Cele i plany na rok 2013.

Autor: • 20 listopada 2012 • Blog, Inne14 komentarzy4320

Jakiś czas temu rozmawiałem z Bormanem. Zacny człowiek, zacny biegacz, ale wówczas nieco zagubiony. Czegoś mu brakowało, gdzieś zatracił radość z biegania i motywację do pracy na sobą, jako biegaczem. Wspólne bieganie i rozmowa sprzyjają głębszym przemyśleniom, analizie i napędzają procesy wnioskotwórcze w głowie. Problem Bormana odkryłem bardzo szybko: brak celu. Brak punktu do którego się dąży. Dziś Borman pisze, że znalazł swój cel. Zmotywował się przeogromnie i wziął się do sensownej pracy, która budzi mój wielki podziw.

Metoda małych kroczków

„Cel” to słowo-klucz. Owym celem dla każdego może być coś innego. Wszystko zależy od naszego wytrenowania, od dotychczasowych osiągnięć, od sytuacji zawodowej/rodzinnej… Maraton w 3 godziny? Maraton w 5 godzin? Półmaraton bez zatrzymania? 10 kilometrów ciągłego biegu? 5 kilometrów bez zadyszki? Wszystko to może być naszym celem. I zapewne każdy z nas kiedyś dążył do części z tych rzeczy. Pamiętacie stan, kiedy udało się to po raz pierwszy? Poza biegową euforią, poza tym flow, którego nie da się porównać z niczym, co wtedy czuliście? Pamiętacie? Ja pamiętam – moją kolejną myślą, zaraz po wewnętrznej radości, było to, że treningi nie poszły psu w dupę w piach.

Co później? Cel kolejny! Trzeba wkroczyć na wyższy poziom, wejść w nieznane. Trzeba okiełznać to, co może wydawać się nie do zrobienia. Bo przecież coś, co osiągnęliśmy, również wydawało nam się nierealne. Grunt to to, aby celu – jakikolwiek by nie był – nie spuszczać z oka. Mieć go ciągle w polu widzenia i mieć świadomość, że każdy, nawet najmniejszy krok nas do tego celu przybliża. Krok po kroku. Stopień po stopni. Kropla potu po kropelce potu. Każdy ruch uczyniony w kierunku tego, co chcemy osiągnąć sprawia, że owe coś jest coraz bliżej.

Gdyby nie wyznaczanie małych celów na drodze do celu dużego, pierwsza połowa tego roku byłaby dla mnie totalnie przegrana. Blamaż w Dębnie bolałby znacznie bardziej. Ale bolał mniej niż powinien, bo po drodze do tego blamażu przyszły – dla mnie – świetne wyniki na 10, 15 i 21 kilometrów. I to mnie uratowało. Natomiast w momencie, kiedy te wyniki osiągałem wiedziałem, że wszystko idzie tak, jak iść powinno. Późniejsze przygotowania do ultramaratonu również były ozdobione biegami-testami. Małymi celami, które chciałem osiągnąć. Ukończyć Rzeźnika, nie dać ciała w swoim pierwszym biegu na orientację, ukonczyć Maraton Gór Stołowych, pokazać się z dobrej strony przed sobą w Maratonie Karkonoskim… Zaliczałem wszystko po kolei i to mnie nakręcało i motywowało do tego, żeby realizować ten cholerny plan treningowy. Plan, który doprowadził mnie w rezultacie do sukcesu w Krynicy.

2013 w pigułce

Rok 2013 również został przeze mnie obstawiony celami. Mniejszymi i większymi. Ale chyba wszystkimi jednakowo ważnymi w tej całej układance. Mam nadzieję, że uda mi się zrealizować wszystko, co sobie założyłem. Chciałbym przyszły rok zakończyć w takim samym poczuciu spełnienia, w jakim kończę rok obecny. A jakie to cele?

Wiosenną, asfaltową porą: 5 kilometrów – 19:59; 10 kilometrów – 39:59; półmaraton – 1:29:59; a wiosenny cel nr 1, to Misja: Paryż i maraton w stolicy Francji – 3:2X:XX (chyba, że Wojtek stwierdzi w kwietniu, że można jeszcze szybciej). A kiedy już maraton w Paryżu przejdzie do historii, do historii przejdzie również bieganie po asfalcie. I druga połowa 2013 roku upłynie pod znakiem: startów w PMNO – chcę w generalce na 50km znaleźć się powyżej 25 miejsca; Bieg Rzeźnika – poniżej 12 godzin i atak na hardcore; a jesienią cel numer 1, czyli Przejście Dookoła Kotliny Jeleniogórskiej i próba zmieszczenia się w czasie poniżej 30 godzin.

Podobne wpisy

14 Odpowiedzi na Cele i plany na rok 2013.

  1. borman napisał(a):

    Marcinie, pamiętam tą naszą rozmowę. Pamiętam ją bardzo dobrze. Może to dziwnie zabrzmi, ale otworzyłeś mi wtedy oczy. W zasadzie taki stan rzeczy powinien być, dla biegacza z jakimś doświadczeniem, do wyłapania. Oczywista oczywistość. Prozaiczna prozaiczność 🙂 . Ale wiesz jak to jest: pod latarnią najciemniej. Tak więc, dzięki wielkie za tego kopa w zad i szybką lecz skuteczną psychoanalizę.
    Pozdrawiam!

    • marcinkargol napisał(a):

      Dlatego też, mimo przyjemności jaką daje bycie samemu ze ścieżką i kilometrami do pokonania, fajnie się czasem spotkać z drugim takim i zamienić z nim parę słów… 🙂

  2. Magda B. napisał(a):

    Ja jestem na początku drogi i jaram się co drugim biegiem, bo znowu coś się udało 🙂 Generalnie i tak pozostaję w stanie permanentnego zdziwienia, że biegam. Patrzę na swój biegnący cień i nie wierzę, że należy do mnie. Zaledwie 3 tygodnie dzieli mnie od mojego celu tegorocznego – 30 minut ciągłego biegu. Fajne to jest.

    • marcinkargol napisał(a):

      Te początki są cholernie fajne. Pamiętam, jak bardzo się jarałem, kiedy po raz pierwszy biegłem godzinę bez przerwy. WOW! A od 30 minut do 60 minut droga znacznie krótsza, niż od 0 do 30… 😉

  3. Paweł napisał(a):

    Powodzenia w realizacji celów. Ja dopiero zaczynam swoją przygodę z bieganiem, więc moje cele są siłą rzeczy skromniejsze: przebiec pierwszy półmaraton poniżej 2 godzin (nie powinno być trudno) oraz na jesień maraton poniżej 4 godzin (tu już będzie baaardzo trudno).

    • marcinkargol napisał(a):

      Nie pozostaje mi nic innego, jak życzyć Ci powodzenia!:)
      Połamanie tych magicznych barier, to bardzo fajna sprawa 🙂

  4. Leszek Deska napisał(a):

    Dobrze napisane, też sobie stawiam cele mniejsze i większe i to mnie napędza. Ja swoje opiszę niedługo.
    Ciekawi mnie tylko że twoje cele są trochę nieskorelowane, tzn. 20′ na 5km to bardzo dobry czas ale jeżeli chcesz mieć 40′ na 10km to znaczy że na 5km dasz radę szybciej niż 20′. A już maraton to dużo szybciej niż poniżej 3:30… Są co prawda różne tabelki przeliczające czasy między różnymi dystansami ale można sobie średnią powyciągać i na tym planować swoje cele – ja tak robię 🙂
    Powodzenia w realizacji!!

    • marcinkargol napisał(a):

      Zastanawiałem się, czy ktoś na to zwróci uwagę. Faktycznie, zakładane przeze mnie czasy zupełnie ze sobą nie współgrają. Ale to są plany minimum. To jest stopień wytrenowania, poniżej którego chciałbym w pewnym momencie już nie schodzić. A kiedy przyjdzie czas Maniackiej Dziesiątki i będę atakował >40 minut, to jednakowo będzie mnie cieszyć wynik 39:59 jak i 39:01. Poza tym po zeszłorocznym Dębnie wolę mieć chłodną głowę i asekuracyjne podejście. Wystarczy mi rozczarowań.

  5. Rumeq napisał(a):

    Ambitne plany. Powiem Ci, ze nawet troche nieświadomie sie z tymi planami utożsamiam:D biegamy na podobnym poziomie (10-40min 1/2- 1:32 maraton – 3:30) jednak ja na ultra biegam jeszcze za krótko (dopiero 1 sezon), jednak chce w tym roku przebiec trase 65km biegu 7dolin. W Twoim wpisie nie znalazłem nic na temat biegu 7 dolin. Czyli nie wracasz w tym roku do Krynicy? Czy po prostu nie ujaleś tego?:)

  6. michu77 napisał(a):

    Hej Marcin!

    Ambitne plany… ale nie łapiesz kilku srok za ogon? Życiówka w maratonie, i życiówka na 5km? Rozumiem że jedziesz planem na maraton i … po drodze będziesz zaliczał krótsze dystanse…

    Mi chyba też brakuje konkretnego celu – pod który wszystko ustawię. Mogę tam czy tam wystartować…ale nie muszę, czyli niedobrze ;(

    • marcinkargol napisał(a):

      Czołem, Michał!

      Dokładnie tak, jak piszesz – plan jest na maraton i to jest najważniejsze, jednak plan jest układany tak, żeby było realne połamanie życiówek na innych dystansach. Czy to się uda? Zobaczymy. Nie zanosi się na to, żebym wystartował w jakimś półmaratonie przed Paryżem niestety, bo brak czegoś ciekawego w kalendarzu, więc pewnie test-startami będą którejś z GP Poznania i Maniacka…

      Skoro brak Ci celu, to sobie jakiś załóż. Czego Ci potrzeba? Ultra? Życiówki? Biegania po krzakach?

  7. michu77 napisał(a):

    hm… ja mam życiówki właśnie z Maniackiej(nowa szybka trasa) i GP Poznania… – a półmaratonu przed Wiedniem… raczej też nie znajdę … Poznań zaledwie tydzień przed maratonem…

    co do planów, myślę o biegu: Szczecin-Kołobrzeg… ale decyzji nie podjąłem jeszcze.

    Powodzenia!!!

  8. TOMEK MAJEWSKI napisał(a):

    Marcin,
    sprowokowałeś mnie. Muszę o swoich planach także napisać. Ale to u mnie. Tu jest twój blog. I tu ja Tobie życzę spełnienia wszystkich sportowych marzeń, o których piszesz…

    .

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *