I Wolsztyńska Dziesiątka. Relacja.

Autor: • 28 maja 2012 • Asfaltowo, Blog, Relacje9 komentarzy3360

Co można robić w wolną niedzielę? Można iść do kościoła, chociaż nie polecam, bo tam można cegłówką po łbie dostać. Można spać do czternastej. Można leczyć kaca. Można również wynaleźć w kalendarzu biegowym jakieś fajne zawody i pojechać na nie z zamiarem nabiegania czegoś sympatycznego (można też pojechać skacowanym na zawody, ale tego również nie polecam).

Z takim zamiarem pojechałem do Wolsztyna na pierwszą imprezę o nazwie Wolsztyńska Dziesiątka. Jak sama nazwa wskazuje, jest to bieg na 10 kilometrów. I co zaskakujące odbywa się w Wolsztynie. Przesympatyczna miejscowość w Wielkopolsce z fajnym jeziorem i słynną lokomotywownią. Jadąc na miejsce liczyłem po cichutku, po cicheńkiemu cichu na życiówkę, ale jakoś niespecjalnie wierzyłem, że jestem w stanie polecieć po 4:12/km. No risk, no fun. Próbę podjąłem.

Pogoda była dziwna. Niby ciepło, niby duszno, ale sporo chmur, czasem jakieś mocne słońce się pojawiło… Wiadomo było, że będzie ciężko. Do tego godzina startu zupełnie nie zapowiadała, że będę o coś walczył. O 13.45 to ja się rozleniwiam po obiedzie, a nie biegam na 100%. Jak jeszcze dorzucę do tego ból czworogłowego w lewej nodze (kręgli mi się dwa dni wcześniej zachciało), to już zupełnie byłem pewien, że po pięciu kilometrach będzie można mnie zbierać. 3, 2, 1, poszli! Na starcie było dość luźno, więc szybko złapałem odpowiednie tempo.

Pierwszy kilometr, kilka zakrętów, jeszcze płasko. 4:04. Za szybko. Drugi kilometr, noga boli, gorąco jak w piekle, ale biegnę. 4:13. Tętno na pograniczu drugiego i trzeciego zakresu. Trzeci kilometr i oto jest podbieg. Długi, średniołagodny, tempo na nim spada do 4:30. Napieram i wiem, że na drugiej pętli będzie tutaj ciekawie. Trzeci kilometr w 4:19. Znów kilka zakrętów, ani grama cienia. Punkt odżywczy biorę na trzy razy – jeden kubeczek w czapkę, drugi na kark, trzeci leję w korpus. Czwarty kilometr, dużo z górki. Noga jakby przestała boleć, ale nie nadrabiam jeszcze tempa. 4:12 jak trzeba. Piąty kilometr, wbiegamy do centrum, są kibice, nie ma cienia, jest dość płasko. Staram się trzymać tempo, wychodzi 4:15. Szósty kilometr, przebiegamy przez metę, wiem, że niedługo tu wrócę, ale jednoczesnie czekam na moment w którym zabraknie mi paliwa. Ale dopóki nie brakuje, to napieram swoje. Wychodzi 4:13, mimo pić stopu i ochłody wodą. Na początku siódmego kilometra wyprzedzam mojego zacnego kolegę, Michała. Michał zawsze był szybszy ode mnie. Jeszcze nigdy z Michałem nie wygrałem. To mnie nakręca. Lecę swoje, a przede mną znowu podbieg. Po raz kolejny udowadniam sobie, że jestem mocny na górkach, bo wyprzedzam i zamykam siódmy kilometr w 4:20. Ósmy kilometr, znowu pić stop, znowu patelnia, ale do mety już bardzo blisko. Wyprzedzam dalej, czuję ogon za sobą, jakaś grupka próbuje się podpiąć pode mnie, ale po kilkudziesięciu metrach rezygnują. Ósmy kilometr zamknięty w 4:12, wiem, że będzie życiówka.

Dziewiąty przede mną, długi zbieg, patelnia, kibice. Ciągnę do mety, tętno w granicach 95% HRmax, ale już wiem, że paliwa nie zabraknie. 4:03. I ostatni przede mną. Nie jest lekko, dłuży się ta prosta niemiłosiernie. Waham się czy już przyspieszyć, czy nie. Zakręt w lewo. 300 metrów. Znów zakręt w lewo. 150 metrów. I dopiero przyspieszam, żeby ładnie wyglądać wbiegając na metę. A wbiegam baaaaardzo zadowolony. Ostatni km w granicach 4 minut i całość zakończona z wynikiem 42:11 netto, czyli życiówką poprawioną o ponad 40 sekund. Miejsce w generalce 58/458 i 11 w kategorii wiekowej. Jestem zadowolony 🙂

To był debiut organizacyjny tej imprezy, ale nie dało się odczuć tego w żadnym momencie. Sprawne biuro zawodów, pakiet startowy z izotonikiem i koszulką, pyszne ciasto po biegu, fantastyczna grochóweczka, dobrze oznakowana trasa, dwa punkty odżywcze na pętli, kurtyna wodna, sporo kibiców na trasie… Gdyby tylko medal był ładniejszy, dałbym czwórkę z plusem. A że lubię ładne medale, a ten wolsztyński jest przeciętny, stawiam organizatorom mocną czwórkę i stwierdzam, że za rok pojawię się na pewno na kolejnej edycji tego biegu.

Podobne wpisy

9 Odpowiedzi na I Wolsztyńska Dziesiątka. Relacja.

  1. Gohs napisał(a):

    Chryste, takie tempo to mi chyba w życiu nie grozi 😀 Niemniej jednak gratuluję ogromnie życiówki 🙂

  2. Emilia napisał(a):

    No nie, to chyba teraz powinno być 4+ a z ładnym medalem 5 🙂 Gratuluję nowej życiówki!

  3. Anonymous napisał(a):

    gratulacje 🙂 piękne tempo i wynik pierwsza klasa 🙂
    pardita

  4. TOMEK napisał(a):

    Marcin,
    piękny wynik, a opis taki, że i swoją życiówkę na dychę z Bydgoszczy chętnie bym takimi samymi słowy opisał. No, może bym tylko cyferki po czwórkach zmienił… Zdjęcie jak zdjęcie – nie jesteśmy pięknymi kobietami, nie musimy ładnie na zdjęciach wychodzić. Na moim bloogu wygrałeś piosenkę. Już szukam jakiegoś cacuszka…

  5. Kuba (Formatownia) napisał(a):

    A kto Ci zrobił zdjęcie na mecie? He?

    Wynik ładny i będzie co poprawiać. Przy 10 stopniach można byłoby się pokusić o zejście jeszcze niżej, ale nie w tym słońcu, które było w Wolsztynie. Zawody super. Gratulacje!

  6. chalupczok napisał(a):

    Przeczytałem Twojego posta i czułem, że biegnę razem z Tobą. Dobry warsztat literacko-biegowy, pomyślałem. Przejrzałem swoje archiwum zdjęciowe z tego wyścigu w poszukiwaniu Ciebie – bezskutecznie. Podoba mi się Twoje biegowe zacięcie. Na pewno będę tutaj zaglądał.
    Pozdrawiam Marcin.

    p.s. Wolsztyn ma 2 jeziora, Ty uwieczniłeś te mniej kochane i urokliwe – Berzyńskie. Wolsztyńskie jest o stokroć.
    Wolsztyn ma też 4 balony co w przeliczeniu na mieszkańca daje I miejsce w Polsce.
    To wreszcie amatorski filmik nakręcony przez wolsztyniaków wygrał w facebookowym konkursie, czego nagrodą będzie emisja w TV przed rozpoczęciem Euro…

    • Marcin Kargol napisał(a):

      Cieszę się, że się podobało i zapraszam ponownie:)

      Jak idzie o Wolsztyn, to mimo że mieszkam kilkadziesiąt kilometrów dalej, nigdy nie miałem przyjemności zagłębić się w tę mieścinę. Ale jak widać biegi niosą ze sobą nie tylko sportowe emocje, ale i przydatną wiedzę… 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *