Craft Active Extreme. Test koszulki termoaktywnej

Autor: • 7 kwietnia 2016 • #nbrteam, Blog, Góry, Inne, Poradniki, Sprzęt, Trening, UltraKomentarzy (1)3298

Pisząc lub opowiadając o jakimś produkcie, staram się być jak najbardziej obiektywny. To jest między innymi jeden z powodów, przez które różne duże, znane i lubiane firmy stwierdzają, że „Eee, jeżeli masz krytykować nasz produkt, to my Ci go nie damy. Znajdziemy sobie innego blogera“. Zupełnie mi to nie przeszkadza – czuję się dobrze, będąc wiernym swoim przekonaniom.

Od dłuższego czasu jestem wierny Natural Born Runners. To właśnie Grzegorz ze swoją ekipą robią wiele, żebym mógł robić superżyciówki, przywozić superpuchary i biegać w jak najlepszym sprzęcie. Moje przekonania są w tym przypadku zupełnie niezachwiane, gdyż od samego początku ufam NBR pod względem jakości sprzętu, którym dysponują.

Nie jest to jednak zaufanie bezgraniczne i staram się zawsze znaleźć jakieś słabe punkty, do których mógłbym się jawnie przypieprzyć. Nie zawsze jednak coś z tych starań wychodzi. Przeczytajcie słów kilka o termoaktywnej koszulce Craft Active Extreme.

craft-logo

Pierwszy raz założyłem tę koszulkę na początku stycznia podczas zimowego NBR Campu w Górach Izerskich. Nie znałem jej właściwości, nie wiedziałem, czego mogę się po niej spodziewać. Była jedną z trzech warstw, które miałem na sobie, podczas trzygodzinnego biegania po górach – już wtedy czułem, że jednej z pozostałych dwóch mógłbym się pozbyć. Niemniej jednak po obozie stwierdziłem, że „jest ok“. Dopiero później odkryłem prawdziwą radość z biegania w tej koszulce…

Craft jest szwedzkim producentem ciuchów, które znakomicie sprawdzają się w trudnych, zimowych warunkach. W koszulce z serii Active Extreme mamy do czynienia z dwoma rodzajami włókien. Pierwsze z nich to Coolmax, które ma bezpośredni kontakt z naszą skórą – ono odpowiada za jak najszybszy transport wilgoci z naszego ciała. Drugie, Thermolite, znajduje się po zewnętrznej stronie koszulki i odpowiedzialne jest za ochronę przed wychłodzeniem naszego organizmu wtedy, kiedy nasz wysiłek jest mniejszy i nie oddajemy tyle ciepła.

Oczywiście mógłbym takiej marketingowej papki sprzedać Wam kilka akapitów. Zamiast tego przejdę do konkretów. Dwa miesiące użytkowania, co najmniej kilkanaście treningów i zawodów w różnych temperaturach. Wnioski?

Sama przyjemność, niezależnie od temperatury

30 kilometrów biegania na orientację w temperaturze 5-6 stopni C? To był jeden z dwóch najważniejszych testów, jakim poddałem tę koszulkę. Poza nią nie miałem na sobie nic innego. Efekt? Ciepło! Ciepło, jak cholera. Obojętnie czy biegłem po 4:15/km czy truchtałem po 5:00/km, mój komfort termiczny się nie zmieniał ani na moment. Było mi dobrze, ciepło – nie gorąco, nie nieznośnie ciepło, tylko idealnie w sam raz.

3 stopnie nad zerem. Tysiączki na Agrykoli biegane po 3:50/km i szybciej. Drugi z najważniejszych sprawdzianów dla Crafta. Jedna jedyna warstwa. Na rozgrzewce chłodno, ale nie zimno. Pierwsze 1000 metrów najtrudniejsze, bo wiatr mnie ochładzał i zdecydowanie nie mogłem powiedzieć, że jest mi ciepło. Ale to było chwilowe. Po kolejnych kilku minutach było doskonale. Gdybym miał na sobie jeszcze jedną warstwę, choćby najcieńszą, byłoby mi zbyt ciepło.

craft kosz

W końcówce marca, kiedy na zewnątrz popołudniami było po kilka stopni nad zerem, Craft Active Extreme był moją jedyną warstwą.

I jest to zdecydowanie mój najulubieńszy ciuch w mojej biegowej szafie!
Na początku pisałem o szukaniu negatywów, o przypieprzeniu się do czegokolwiek, żeby nie było, że jest słodko-pierdząco i że wszystko jest super idealne. Chciałbym.
Ale w tym przypadku nie mogę.

Wszystko na tak

Koszulka jest megalekka i megawygodna. Producent, sprzedawcy i wszyscy, którzy jej używają, mówią o drugiej skórze. Potwierdzam. Zakładasz i… jest Ci dobrze. Wiesz, że coś oblega Twoje ciało, ale jest to obleganie bardzo przyjemne – jakby przywierała do Ciebie cycata brunetka z brązowymi oczami. No, nie zrzucisz jej z siebie!

Biegając w Craft Active Extreme możesz też zapomnieć o podrażnieniach spowodowanych szwami czy jakimiś wadami materiału, z której jest uszyta. Nic z tych rzeczy. Szwy wykończone są bardzo precyzyjnie i w taki sposób, dzięki któremu w zasadzie nie czujesz, którędy przebiegają.

Dodam jeszcze do tego to, że pomimo że pocę się jak knur w gęstwinie, to koszulka nie przejmuje mojego odrażającego zapachu i po tych kilkunastu czy kilkudziesięciu praniach ciągle pachnie… znośnie. Oczywiście, nie jest to świeżość o poranku, ale ciągle nie jest to zapach biegającego knura.

Koszulka nie jest tania – to trzeba powiedzieć. W najlepszym sklepie dla biegaczy Natural Born Runners kosztuje obecnie 179 złotych, co jak na niezwykle lekki i mało efektownie wyglądający kawałek materiału, jest kwotą dość dużą. Fakt jednak jest taki, że mając wiedzę o tym sprzęcie taką, jaką posiadam teraz, byłbym w stanie wydać taką kasę. Jest to zakup na lata, przyda się nie tylko podczas biegania, ale też przy okazji łażenia po górach i – jestem przekonany – nie straci swoich właściwości.

Ocena

W wymyślonej naprędce skali, w której biorę pod uwagę najistotniejsze elementy, Craft Active Extreme wygląda następująco:

WYGODA: 5/5
WŁAŚCIWOŚCI: 5/5
TO, CZY LASKI POLECĄ NA CIEBIE, JAK SIĘ KOSZULKA NA TOBIE OPNIE: 4/5
CENA/JAKOŚĆ: 4/5 [im jesteś mniej brzydki, tym wyższa ocena]

Podobne wpisy

  1. magda napisał(a):

    Mam crafta ponad 10 lat, uzywalam okazjonalnie (narty). Od 3ch lat regularnie biegowo uzywana (poza upalami). Nie do zdarcia, rewelacja, zadna nowsza koszulka nie „dorasta” wlasciwosciami i tym otuleniem, o ktorym tak obrazowo napisales. 🙂 Wyglada tez b.zgrabnie. Dzieki, za potwierdzenie, ze warto kupic nowszy „egzemplarz”, jak juz przyjdzie ten moment 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *