List do F.

Autor: • 25 listopada 2013 • Blog, Inne4 komentarze2007

Droga F.,

piszę do Ciebie, bo bardzo dawno nie mieliśmy ze sobą do czynienia. Stęskniłem się za Tobą. W końcu nic dziwnego – ostatni nasz kontakt był pół roku temu. To kawał czasu…

Zapytasz co u mnie – dużo się działo w czasie ostatnim. Widać to szczególnie na blogu. Obiecuję Ci jednak, że to koniec zaniedbań. Wszystko przez zmianę pracy i zmianę trybu życia. Spędziłem parę tygodni za granicą, tam było ciężko z internetem i dlatego też wyszło jak wyszło. Teraz się już za granicę nie wybieram. Zostaję nad Wisłą, a co za tym idzie i kontakt ze światem będę miał intensywniejszy.

Swoją drogą mam nadzieję, że to, że mam teraz znacznie mniej wolnego czasu i pracuję w sposób totalnie odmienny od tego, do czego się wszyscy przyzwyczailiśmy przez ostatnie lata, nie wpłynie na nasze relacje? Nie ukrywam, że chcę o Ciebie dbać. Nie ukrywam, że czuję wielką potrzebę i pragnienie pielęgnowania Cię i sprawiania, abyś rozwijała się tak, jak to sobie wymyśliłem…

Pamiętasz, jak to wyglądało rok temu? Początki były ciężkie, to fakt, ale co działo się potem! Przypomnij sobie tylko: piętnastka w Trzemesznie w lutym i 1:07; dyszka w marcu w Poznaniu i 40:50; no i nasz wielki sukces w kwietniu – Paryż i fantastyczna pogoń po 3:20:05… Ależ nam było wtedy dobrze, nie? Zresztą, co tam Paryż! Kojarzysz, co było dwa tygodnie później? Pamiętasz, jak pojechaliśmy pod Gdańsk na Harpagana? To był hit sezonu! Przyjechał taki Kargol na rajd, dziabnął 50 kilometrów z mapą i kompasem i wykosił konkurencję, zajmując trzecie miejsce… Tak myślę, że potem nasze drogi zaczęły się rozchodzić. W czerwcu na Rzeźniku jeszcze jakoś to wyglądało, ale później…? Zapodziałaś się gdzieś, a ja chyba nie szukałem Cię zbyt intensywnie… Kilka porażek na trasach BnO, kapitulacja na Maratonie Karkonoskim, udane zającowanie na maratonie w Warszawie, umiarkowany sukces na Kaczawskiej Wyrypie – to wszystko za mało, żebym był zadowolony z drugiej części minionego sezonu.

Od tygodnia wróciłem do biegania, wiesz? Po ponad dwóch tygodniach roztrenowania zakasałem rękawy i rozpocząłem nowy sezon. Liczę, że będziesz mi towarzyszyć od samego początku. Rok temu poczułem Twoją obecność gdzieś w styczniu. Wydaje mi się, że teraz już gdzieś się pojawiasz. Tak, jakbyś stała za drzwiami i nieśmiało skrobała w drzwi. Nie bój się. Pieprznij pięścią w te drzwi, nakurwiaj dzwonkiem, a jak otworzę, to wsadź nogę do środka i nie pozwól mi zamknąć! Musimy się trzymać razem. Musisz do mnie wrócić…

Dlaczego tak nalegam? Bo mamy misję do wykonania! Misję, której nie wykonam bez Ciebie! Rok temu była to misja „Paryż”. Jaki jest kryptonim tegorocznej misji jeszcze nie wiem. Muszę parę rzeczy przemyśleć, przeanalizować i przekalkulować. Wiem natomiast, jak ta misja (niezależnie od miejsca działania) się ma zakończyć. Od trzech lat powielam ten sam schemat – życiówka w maratonie na wiosnę, zabawa bieganiem po wiośnie. W 2014 roku zmian nie będzie. Tak, jak Ty wkrótce (mam nadzieję) będziesz nakurwiać w moje drzwi, jak ja będę nakurwiał wiosną po maratońskiej trasie, chcąc nabiegać sensowny wynik. Uspokoję Cię, nie czeka Cię taki wysiłek, jaki czeka Twoje siostry, które będą towarzyszyć Bormanowi czy Krasusowi – nie będę łamal trzech godzin. Ale 3:09:59 to jest coś, co mnie kręci. Tempo 4:29/km przez 42 kilometry – to jest nasz cel, szanowna pani F..

Damy radę? Mam nadzieję, że damy. Musimy. Odezwę się niedługo i przekażę Ci szczegóły dotyczące naszej nowej misji. A tymczasem Ty się pakuj. Zbieraj manatki i wracaj do mnie, bo bez Ciebie nie dam rady…

Z biegowym pozdrowieniem
Marcin

Podobne wpisy

Jedna odpowiedź na List do F.

  1. Adam napisał(a):

    Taka czułość z tego listu bije, że forma musi niebawem zacząć „nakurwiać dzwonkiem” 😉

  2. Leszek Deska napisał(a):

    Tylko panno F. zajedź i do mnie po drodze!

    Powodzenia Marcin na wiosnę, jak byś zajechał 23-go marca do Rzymu to ja tam będę asfalt udeptywał – możesz trąbić! 🙂

  3. Krasus napisał(a):

    Dopóki jestem – przyznam, że dla mnie ten kawałek wymiata, jako motywacja na ostatni kilometr maratonu jak znalazł:)

    Zmieniłeś tyle w swoim życiu, ale na bieganie zawsze znajdziesz czas, nie mam wątpliwości! 3:10 pęknie jak nic!

  4. Maciek napisał(a):

    to rozumiem, że w w nadchodzącym sezonie łamiemy czterdzieści minut na dychę 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *