Jak się powie „A”, to trzeba powiedzieć „psik”

Autor: • 24 czerwca 2015 • Blog, Trening5 komentarzy2695

W życiu każdego biegacza przychodzi taki moment, w którym włącza się tryb odpoczynku. Tryb, w którym człowiek nic nie musi, a jeśli coś robi, tylko tylko dlatego, że bardzo chce, jednocześnie nie przemęczając się w ogóle i działając na 50% mocy maksymalnej. Byłem w takim trybie przez pierwsze dwa tygodnie czerwca i był to fantastyczny czas…

Sjesta, fjesta i mañana

Kilka dni krótkiego urlopu, który spędziłem razem z najlepszą-narzeczoną-na-świecie w gorącej i słonecznej Hiszpanii sprawiły, że się wychillowałem tak, jak dawno nie. Temperatura oscylująca w granicach 35 stopni nie jest optymalną do biegania, szczególnie dla nas – ludzi z zimnej Europy Wschodniej. Niemniej jednak biegałem. Tu 10 kilometrów po 5:50/km, tam kolejne 10 po 6:25… W międzyczasie piwo, kebab, plaża, ciastki, morze. Luzzzzz, spokój, odpoczynek. Oj, jak mi było dobrze. Dobrze też było odciążyć nie tylko ciało, ale i łeb.

W tym łbie, gdzieś pomiędzy kolejnym hiszpańskim piwem, a kolejnym tostem z szynką, zaczęły kiełkować różne myśli. Potrzebowałem czasu, aby poukładać sobie to, co na przestrzeni całego roku mi się rozsypało w tych biegowych kwestiach. Planów było dużo, a skończyło się na realizacji dwóch – startu w Zimowym Ultramaratonie Karkonoskim oraz w Ultra GWiN-cie cheap cialis canada. A przecież było tego dużo więcej. Niestety w ostatnim czasie możliwości mi się mocno skurczyły.

Czas i cel

Najbardziej boli mnie to, że – głównie przez niedobór wolnych weekendów – w odstawkę odszedł plan walki o coś fajnego w Pucharze Polski w Pieszych Maratonach na Orientację. Chciałem mieć co najmniej 7 startów w 2015 roku, a tymczasem na jego półmetku mam aż 1 – Harpagan-49.

Na pewno dojdą jeszcze co najmniej dwa. I właśnie z nimi jest związana moja wielka mobilizacja na drugą część sezonu. Po powrocie z Hiszpanii i po jeszcze jednym tygodniu przeznaczonym na odpoczynek, obudziła się we mnie wielka chęć do zapierniczania. Ale takiego naprawdę ostrego. Obudziła się we mnie wielka chęć, do posiadania celu. Chcę wiedzieć, do czego dążę. Mało tego – nie tylko chcę wiedzieć, do czego dążę, ale też bardzo mocno chcę do tego dążyć. Długo nie musiałem się nad tym zastanawiać. Bardzo szybka analiza kalendarza biegowego pokazała mi dwa takie cele w tym roku.

Poprzeczka hen, wysoko

Po pierwsze primo, Izerska Wielka Wyrypa. To są zawody na których nie może mnie zabraknąć. Trzy lata temu IWW była moim pierwszym samodzielnym startem na 50 kilometrów. Dwa lata temu zabił mnie upał i zszedłem z trasy. Rok temu byłem drugi na trasie 25-kilometrowej. W tym roku chcę zająć miejsce w pierwszej piątce na trasie TP50. Na IWW to będzie dla mnie sukces.

Najważniejsze zostawiam na jesień. Po drugie secundo, Harpagan-50. Mimo pewnej „masowości” tego biegu, cholernie lubię te zawody. Pewnie też przez dobre wspomnienia z nimi związanymi. Wiosną 2013 byłem trzeci na Harpaganie-45. Jesienią 2014 byłem uczestnikiem największej gonitwy wyniku w historii zawodów. Wiosną tego roku do podium zabrakło 13 minut. A jak będzie jesienią? Tego nie wiem. Wiem natomiast, że chciałbym zająć co najmniej 3. miejsce, a najfajniej by było takiego Harpagana wygrać. Przy szybkiej trasie wymagałoby to ode mnie tego, abym 50 kilometrów z mapą i kompasem przebiegł nie w ~6 godzin, a jakieś 60 minut szybciej. Możliwe?

Dobrze jest się tak odświeżyć. Dobrze jest rzuć sobie w twarz jakimś konkretem. A jak już się to zrobi, to nie pozostaje nic innego, jak tylko zmienić pracę i wziąć kredyt ostro napieprzać.

Bo w końcu jak się powie „A”, to trzeba powiedzieć „psik”.

Podobne wpisy

5 Odpowiedzi na Jak się powie „A”, to trzeba powiedzieć „psik”

  1. Krasus napisał(a):

    No i ładnie, Kargolek wraca na biegowe ścieżki, brawo!:) Nowa życiówka na 5 km to początek nowej drogi, kibicuję i wspieram! Ale z tymi celami to trochę mam wątpliwości. Tzn, z Harpem. Wygrać Harpagana? No chyba przegiąłeś waćpan. Mierzyłbym w TOP5, w TOP3 przy dobrych okolicznościach, ale wygrana tak dużej imprezy to inna bajka, bo tam praktycznie zawsze trafi się ktoś z mocarzy…

    Przede wszystkim jednak zapytuję: a gdzie Twoja_duża_rzecz?!

    • Marcin Kargol napisał(a):

      Oj, trzeba mierzyć wysoko 🙂
      Ja wiem, że to nierealne jest. Zdaję sobie z tego sprawę. Ale z drugiej strony nie takie cuda się na świecie zdarzały 😛

      Moja_duża_rzecz chyba się przesunęła po raz kolejny. Niedobór czasu wolnego sprawia, że trochę mi tych spraw ucieka… Trzeba zmienić pracę i wziąć kredyt chyba.

      • Krasus napisał(a):

        A mówiliśmy Ci z Choi, byś się za to wziął od razu za bary. Bez przesuwania o kolejnych kilka miesięcy, ech, ech!

        A co do celów to oczywiście, że powinny być trudne i wysokie, ale i.. realne. Takie cuda jak wygrana mogą się zdarzyć na niedużej imprezie (vide: Benek, który ma w „karierze’ bodaj dwa zwycięstwa już), ale nie na Harpie. Mogę myśleć o TOP5 na Półmaratonie Kampinoskim lub Biegu Piotra i Pawła, ale w Półmaratonie Warszawskim w tym roku wyżej niż 150 msc bym nie podskoczył. O to mi chodzi:)

        Aczkolwiek… jeśli chodzi o Harpa to bardzo, BARDZO chętnie odszczekam swoje powyższe słowa, czyli będę cieszył się z Twojej wygranej. Btw, czy ktoś mi jakichś słoików nie wisi??

  2. drproctor napisał(a):

    jak mawiał klasyk: „Bez pracy nie ma kołaczy. A bez duszenia nie ma jedzenia”. Czego Tobie i sobie życzę! I najważniejsze: Na zdrowie!

  3. Bionic napisał(a):

    Najważniejsze to wyznaczać sobie cele i do nich dążyć. Trzymam za Ciebie kciuki. Pamiętaj każdy czas jest do pobicia 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *