II Bieg Górski Leszno-Grzybowo. Relacja.

Autor: • 25 lutego 2012 • Blog, Relacje3 komentarze2132

W porównaniu z zeszłym rokiem dość późno ruszył sezon moich startów w zawodach. Dopiero dziś w Lesznie miało miejsce oficjalne rozpoczęcie mojego biegowego sezonu. I muszę przyznać, że jestem bardzo zadowolony z tego, jak ten start wyglądał…

Południowa Wielkopolska raczej niewiele ma wspólnego z górami. Grupka biegowych zapaleńców z Leszna jednak potrafiła wynaleźć teren na tyle pofałdowany, że można było tam wyznaczyć 10-kilometrową trasę, która śmiało zasługuje na miano biegu górskiego. Na starcie stanęło prawie 300 zawodników. Myślę, że dla wielu zdecydowanym faworytem był Piotrek Karolczak, który zresztą nie zawiódł i na mecie stawił się jako trzeci. Wygrał Paweł Panasiuk, też Poznaniak, z czasem 35 minut 33 sekundy. Drugie miejsce zajął Bartosz Pawlak. Ja stawiłem się jako 76 z czasem z zegarka 47:59 (celem było złamanie 48 minut, więc zadanie wykonałem idealnie). Pierwsza część biegu, to większa część dystansu z górki. Takie przynajmniej miałem odczucie. Zresztą widać to na profilu. Kilka podbiegów, ale nie wymuszających wypluwania płuc, a pomiędzy nimi zbiegi, na których można było rozpuścić nogi dość znacznie (w paru miejscach bez problemu trzymałem tempo 4:00-4:10/km). Dwukrotnie serce zabiło mi szybciej, bo na nierównościach terenu najpierw lewa, a kilkadziesiąt metrów dalej prawa kostka nieco mi się wygięła, ale na szczęście bez konsekwencji. Nawiązując do serca dodam, że lecąc na wynik nie myślałem o tętnie, spoglądałem tylko z ciekawości, co się z nim dzieje i na zbiegach i płaskim oscylowało w granicach 90% HRmax, a na podbiegach dochodziło nawet do 95% HRmax, ale co najważniejsze nie odczuwałem tego w postaci jakiegoś strasznego zmęczenia. Mimo tego, że trasa była leśna i miejscami bardzo wąska, a wystartowało tak wielu zawodników, to nie było tłoku, a przynajmniej nie w tej części stawki w której biegłem. Pozwalało to lecieć własnym tempem bez rozpraszania się i uciekania na boki. Tempo natomiast było bardzo dobre, dopóki nie minąłem znacznika z informacją o 6. kilometrze trasy. Tu zaczęły się schody. Dosłownie. Między 6. a 7. kilometrem są dwa podbiegi. Jeden duży, a drugi ze trzy razy większy. Nie są długie, może 100 i 300 metrów, ale cholernie strome. Wiedziałem o nich, więc po tym pierwszym nie ruszyłem do przodu, tylko oszczędzałem siły na kolejny, ale wielu było takich, którzy rozpędzili się, a potem w połowie górki zbierali płuca ze ściółki, żeby ci za nimi ich nie rozdeptali. Co nie zmienia faktu, że górka i tak dała mi w kość. Od tego momentu zaczęła mi dokuczać kolka. Raz lewą, raz prawą ręką ściskałem sobie bok, oddychałem jak najgłębiej się da i udawało się nie tracić zbyt wiele czasu – choć nie powiem, nogi były już ciężkawe i nie było tej lekkości w podbieganiu na górki.


Od 7. do 9. kilometra walczyłem z kolką i nogami, ale ostatnie 1000 metrów – nawet pomimo krótkiego, ale intensywnego podbiegu, który był taką fajną selekcją na tych, który mają jeszcze siły i na tych, który już ich nie mają – to był bieg „byle jak najszybciej do mety”. Ostatni kilometr pękł w odrobinę powyżej 4:00, sił na ostry finisz nie zabrakło, dobiegłem, przeżyłem. Na mecie zostaliśmy obdarowani buffem z grafiką stowarzyszenia Maraton Leszno – bardzo fajny pomysł, mimo że troszkę szkoda, że medali nie ma, ale może za rok – ponadto czekały na nas pyszne drożdżóweczki, jeszcze smaczniejsza herbatka, a najważniejsze jest to, że nie spotkałem i nie słyszałem nikogo, kto narzekałby na cokolwiek.

Podsumowując: bardzo udany start, z tygodnia na tydzień czuję się co raz mocniejszy. Mimo, że to był cholernie intensywny tydzień, nie czułem przemęczenia. Wysoka intensywność biegu nie spowodowała skrajnego zmęczenia. Czuję moc w nogach, płucach i głowie. Idziemy ku dobremu!:)

A żeby uspokoić emocje i wprowadzić się w stan relaksacyjny – proszę bardzo, dziś nie piosenka, tylko śpiący koliber:)

Podobne wpisy

Jedna odpowiedź na II Bieg Górski Leszno-Grzybowo. Relacja.

  1. Kuba (Formatownia) napisał(a):

    Podpisuję się pod tym, że to był bardzo fajny bieg. Choć ja byłem za Tobą daleko, to treningowo bardzo mi się taki bieg przydał! I miło było Cię poznać w „realu”. Do Bochni!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *