Czas wielkiego wyrypania

Autor: • 16 sierpnia 2015 • #nbrteam, Blog, Góry, Inne, Mapa i Kompas, TreningKomentarzy (1)2264

Ostatnio rzadko startuję. Sezon urlopowy w firmie, który ciągnie się niemalże od czerwca, sprawił, że wolnych weekendów mam jak na lekarstwo. Muszę ważyć czas między startami, a życiem rodzinnym, wskutek czego ostatnim moim startem było DyMnO w połowie maja. Od tamtej pory trwa startowa posucha, nie licząc szybkiego strzału w warszawskim On The Run.

Dlatego też jaram się jak dom w Grabinie tym, że już w następną sobotę wystartuję po raz czwarty w Izerskiej Wielkiej Wyrypie, która odbędzie się w Świeradowie Zdroju. Zdecydowanie najlepszych zawodach na orientację, jakie znam.

Spojrzenie w przeszłość

foto: marcinkargol.pl

foto: marcinkargol.pl

Mój pierwszy start był w 2012 roku. Barcinek koło Jeleniej Góry. Pojechałem na te zawody razem z najlepszą-narzeczoną-świata, niewiedząc wówczas, że Kasia tą narzeczoną się stanie. To był mój drugi start w 50-kilometrowych zawodach na orientację, a pierwszy samodzielny. Do tego w ramach IWW 2012 rozgrywane były Mistrzostwa Polski na dystansie 50 kilometrów. Wspominam te zawody z wielkim uśmiechem, a z zajętego 24. miejsca cieszyłem się ogromnie.

Ominąłem w jakiś sposób przecinkę i dotarłem do szutrowej drogi, którą to doleciałem do drogi asfaltowej, a na skrzyżowaniu których włączyła mi się czerwona lampka. No i ponad kilometr w plecy. Cofając się do punktu minąłem się z Irkiem. „Jak Ty to zrobiłeś” zapytał. Teraz mogę odpowiedzieć: fiołkowego pojęcia nie mam…

Rok później znów pojawiłem się na starcie. Lwówek Śląski. Tym razem, bogatszy w doświadczenie i ze znacznie lepszą formą, miałem apetyt na więcej. To, wraz z ogromnym upałem, mnie zgubiło. Na półmetku zawodów byłem w pierwszej piątce. Cisnąłem, ile sił w nogach. Rety, ależ byłem zmotywowany. Niestety, motywacja to jedno, a możliwości fizyczne to drugie. Przeogromne skurcze, odwodnienie, dreszcze i chęć padnięcia ryłem w pole sprawiły, że do bazy wróciłem samochodem organizatorów. To nie był dobry start.

Niestety zamiast dostać się na wzniesienie drogą okrężną, wybrałem wariant na krechę. I podczas wspinaczki poczułem skurcze. Wewnętrzna strona uda. Zewnętrzna strona uda. Przedudzie uda. Śródudzie uda. Zaudzie uda. Przedudzie przedudzia uda. Śródudzie przedudzia uda. Zaudzie przedudzia uda. I tak dalej…

Odegrałem się w roku 2014. Lubań. Fakt, że to była trasa o długości tylko 25 kilometrów, ale ten start uważam za jeden z lepszych. Pojechałem do Lubania po to, żeby być na podium. Zapierniczałem, ile tylko sił miałem w nogach i udało mi się przegrać tylko o kilka minut z Mariuszem Plesińskim, dzięki czemu zająłem 2. miejsce. A po biegu spędziłem fantastyczny czas w Magicznym Domku w towarzystwie fantastycznych ludzi, psa oraz kóz zombie…

Istotni są ludzie. Istotne jest to, co przeżywasz, zasiadając na jednym tarasie z niesamowitymi osobami, wpatrując się w majaczący na bliskim horyzoncie Stóg Izerski. Ważne jest to, że siedząc na tym tarasie możesz w jednej chwili czekać z niecierpliwością na to, aż pojawią się kozy-zombie, ale w drugiej możesz rozmawiać o najważniejszych sprawach w twoim życiu.

Biegać mi się chce

Co będzie teraz? Czort wie! Jestem meganakręcony na te zawody. Formę mam nienajgorszą. Kilka dni łazęgi w Tatrach + bieg na Rysy, a potem kilka dni zamieniania tej siły na szybkość i wytrzymałość sprawiły, że czuję się dość mocny. Biorąc pod uwagę listę startową, nie czuję sie na tyle mocny, żeby powiedzieć, że „hurrr durrr, jadę walczyć o podium!”. Nie ma szans. Na pewno jadę walczyć o miejsce w pierwszej piątce – to jest coś, co założyłem sobie dwa miesiące temu i przy sprzyjających okolicznościach przyrody jest jak najbardziej realne. Wszystko powyżej będzie dużym sukcesem.

To będzie dobry czas. Raz, że będzie to początek urlopu, którego nie miałem od dwóch lat. Dwa, że będzie to czas spędzony w zacnym towarzystwie. A trzy, że będzie to długo wyczekiwany czas wielkiego wyrypania. Jest on konieczny – w końcu Harpagan-50 sam się nie wygra 🙂

Podobne wpisy

  1. Paweł napisał(a):

    Świetny wpis. Czekam na relację z Izerskiej Wielkiej Wyrypy. Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *