10 tysięcy biegaczy. Z kronikarskiego obowiązku dodam, że zwycięzcą Maratonu Warszawskiego został Kenijczyk James Mutua z czasem 2:15:02. Pozostałe dwa miejsca na podium należały do reprezentującego Polskę Etiopczyka Yareda Shegumo – czas 2:15:26 oraz Mariana Błazińskiego, który uzyskał czas 2:15:34. Wśród kobiet zwyciężyła (i zdobyła tytuł Mistrzyni Polski) Agnieszka Ciołek z czasem 2:34:15.

13. Poznań Maraton, 14.10.2012.

 

Jedna pętla. To jest coś, na co czekali chyba wszyscy, jak idzie o maraton w stolicy Wielkopolski. Dotychczas biegacze zmagali się z dwiema pętlami w różnych konfiguracjach. Atutem maratonu w Poznaniu było umiejscowienie startu i mety w okolicach Jeziora Maltańskiego – okoliczności przyrody naprawdę niesamowite, mimo, że to niemalże centrum miasta. Niestety pojemność tego miejsca okazała się niewystarczająca. Serce maratonu przeniosło się do ścisłego centrum – na teren Międzynarodowych Targów Poznańskich. Dodatkowo trasę wytyczono na jednej pętli, która oplatała Poznań niemalże dookoła, dzięki czemu biegacze mogli zwiedzić największe Poznańskie osiedla. Rok temu zdołał odebrać Warszawie status największego maratonu w kraju. W tym roku nie – na starcie stanęło 5420 osób (tj. 17% więcej, niż w roku ubiegłym). Dla wielu największą atrakcją tegorocznego maratonu była wizyta Scotta Jurka, który nie tylko podpisywał swoją książkę, ale również stanął na starcie biegu. 
 W ramach maratonu rozgrywane były mistrzostwa m.in. lekarzy, studentów, architektów, kabareciarzy czy Drużyny Szpiku. Nowa trasa przez większość startujących została uznana za trudną i wymagającą (dwa solidne podbiegu w końcówce), ale na pewno jest to lepsze rozwiązanie, niż pokonywanie dwóch 21-kilometrowych okrążeń. Zwycięzcą Maratonu Poznańskiego został Kenijczyk Edwin Yator, który uzyskał czas 2:16:16. Najszybszym Polakiem był zdobywca trzeciego miejsca Adam Draczyński, który nabiegał 2:18:30. Wśród kobiet numer jeden to Białorusinka Sviatlana Kouhan z czasem 2:35:08. Najszybsza Polka zajęła drugie miejsce, a była to Arleta Meloch z czasem 2:41:12.

Maraton Poznański zaistniał w mediach i w świadomości ludzi nie tylko za sprawą samego biegu, ale także za sprawą tragedii, która wydarzyła się na jego trasie. Na 14 kilometrze biegu, pomimo blisko godzinnej reanimacji i ogromnego wysiłku ratowników, zmarł jeden z nas. Myślę, że cały nasz biegowy świat w tym momencie łączy się w bólu z rodziną i z bliskimi tego biegacza.


Podsumowanie Brak podsumowania

 

Myślę, że jakiekolwiek podsumowanie mija się z celem. Trasa trasie nierówna. Pogoda nierówna pogodzie. Opinii o biegach tyle, ilu biegaczy w nich startujących. Co dla jednego będzie plusem, dla innego będzie minusem. Dla jednego pięć kibelków co pięć kilometrów, to ideał, a dla innego za mało. I tak dalej, i tak dalej… Są dwa wspólne mianowniki tych biegów: dystans i ludzie. Dystans wszędzie ten sam: 42 kilometry i 195 metrów. A ludzie? Wielu pewnie tych samych, wielu debiutantów, wielu z nastawieniem na walkę, wielu z nastawieniem na zabawę. Wielu. Wielu!!! Jest nas wielu, co raz to więcej! I to jest najważniejsze w tym wszystkim.

Nieważne czy stajemy na starcie w Warszawie, Wrocławiu, Poznaniu, Pcimiu, Swornegaciach, czy w innym, nawet największym zadupiu. Ważne, że chcemy to robić i że przy okazji spotkań na starcie ze znajomymi twarzami, oglądamy mnóstwo twarzy nowych, podekscytowanych i przypominamy sobie siebie – w końcu my też tak kiedyś wyglądaliśmy. A te nowe twarze za jakiś czas będą mówić: kurczę, a kiedy tu byłem po raz pierwszy biegło tylko pięć/siedem/osiem tysięcy ludzi. A teraz??? Róbmy swoje, nie narzekajmy, wspierajmy organizatorów, wspierajmy siebie nawzajem, niech wszystko zmierza tam, dokąd zmierza. A zmierza w dobrym kierunku!

A jak Wasze wrażenia? Gdzie biegliście, co widzieliście, co Wam się podobało, a co nie?:)

Podobne wpisy

Jedna odpowiedź na Maratony Jesienne. Podsumowanie.

  1. Leszek Deska napisał(a):

    Ja „tylko” raz biegłem maraton na jesieni – w Wawie ale nie żałuję że tylko raz. Dla mnie maraton to święto do którego przygotowuję się przez pół roku. Wolę takie dozowanie wrażeń niż 3 maratony w jedną jesień bo wtedy by się dla mnie zdeprecjonowały. A oceniam ten maraton w Warszawie bardzo pozytywnie – trasa, kibice, organizacja no i Narodowy – było super 🙂 !

  2. Paweł Dymek napisał(a):

    Nigdzie nie biegłem, biegam dopiero od lipca, ale kibicowałem w Warszawie i atmosfera była wspaniała. W przyszłym roku chcę sam spróbować.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *