Maraton Karkonoski. Antyrelacja.

Autor: • 9 sierpnia 2013 • Blog, Góry2 komentarze1687

Nie lubię pisać o tym, co mi nie wyszło. Nie lubię analizować porażek. Nie lubię zastanawiać się, gdzie popełniłem błąd. Zdecydowanie bardziej wolę analizować udane starty. Lubię patrzeć na tracka z garmina, lubię patrzeć na czasy na poszczególnych kilometrach. Niestety w przypadku Maratonu Karkonoskiego 2013 nie mam na co patrzeć.

Tyle mógłbym napisać

To nie będzie typowa relacja. Nietypowa też nie. Nie będzie relacji w ogóle. Bo i co tu relacjonować?

Owszem, mógłbym napisać, że kiedy pojawiłem się rano w Szklarskiej Porębie, to wiedziałem, że trup będzie słał się gęsto. O godzinie 7 rano było ponad 25 stopni. Kiedy przyszło do startu, powietrze było nagrzane do stopni 30. Na niebie nie było ani jednej chmury, a wiatr był tylko marzeniem. 600 osób stojących na starcie, pociło się stojąc.

Mógłbym napisać, że pierwszy odcinek trasy w takich warunkach, to jak kopanie leżącego, posypywanie otwartych ran solą i zalewanie ich sokiem z cytryny. Chociaż nie, to byłyby pieszczoty w porównaniu z tym, co działo się na trasie. Ciągle pod górkę w pełnym słońcu. Gdyby taki istniał, to 3/4 biegaczy byłoby w niektórych momentach w co najmniej czwartym zakresie. Płuca dyszą, serce napieprza, perspiracja na najwyższym poziomie, słońce grzeje,a  to dopiero początek.

Mógłbym również napisać, że kiedy dotarłem do pić-stopu na Łabskim Szczycie, to poważnie myślałem o tym, żeby zrobić sobie spacerek na Szrenicę i zakończyć tę męczarnię. Tym bardziej, że czułem, że moja kostka da dzisiaj o sobie znać. Nie zawróciłem jednak, tylko po solidnym nawodnieniu pobiegłem dalej.

Mógłbym opowiedzieć Wam o tym, jak to podczas zbiegu gdzieś przed Przełęczą Karkonoską, źle stanąłem i kostka mi się wygła (a nawet wygięła) w sposób dość bolesny. Zdążyłem się wyasekurować, więc obyło się bez ponownego skręcenia. Posiedziałem chwilę na poboczu, rozruszałem staw skokowy i poleciałem dalej. Przy punkcie odżywczym przy Schronisku Odrodzenie skorzystałem z pomocy medycznej i poprosiłem o usztywnienie nogi bandażem elastycznym. Sądziłem, że to pomoże mi w dobiegnięciu do mety.

O, mógłbym opowiedzieć też o tym, jak to zbliżając się do Równi pod Śnieżką i mając za sobą wszystkie zbiegi w tej części biegu, doszedłem do wniosku, że dalszy bieg niesie ze sobą ryzyko ponownej kontuzji nogi. Zadzwoniłem więc do MNK, która się opalała na Szrenicy robiąc zdjęcia tym, którzy zajmowali czołowe miejsca, poprosiłem, żeby odebrała moje rzeczy z depozytu i żeby zjechała do Szklarskiej Poręby. Ja chwilę potem przysiadłem się do GOPR-owców stacjonujących na szlaku i oficjalnie zrezygnowałem z biegu, mając w nogach ledwie 19 kilometrów. Żeby nie było mi smutno, to dołączył do mnie wówczas poznany kolega Daniel, który również miał już dość. Wsadzili nas do terenówki i zwieźli do Karpacza.

Mógłbym napisać też o tym, jak to czekając na MNK, która jechała samochodem ze Szklarskiej do Karpacza, wspólnie z Danielem skorzystaliśmy z dobrodziejstw natury i wykąpaliśmy się w lodowatej górskiej rzecze. To było coś, czego mi było cholernie trzeba – się wziąć i się położyć w wodzie, która miała może z 10 stopni. Miodzio.

Mógłbym napisać o tym wszystkim.

Ale nie napiszę.

Braki, braki i jeszcze raz braki

Napiszę natomiast, że ostatnio marudzę, co co niektórzy zdążyli już zauważyć. A poza marudzeniem, to jeszcze jedna rzecz mnie męczy. Mianowicie czuję, że rozpierdala mnie lenistwo. Nie jest tak, że nic nie robię – nic z tych rzeczy. Kilometraż tygodniowy trzymam na jednym, rozsądnym poziomie. Plan układam na bieżąco zgodnie z wszelkimi zasadami. Jest siła biegowa, są akcenty szybkościowe, jest praca w tlenie. Niby wszystko gra. A nie gra.

Czegoś mi brakuje. I chyba nawet wiem czego…

Moje starty w PMnO (Pucharze Polski w Pieszych Maratonach na Orientację) nie są startami, pod które musiałbym nie wiadomo jak mocno szlifować formę. Nie są to też starty, które chwiałyby moim planem treningowym. Mimo, że każdy taki start to ~60 kilometrów i 6-12 godzin napierania, to nie czuję się po nich przeżarty i wypluty. A moja praca na treningach – takie mam wrażenie – to w tym momencie praca nad utrzymaniem jakiegoś poziomu.

Krasus, Bo! Was teraz przywołuję!
Zazdroszczę powyższym, oficjalnie się do tego przyznaję. Nie jest tak, że zazdroszczę tego, że stali się półczłowiekami z żelaza (lub człowiekami z półżelaza). Nie jest tak, że zazdroszczę tego, że piękniejsza część z tej pary co zawody, to staje na podium. Nie jest tak, że zazdroszczę tego, że brzydsza część z tej pary prezentuje taką formę, że ojezusmaria (a jeszcze parę miesięcy temu byliśmy na jednym poziomie). Wiecie czego zazdroszczę? Zaangażowania, ciężkiej pracy, a przede wszystkim tego jakże zajebistego uczucia, kiedy po wykonaniu tego Najważniejszego Z Ważnych Zadań, mogli (i jeszcze milion razy będą mogli) powiedzieć „Udało mi się!”. Wiecie o czym mówię, nie? To jest ten fantastyczny stan, kiedy w żyłach płyną tylko endorfiny z adrenaliną, a pot i łzy wylane podczas kilkumiesięcznej pracy, odchodzą w totalne zapomnienie, bo liczy się tylko tu i teraz.

 

Brakuje mi konkretnego, zajebistego, wielkiego celu, który byłby bodźcem do tego, żeby zapierdalać jeszcze mocniej. Niestety tegoroczna jesień z racji różnych uwarunkowań takiego celu nie może mi przynieść. Stąd też pozostaje mi walka po pierwsze w Pucharze Polski, a po drugie z samym sobą, żeby się nie rozleniwić jeszcze bardziej.

Aby do końca sezonu.
A później wyznaczymy sobie nowe cele.
Takie przez duże „C”.

Podobne wpisy

Jedna odpowiedź na Maraton Karkonoski. Antyrelacja.

  1. Krasus napisał(a):

    Maniek, maraton w 2:59. Już się widzę na mecie wisoną 2014. O, Ty też tam jesteś!!:)

  2. Leszek Deska napisał(a):

    Nic mądrzejszego nie mogłeś zrobić… nie ma czym się przejmować. A co do celu – sam musisz go znaleźć. Dla mnie jest to coś co już zaliczyłeś czyli 3:20 (ja próbuję w Berlinie). A potem zobaczymy – pomysły mam ale co z tego wyjdzie… zobaczymy. Można pobiegać po górach, można triathlonować, można łamać trójkę jak Krasus. Zobacz tutaj http://www.leszekbiega.pl/2012/07/cele-blizsze-i-dalsze.html tam wymieniłem jeszcze kilka kategorii 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *