Jestem słaby czyli jakby-relacja z IWW.

Autor: • 19 sierpnia 2013 • Blog, Inne, Mapa i Kompas11 komentarzy2467

Nie wiem o co chodzi. Nie potrafię wyjaśnić tego, co się w ostatnim czasie ze mną dzieje. Nie umiem wytłumaczyć, dlaczego moje ostatnie starty wyglądały tak, a nie inaczej. Najpierw zejście z trasy Maratonu Karkonoskiego, a teraz ta sama sytuacja podczas Izerskiej Wielkiej Wyrypy. Łodefak?

W sobotę obrałem bardzo dobry wariant zaliczania punktów kontrolnych. W miejscu w którym dostaliśmy mapy, spędziłem parę minut. Przeanalizowałem położenie wszystkich PK i zaplanowałem kolejność ich zaliczania. Później się okazało, że to był świetny wariant, realizacją którego mogłem wypracować naprawdę świetny wynik. Ale o tym później…

Krasus i Kuba Runowski z którymi truchtałem do miejsca z mapami, polecieli przodem. Dogoniłem ich na PK2 [wzorcówkę mapy wrzucę wtedy, kiedy organizatorzy zamieszczą ją u siebie]. Spotkaliśmy się tam jednak tylko na krótką chwilę. Panowie postanowili zaliczyć na początku zachodnią część mapy. Ja chciałem już teraz zebrać punkty z jej środka. Teren sprzyjał biegom na azymut, więc przeciąłem pole i poleciałem w stronę PK5. Z miejscowości Pławna Górna [na marginesie: start i meta były w Lwówku Śląskim – fantastyczne okolice, które znam, bo niedaleko rodzinę mam] znów poleciałem azymutem i dotarłem do ścieżki, prowadzącej w stronę punktu. Nie miałem z jego znalezieniem większych problemów. Rach ciach i wracamy w kierunku PK8.

Po drodze dogoniłem jednego z zawodników i wspólnie  namierzyliśmy kolejny punkt. Chwilę później nasze drogi się rozstały. Trochę ścieżkami, a trochę na krechę podążałem w stronę następnego punktu. Minąłem kolejnych biegaczy – jak się okazało, miałem nad nimi przewagę, bo brakowało im PK5. Dobrze mi się napierało. Łydka podawała, nawigacja nie szwankowała. PK7 położony na szczycie wzniesienia znalazłem w zasadzie bez problemów (no, musiałem przeskoczyć przez dwa płotki i wydostać się z cholernie gęstych jeżyn). Zaraz po jego podbiciu pobiegłem przez pola w stronę mostu na Bobrze. Zostawiłem za sobą tych, których mijałem w okolicach PK – widziałem wcześniej, że szukają punktu zupełnie nie tam, gdzie powinni.

Po drodze do następnego PK9 wyprzedziłem następnych zawodników. Tym razem zrobiłem to truchtając asfaltem. Punktu również szukałem w pojedynkę. Był położony na szczycie bardzo stromego wzniesienia i nieco się zmasakrowałem, wspinając się na górę. Ale prawie że perfekcyjna nawigacja i zadowolenie z tego, co się działo, skutecznie zagłuszały zmęczenie. Przypominał mi się kwietniowy Harpagan. Tam też punkty wchodziły jak w masełko. Wiedziałem, że w IWW nie mam szans walczyć o podium, ale czułem, że dziś jest całkiem całkiem…

Po zejściu z góry, biegiem do Wlenia. Tam na rynku umieszczony PK11 i wodopój zarazem. Niestety organizatorzy nie potrafili mi powiedzieć, którym jestem zawodnikiem w tym miejscu. Podejrzewałem jednak, że musi być dobrze, z racji tego, że jakieś 10 minut wcześniej zadzwoniłem do Kuby Runowskiego, a ten powiedział mi, że są z Krasusem na OS-ie. A OS zaczynał się niemalże zaraz po wyjściu z PK11. Kalkulowałem, że chłopaki są jakieś 40-50 minut przede mną, mając jednak dwa punkty mniej ode mnie.

Jestem na terenie, gdzie są położone punkty odcinka specjalnego. Skupiam się i zaczynamy zabawę. OS3 na pierwszy ogień. Niestety zamiast dostać się na wzniesienie drogą okrężną, wybrałem wariant na krechę. I podczas wspinaczki poczułem skurcze. Wewnętrzna strona uda. Zewnętrzna strona uda. Przedudzie uda. Śródudzie uda. Zaudzie uda. Przedudzie przedudzia uda. Śródudzie przedudzia uda. Zaudzie przedudzia uda. I tak dalej… Kurwa, boli! Im wyżej podnosiłem nogę, im dalej chciałem sięgnąć przed siebie, tym bardziej byłem porażany skurczami. Shit!

OS3 znaleziony. Zajęło mi to dłuższą chwilę, ale mam go. Teraz OS2. Wracamy do drogi, a potem w dół do strumienia. Po 10 minutach miałem i ten punkt. Miałem też nudności. Po drodze zjadłem żel energetyczny i się nie przyjął. Czułem, że mój żołądek nie ma ochoty na trawienie czegokolwiek. Byłem na granicy puszczenia pawia. Na szczęście obyło się bez. Idąc w stronę OS1 spotkałem Michała i jego kolegę. Naprowadziłem ich na punkt. I usiadłem. Chłopaki poszli w swoją stronę, a ja zostałem na skale. Nie byłem jednak sam: były skurcze, były dreszcze, były puchnące palce. Nie było dobrze.

Zszedłem na dół. Zostało mi tylko pięć punktów, a w trasie byłem niespełna 6 godzin. Mijałem ludzi, realizujących odwrotny wariant. Daleko do punktu? – pytali. Tyle i tyle – odpowiadałem. Gdzie teraz lecisz? – pytali. Do PK6 – odpowiadałem. Woooow, to już zaraz meta – dziwili się. Wschodnia część mapy była usłana punktami bardzo gęsto i gdybym był w pełni sił, to mógłbym ponaparzać tak, że zameldowałbym się na mecie bardzo szybko.

Tryb przypuszczający. Bymbymbymbymbymbym.

Nie miałem siły na naparzanie. Nie miałem siły na bieg. Napalm napierdalający z nieba, wysysał ze mnie resztki energii. A nowej energii dostarczyć nie mogłem – żołądek miałem zawinięty w supeł i każdy łyk wody czy izotonika cofał się z powrotem. Walczyłem jednak na tyle, na ile byłem w stanie. Gdzie było z górki, to starałem się biec, tym bardziej, że akurat byłem na długim, asfaltowym przelocie.

Ale w końcu z asfaltu zszedłem. Znów na krechę przez pola. I znów skurcze. Przy schodzeniu z jakieś skarpy się wypieprzyłem na ryj, bo nie mogłem złapać równowagi. Zabiło mnie to. Zadzwoniłem do MNK i zapytałem co mam robić. Byłem zły, byłem zdołowany. Byłem słaby.

Jestem słaby. Zadzwoniłem do organizatorów. Zwieźli mnie do bazy. Miałem w nogach 35-40 kilometrów. Zostało mi góra 20. Nic z tego jednak, nie podołałbym. Ratownicy na mecie potwierdzili: odwodnienie i wypłukanie z mikroelementów. Kurwa, ale jak to możliwe? Dlaczego tego lata tak to wygląda? Dlaczego tego lata temperatury powyżej 30 stopni mnie zabijają? Dlaczego tak się dzieje tylko wtedy, kiedy mocno napieram, a na treningach pogoda nie robi na mnie wrażenia?

Nie ogarniam tego tematu. Jest mi z tego powodu cholernie źle. Kiedy byłem dzieckiem, to myślałem, że jak zamknę oczy, to nikt mnie nie będzie widział. I teraz to byłoby najlepsze wyjście. Zniknąć. Nie chce mi się słuchać, że nicblablasięblablaniestałosięblabla. Bo się stało. Je-stem-sła-by! Jak to mówi się w świecie żab: coś mnie łupie w stawie nie kumam. Ni cholery, nie kumam.

A najbardziej boli mnie to, że przez DNF-y podczas Rudawskiej Wyrypy i Izerskiej Wielkiej Wyrypy w zasadzie zaprzepaściłem swoje szanse na ugranie czegoś fajnego w Pucharze Polski. Nie zrezygnuję z pozostałych startów, co to to nie. Ale nie będzie już takiej satysfakcji na koniec sezonu, jaką sobie wymarzyłem. Trudno. Raz na wozie, raz podwozie.

Kurwa. Jestem słaby.

Kurtyna.

* * * * *

100 złotych do wykorzystania w najlepszym biegowym sklepie świata, Natural Born Runners, które było do wygrania w czwartej odsłonie konkursu Orientuj się na Stówkę, przechodzi na kolejną edycję tej zabawy, czyli we wrześniu do wygrania będzie bon o wartości 200 złotych!

Podobne wpisy

11 Odpowiedzi na Jestem słaby czyli jakby-relacja z IWW.

  1. Krasus napisał(a):

    Człowiek to nie maszyna, nie zawsze wychodzi. Mi zdarzyło się odwodnić tylko raz, a uratował mnie wiejski sklep, a po chwili burza. Na IWW jednego i drugiego było jak na lekarstwo..

  2. Leszek Deska napisał(a):

    Ja tego jeszcze nie przeżyłem więc nie wiem jak to jest ale nie startowałem w żadnych orientacyjnych długich biegach. Pogadałbym z jakimiś tuzami z tego sportu jak sobie radzić z tym odwodnieniem chociaż ważniejsze chyba były te mikroelementy skoro zaczęło się od kurczy? Są podobno takie zestawy „na maraton” z tabletkami z solą które się łyka w trakcie biegu żeby tego uniknąć (ale nie wiem na ile to skuteczne jest).

  3. XYZ napisał(a):

    Weź ze sobą na 4 shooty magnezowe(bez kofeiny czy guarany), 1 przed i stopniowo po 1 co x km’ów.

  4. Daniel napisał(a):

    Marcin, mi strasznie podczas wysiłku ucieka potas i magnez, próbowałem szotów itd. ale pomógł Chlorek Potasu jak za dotknięciem czarodziejskiej różki, no i vitargo electrolate. W takiej kombinacji będziesz nie zniszczalny 🙂

  5. Dorota napisał(a):

    Jako totalnie początkująca biegaczka powiem tak, według mnie dla Twojego organizmu to za wiele. Postawiłeś sobie w tym roku ambitne cele, zwłaszcza w drugiej części sezonu i być może się buntuje – strajkuje. Porządnie bym odpoczęła, wyluzowała. Jesteś człowiekiem, a nie terminatorem. Głowa do góry. Nigdzie Ci się nie spieszy 🙂 wszystko przed Tobą 🙂

  6. Tomek N napisał(a):

    masz jakąś lipną suplementację , pij więcej browarów , serio

  7. Marcin Biegamblog.pl napisał(a):

    Nie jesteś słaby. Słaby jest ten, kto nic nie robi.
    Weź się chłopie ogarnij, sprawdź swoje odżywianie i do roboty, bo kolejne starty czekają

  8. Hankaskakanka napisał(a):

    Być może jesteś przetrenowany. To musi być coś długofalowego – zmęczenie, coś nie tak z jedzeniem albo nawadnianiem. Warto by było pójść do lekarza i zrobić badania wykraczające poza podstawową morfologię. A, browary odwadniają, jak każdy alkohol i jeszcze zakwaszają organizm.

    • Tomek N napisał(a):

      ile piwa trzeba wypić aby się odwodnić ??????

      piszę tu o normalnych dawkach , a nie o libacjach

      „Przeciwutleniacze zawarte w piwie mają wpływ na regenerację po treningu, odbudowują i wzmacniają mięśnie.Najnowsze badania wykazały, że ciemne piwo ma tyle samo antyoksydantów co czerwone wino. Piwo do kilku godzin po ćwiczeniach dostarczy Wam odpowiedniej do odbudowy mięśni ilości przeciwutleniaczy.”

  9. Marek napisał(a):

    brzmi nieprzyjemnie.
    Mistrzostwach Świata w Szklarskiej Porębie na początku sierpnia w tym roku. Ogromna duchota, gorąco, około 40 stopni. Następnego dnia była burza.
    Bieg w tamtych warunkach to było coś ponad możliwości.
    Może masz blokadę psychiczna?

  10. […] Rok później znów pojawiłem się na starcie. Lwówek Śląski. Tym razem, bogatszy w doświadczenie i ze znacznie lepszą formą, miałem apetyt na więcej. To, wraz z ogromnym upałem, mnie zgubiło. Na półmetku zawodów byłem w pierwszej piątce. Cisnąłem, ile sił w nogach. Rety, ależ byłem zmotywowany. Niestety, motywacja to jedno, a możliwości fizyczne to drugie. Przeogromne skurcze, odwodnienie, dreszcze i chęć padnięcia ryłem w pole sprawiły, że do bazy wróciłem samochodem organizatorów. To nie był dobry start. […]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *