Chcę się zniszczyć, czyli ZUK za pasem

Autor: • 5 marca 2015 • #nbrteam, Blog, Góry, Konkursy, Ultra4 komentarze3043

Stało się. Zimowy Ultramaraton Karkonoski puka do mych drzwi. A w zasadzie ja za jakąś dobę będę pukał do jego drzwi. Do drzwi Karkonoszy. Do bram zmęczenia. Do wrot zniszczenia. Do Karpacza. I do bardzo fajnego pensjonatu, gdzie zjedzie się cała biegowa śmietanka. Będzie Kasia Karpa, Mistrzyni bla bla bla, będzie Paweł, będzie Eto, będzie jego kumpel Filip, no i przede wszystkim i nader wszystko będzie Tomek Kowalski.

Zniszczenie ku pamięci

Tomek, którego fizycznie z nami nie będzie – niezmiennie podziwia niesamowity Broad Peak, na który to wszedł zimą, jako jeden z pierwszych czterech ludzi na świecie.

foto: bikelife.pl

foto: bikelife.pl

Ale będzie z nami duchem. Bo to dla niego się tam spotykamy. Dla niego, dla uczczenia jego pamięci, ponad dwustu wariatów wyruszy w sobotni poranek z Jakuszyc, wdrapie się na Szrenicę, następnie przeleci czerwonym szlakiem aż do samiuśkiej Śnieżki, a później zbiegnie przez Przełęcz Karkonoską i Kowary do Karpacza, gdzie na deptaku będzie czekała na nich upragniona meta, fejm i wieczna chwała.

Jak się czuję przed tym biegiem? Chcę się zniszczyć. To jest myśl, która, dzięki Pawłowi, przyświeca mi od kilku dni. Nie wiem, w jakiej jestem formie, a więc nie pozostaje mi nic innego, jak sprawdzić to na żywym organiźmie. Jednym słowem: do Domu Śląskiego rura! Od Domu Śląskiego do Śnieżki ogień z dupy taki, jakiego jeszcze Karkonosze nie widziały. A od Śnieżki, to już z górki, więc nie ma się co ograniczać, tylko trzeba będzie nakurwiać. Proste.

Miłość od pierwszego wejrzenia

Nie wspomniałem o jednej bardzo ważnej osobie, która również pojawi się na Zimowym Ultramaratonie Karkonoskim. Będzie to Krasus. Maniek. Wicesłoik. Człowiek, bez którego nie byłbym dziś tu, gdzie jestem, tylko byłbym gdzieś indziej. Analogicznie, człowiek, bez którego nie byłbym dziś tym, kim jestem, tylko byłbym kimś innym. Czy jakoś tak. W każdym razie Maniurek pojawi się w Karpaczu i bardzo mocno będzie chciał po raz kolejny skopać mi dupsko. Mam nadzieję, że tym razem mu się nie uda.

Udało mu się w pierwszej części naszej ZUK-owej rywalizacji. Przez cały styczeń i cały luty zbieraliśmy metry pokonane w górę. Ja miałem swoją szansę na zgromadzenie ich wielu, podczas Marriott Everest Run. Zdobyłem za mało. Krasoń pojechał w samiuśkie Taterki, hej, no i tak wygrzmocił takie przewyższenia, że mogłem tylko zdjąć czapkę z głowy i pogratulować mu zwycięstwa. Moja przegrana oznacza, że w trakcie ZUK-a będę biegł w śnieżnobiałej koszulce, na której będzie widniał ogromny i, rzecz jasna, szczery i wyłaniający się wprost z mojego serca napis: KOCHAM KRASUSA.

Kuchenne rewolucje

Jest jednak jeszcze jedna szansa na to, abym i ja poczuł się zwycięzcą. Szansa ma jakieś półtora kilometra, wiedzie stromo pod górkę, a teraz, kiedy górne partie Karkonoszy są zasypane śniegiem co najmniej po kolana, jest nieco hardkorowa i przerażająca. Odcinek Dom Śląski -> Śnieżka już niedługo stanie się areną bratobójczej, Mańkowej walki. To właśnie na tym odcinku będziemy toczyć korespondencyjny pojedynek o miano Najszybszego Słoika Zimowego Ultramaratonu Karkonoskiego. Tytuł to nie wszystko. Nagroda Kara jaka czeka przegranego, jest dopiero tym czymś przez wielkie „czy”. Mianowicie, ten, który pokona ten dystans wolniej, będzie musiał uraczyć tego drugiego własnoręcznie przyrządzonymi słoikami! Wiecie, jakaś mieloneczka, jakaś zupka, może jakaś sałateczka, jakaś fasolka… Ale to jeszcze nie wszystko! Najistotniejsze jest to, że proces tworzenia owych kulinarnych dzieł sztuki, będzie musiał być zarejestrowany na wideo, a następnie opublikowany w czeluści internetów. Stawka jest ogromna!

Konkurs, konkurs, konkurs

foto: marcinkargol.pl

foto: marcinkargol.pl

Ta rywalizacja jest istotna również dla Was. Konkurs, panie i panowie! Chcecie zgarnąć coś fajnego? Jeśli tak, to wytypujcie różnicę czasową między mną, a Krasusem. XX:XX –> minuty, sekundy. Ten, kto trafnie wytypuje zwycięzcę oraz jego przewagę nad zdobywcą drugiego miejsca (po co pisać „przegranym”?) zgarnie… ultralekki i ultrafajny pas z bidonami Nike Lightweight Hydration Belt. I fistaszki!

Czekamy na Wasze komentarze pod tym wpisem, pod wpisem u Krasusika lub też na naszych fejsbuczkowych profilach: MOIM lub KRASUSOWATYM.

Podobne wpisy

Jedna odpowiedź na Chcę się zniszczyć, czyli ZUK za pasem

  1. Julia Poznanianka napisał(a):

    I nikt tu nie „typnął”? Shame on them and me! 😉 W każdym razie zacny to bieg, oglądałam track. Czyżby czekało Cię przyprawianie, pitraszenie, wekowanie? Chcę to zobaczyć. Czekam jak reszta świata na 50 twarzy Greya czekała! 😀

    Suniesz właśnie ładnie do mety. Piękne wyzwanie, dobry bieg! Potem będą gratki! 😉

  2. Fitnesowiec napisał(a):

    Pochwal się butami do pokonywania takich tras. Chętnie się dowiem w jakich biegać przez takie tereny.

  3. […] 5 marca 2015 | Chcę się zniszczyć, czyli ZUK za pasem […]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *