Po resecie, czyli biegowe katharsis.

Autor: • 11 czerwca 2013 • Blog, Inne8 komentarzy2623

Wyobraźcie sobie taki obrazek: niedzielne popołudnie, ciężkie chmury na niebie, z tych chmur lecą duże ilości deszczu, od czasu do czasu niebo wyda z siebie złowrogi pomruk. W tym wszystkim zatopiona gdzieś polna droga. A na tej polnej drodze Kargol, Borman i pies Bormana. Trzy serca, osiem nóg, jeden ogon. I biegną przed siebie moknąc (wszyscy), sapiąc (pies Bormana) i ciesząc się kolejnymi połkniętymi kilometrami…

To było dopełnienie resetu, o którym pisałem jakiś czas temu.

80 kilometrów po Bieszczadach i 15 kilometrów w deszczu po polach i lasach kilkanaście kilometrów od domu – pranie mózgu na własne życzenie. Pranie mózgu podczas którego wyrzucałem z siebie to, co mi ciążyło i co mnie męczyło. Podczas Biegu Rzeźnika im bliżej byłem mety, tym umysł miałem czystszy. Paradoksalnie im bardziej byłem zmęczony, tym bardziej odpoczywałem. Ostatnie metry biegu w Bieszczadach, to był wstęp do katharsis. Ono w pełni nastąpiło w niedzielę.

Miałem ze sobą garmina, miałem ze sobą pasek pulsometru. Ale miałem też wielkie, fantastyczne flow. Elektronika i dane przez nią wyświetlane, były miłym dodatkiem do tego, co wykonywały moje nogi go to my site. Tempo było bardzo radosne, puls niski, nogi lekkie, podbiegi niezauważalne, a zbiegi pokonywane z uśmiechem. Udało mi się dotrzeć do tego stanu, którego mi brakowało.

Za tym wszystkim poszły też pewne założenia na kolejne miesiące:

  • brak startów na asfalcie (za wyjątkiem zającowania w Maratonie Warszawskim – tradycyjnie na 4,5 godziny),
  • cel numer 1 to walka w Pucharze Polski w Pieszych Maratonach na Orientację, czyli starty w biegach na 50 km z mapą i kompasem,
  • będzie plan treningowy, ale będzie on mniej „matematyczny” – jestem takim typem, że potrzebuję lekkiego reżimu treningowego, odpuszczam jednak na kolejnych kilka miesięcy aptekarską dokładność. Będzie schemat, który mi najbardziej pasuje i który przynosi najfajniejsze efekty, ale szczegóły poszczególnych dni treningowych będą powstawały niemalże na bieżąco,
  • będę pilnował zakresów tętna i jakości treningu, ale większą wagę będę przykładał do samopoczucia, a nie wskazać garmina,
  • mój sezon potrwa do połowy października; wtedy mam ostatni start w PMNO i po nim na 3,4 tygodnie zawieszam buty na kołek tak, jak to miało miejsce w 2012 roku,
  • a przede wszystkim z każdego treningu będę starał się wycisnąć jak najwięcej funu!

Nie ukrywam, że zazdroszczę Krasusowi, Bo czy Bormanowi – oni mają konkretne cele i są w trakcie budowania kosmicznej formy. Jak nie triathlon, to 212 kilometrów po Kotlinie Kłodzkiej, a na deser maraton jesienny. Wiem, że z zazdrością i lekkim żalem będę spoglądał na ich wyniki. Krasus niedługo połamie 19 minut na 5 kilometrów. Bo wkrótce będzie mistrzynią Polski czy coś podobnego. Borman nie dość, że ustrzeli 212 kilosów bez mrugnięcia okiem, to jesienią poprawi swoje 3:13 w sposób niesamowity, a ja będę płakał z zazdrości widząc, jak niskie tętno ma, kiedy biega po 4:20/km.

EDIT: Patrząc na ostatnie wyniki Krasusa, to zazdroszczę mu już teraz.

Ale to nic.

Wytrzymam to. Jestem świadomy tego, że w chwili obecnej nie byłbym w stanie zmobilizować się do walki o jakiś konkretny „liczbowy” wynik w najbliższych miesiącach. Nie ma na to szans. Wolę (i chcę) podtrzymać w jak największym stopniu to, co wypracowałem przez zimę i wiosnę (choć wiem, że stracę na prędkości i dynamice), rozbudować swoją siłę oraz bazę tlenową, poprzemierzać bezdroża, zdobywając punkty do Pucharu Polski (a nuż się znów jakieś podium trafi), a po późnojesiennym roztrenowaniu wziąć się ponownie do ciężkiej orki i zadbać o to, żeby zima i wiosna 2013/2014 przyniosły jeszcze lepsze efekty, niż te uzyskane rok wcześniej.

Rzekłem! Do dzieła!

* * * * *

A wracając do tematu PMNO czyli moich startów w 50-kach na orientację – jest konkurs!!! Ci, którzy śledzą moje fejsbukowe działania już o nim wiedzą, a ci którzy na fejsbuka nie zaglądają, teraz mają motywację, żeby to zrobić.

Razem ze sklepem Natural Born Runners zachęcam do cyklicznej zabawy, w której przy okazji każdego mojego startu w PMNO, do zdobycia będzie bon o wartości 100 złotych na zakupy w Natural Born Runners! Szczegóły znajdziecie W TYM LINKU!

Podobne wpisy

8 Odpowiedzi na Po resecie, czyli biegowe katharsis.

  1. Dorota napisał(a):

    Jak dobrze, że będziesz zającował :)!

    Co do reszty to życzę więcej takich pozytywnych wpisów i morza („bagna”) endorfin 🙂

  2. Błażej napisał(a):

    Jak to mówią: życie, to sztuka wyborów. Ale rozumiem co czujesz. Tu następuje wirtualne poklepanie po plecach 😉

  3. Krasus napisał(a):

    Maniek, wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma. Ja zazdroszczę Tobie, że możesz się skupić na PMNO, bo nie wiem, czy uda mi się 7 startów w 2013 uzbierać:( Ty mi celu, a my wszyscy Bormanowi zajebistości. Tak się ten świat kręci;)

    • marcinkargol napisał(a):

      Borman urasta do rangi nadbiegacza!:)
      Cóż, nie wiadomo co będzie za rok, dwa czy pięć. Ważne, że teraz postępuję w zgodzie z własnym sumieniem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *